Menu Region

Nawet "Arru" zdobył gola dla Legii

Nawet "Arru" zdobył gola dla Legii

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Paweł Drażba, Rafał Romaniuk, Warszawa

Prześlij Drukuj
Do trzech razy sztuka. Piłkarze Legii wreszcie znaleźli sposób na pokonanie Polonii w derbach Warszawy. Oba zespoły grały w tym sezonie ze sobą dwukrotnie: na inaugurację ligi i w Pucharze Ekstraklasy.
Dwa razy na boisku padał remis (ostatnie spotkanie zostało zweryfikowane jako walkower dla Polonii). Wczoraj podopieczni trenera Jana Urbana w 4. kolejce PE nie pozostawili rywalom złudzeń i pewnie zwyciężyli 4:0.

Bogiem a prawdą nazywanie wczorajszego spotkania derbami to lekkie nadużycie. Bo co to za derby, gdy tak, wydawałoby się, prestiżowy mecz ogląda z trybun zaledwie 1,5 tys. osób. W spotkaniach o Puchar Ekstraklasy to już jednak standard.

Obaj szkoleniowcy zapowiadali, że potraktują mecz niezwykle poważnie. Polonia to, jak mówią sami jej zawodnicy, obrońca tytułu (przypomnijmy tylko, że rok temu trofeum zdobył Groclin), z kolei Legia, by awansować do kolejnej rundy, nie mogła sobie pozwolić na stratę punktów. Jednak słowa to jedno, a praktyka drugie.

Od początku spotkania widać było, że zawodnicy wychodzili z założenia: co tu zrobić, by się zbytnio nie narobić. Mimo wszystko bardziej żywotni byli piłkarze Legii. Gdyby wykorzystali choć trzydzieści procent groźnych sytuacji, to zawodnicy Czarnych Koszul musieliby rumienić się ze wstydu.
Skończyło się na czterech trafieniach.

W pierwszej połowie Michała Gliwę, który zastępował w bramce Polonii Sebastiana Przyrowskiego, pokonał Piotr Rocki. Dobrym kolegą okazał się w tej sytuacji Bartłomiej Grzelak, zawodnik wyjątkowo łasy na gole w Pucharze Ekstraklasy (w tamtym sezonie został królem strzelców tych rozgrywek). Mógł sam strzelać, lecz wyłożył piłkę lepiej ustawionemu partnerowi.

Po przerwie legioniści przeważali jeszcze wyraźniej. W 56. min na 2:0 podwyższył Marcin Smoliński, który wykorzystał podanie wprowadzonego do gry Miroslava Radovicia.

Swoje pięć minut miał też Mikel Arruabarrena. Hiszpan, który opowiadał, że potrafi zdobywać gole - tylko w Legii nie umiał tego udowodnić - w końcu trafił do siatki. Wprawdzie na raty (piłka odbiła się po drodze od bramkarza i obrońcy), ale nie ma się co czepiać. To jego pierwsze trafienie w poważnym meczu w Polsce (spotkań w Młodej Ekstraklasie nie wliczamy).

W końcówce wynik efektownym strzałem głową ustalił rodak "Arru" Inaki Astiz.
Wczorajszy mecz oglądała z trybun trójka zawodników Czarnych Koszul, która dochodzi do zdrowia po kontuzji: Filip Ivanovski, Radosław Majewski i Krzysztof Gajtkowski. Wszyscy z zaciekawieniem wypatrywali jednak Radosława Majdana. Dzień przed meczem trener Jacek Zieliński zapowiadał, że to właśnie były bramkarz reprezentacji Polski zagra od pierwszej minuty, jak to zwykle miało miejsce w meczach pucharowych. Majdana próżno było jednak szukać zarówno na ławce rezerwowych, jak i na trybunach. Wszystko dlatego, że znów ma poważne kłopoty.

Gdy na dobre nie ucichły jeszcze echa skandalu z Mielna (Majdan do spółki z kolegą z zespołu Piotrem Świerczewskim został oskarżony o napaść na policjantów), wyszły na jaw kolejne problemy z prawem kontrowersyjnego bramkarza. Kilka godzin przed rozpoczęciem meczu sąd zdecydował, że Majdan ma trafić do aresztu za unikanie stawiania się na rozprawy.

Wczorajszy mecz z zasępioną miną oglądał Aleksandar Vuković. W lidze Urban woli stawiać na Ariela Borysiuka, a w rozgrywkach pucharowych na Emmanuela Ekwueme. "Vuko" od dawna jest skonfliktowany z władzami klubu, po tym jak wiceprezes Mirosław Trzeciak nie chciał przedłużyć z nim kontraktu. Tak oto kończy przygodę z Legią zawodnik, który w zeszłym sezonie był kapitanem zespołu z Łazienkowskiej.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się