Menu Region

Magiczna moc Stadionu Śląskiego natchnęła znów ekipę...

Magiczna moc Stadionu Śląskiego natchnęła znów ekipę Beenhakkera

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Hubert Zdankiewicz Chorzów

Prześlij Drukuj
Znów zadziałała magia Stadionu Śląskiego - trudno inaczej wytłumaczyć to, co wydarzyło się w sobotni wieczór.
Piłkarze Leo Beenhakkera zaskoczyli wszystkich i pokonali faworyzowanych Czechów. I to w pięknym stylu, jakiego nie oglądaliśmy w ich wykonaniu od czasu pamiętnego meczu w eliminacjach Euro 2008 z Portugalią. Ten sam stadion, ta sama data (11 października), ten sam wynik. Nawet sędzia był ten sam - Niemiec Wolfgang Stark. I jak tu nie wierzyć w symbole.

Biało-czerwoni zaskoczyli chyba nawet samych siebie. Po dwóch pierwszych meczach w tych eliminacjach, ze Słowenią i San Marino, wydawało się, że tym razem cudu nie będzie. Że zestawiona w dużej części z siedzących w swoich klubach na ławkach rezerwowych piłkarzy drużyna może liczyć tylko na honorową porażkę z ósmym obecnie zespołem świata. W najlepszym razie na remis.

A jednak cud się wydarzył. Nie tylko dzięki fenomenalnej postawie Jakuba Błaszczykowskiego. Pamiętacie zagubionego we Wrocławiu i Serravalle jak dziecko we mgle Mariusza Lewandowskiego? W sobotę pomocnik Szachtara Donieck znów zagrał jak kiedyś. Walczył, odbierał piłki, podawał do przodu, a nie tylko do tyłu i w bok. Pamiętacie potykającego się w obu tych meczach o własne nogi Rogera Guerreiro? Przeciwko Czechom zagrał prawie jak przeciwko Austrii podczas ME. Tym razem gola nie strzelił, ale jego podania w 52. minucie do Błaszczykowskiego (po nim padła druga bramka) nie powstydziłby się Luka Modrić.

Wyliczać można długo. Artur Boruc nie popisał się co prawda przy bramce dla Czechów (wydawało się, że zdoła przerzucić piłkę nad poprzeczką po strzale głową Martina Fenina). Gdyby jednak nie jego dwie interwencje, to już po 20 minutach przegrywalibyśmy 0:2. Warto było dać mu szansę kosztem Łukasza Fabiańskiego (przed meczem niektórzy spekulowali, że to bramkarz Arsenalu wyjdzie w podstawowym składzie).

Warto było postawić również na Dariusza Dudkę. Ustawiony na środku defensywy piłkarz Auxerre (ostatnio rezerwowy) był dla rywali zaporą prawie nie do przejścia. O mało nie zdobył też bramki (w 71. minucie po rzucie rożnym i jego główce gości uratował tylko refleks Čecha).

1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się