Menu Region

Lech Wałęsa: Bezpieka mnie wrobiła

Lech Wałęsa: Bezpieka mnie wrobiła

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Lech Wałęsa

1Komentarz Prześlij Drukuj
Podpisałem kilka papierów przy wyjściu z aresztu w grudniu 1970 roku. Nie była to jednak żadna deklaracja współpracy - pisze Lech Wałęsa w autobiografii "Droga do prawdy", która ukazuje się pod patronatem "Polski".
Jako dziecko i potem dość długo jeszcze jako człowiek dojrzały widziałem tylko dwa kolory - biały i czarny. Zupełnie nie dostrzegałem odcieni pośrednich. W końcu je zauważyłem. W odpowiednim momencie. Być może, gdybym je dostrzegał wcześniej, przestałbym rozróżniać kolory podstawowe, zapomniałbym o naukach wyniesionych z domu. Z Grudnia 1970 wyszedłem z czystą kartą. Nie mam się czego wstydzić


Tam wpajano mi, że najważniejsze w życiu to rozróżniać kolory, wszędzie - w rodzinie, w szkole, w wojsku, w pracy, nawet gdy przychodzi za to płacić wysoką cenę. Płaciłem ją wiele razy. Aż przyszedł rok 1980. Wtedy w Sierpniu powiedzieliśmy wyraźnie rzecz najprostszą - to jest czarne, to jest białe. Nastąpiła wielka przemiana.

Nie zdawałem sobie sprawy, że każdy ruch w tamtej chwili może odbić się rykoszetem nawet po wielu, wielu latach. Nawet po wszelkich wyjaśnieniach. To wtedy postawili warunek, że muszę jakieś kwity podpisać, żeby wyjść. Długo się nie zastanawiałem. Nawet nie przeczytałem. I wtedy podpisałem kilka papierów przy wyjściu, co było standardową procedurą.

Podpisałem też wtedy protokół z przesłuchania, co było dla mnie najbardziej oczywistą sprawą. Pamiętam, że było to wiele kartek - może pięć, siedem - i na każdej trzeba było złożyć podpis. Boże, daj, żeby ten protokół się kiedyś odnalazł - proszę w myślach, bo wiele by to dziś wyjaśniło.

To był błąd, że wtedy cokolwiek podpisałem, ale zrozumiałem to dopiero później, kiedy powstał KOR i uczono nas - krążyła taka broszurka - że niczego się nie podpisuje, że można odmawiać zeznań i udawać chorego w razie wezwania na komendę. W przyszłości wiele razy zdarzały się przesłuchania, rewizje. I nigdy nie podpisywałem żadnych kwitów. Nawet zaznaczano w protokołach, że odmawiam podpisania.

Powtarzam też po raz kolejny, że nigdy nie podpisałem żadnej deklaracji współpracy, żadnych zobowiązań do zostania agentem. Niczego takiego! Przyznaję, że nie wiem, czy gdyby mnie przycisnęli, czy gdyby pokazali zdjęcia Bogdana albo podobnie zaszantażowali, to bym nie podpisał. Mieli swoje metody. Wielu poczciwych ludzi złamali.

Nie miałem, na szczęście, takiego "wyboru", bo nikt nie żądał ode mnie współpracy ani wtedy, ani później. W 1970 roku dla bezpieki byłem zbyt słaby, za mały. W tamtym czasie uznali, że na agenta się nie nadaję, chociaż zaczęli mnie mieć na oku. Później byłem już za mocny. Nie zapominajmy też, że następowała wtedy zmiana na szczytach władz i mieli inne sprawy na głowie.
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Jest pan Wielki panie prezydencie.

+5 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

rych (gość)  •

Panie prezydencie, dla mnie jest pan bohaterem na miare czasow. I choc nigdy nie bedzie brakowac ludzi podlych, ludzi malych, ktorzy z powodu swoich kompleksow czy innych niskich pobudek beda pana oczerniac i szkalowac, to wciaz pozostanie wielu takich, ktorzy beda uczyc swoje dzieci prawdy o panu, niezaleznie ile i jakimi autorytetami podpartych, pojawi sie klamliwych publikacji i ksiazek.
Jest pan, i nic tego nie jest w stanie zmienic, jednym z najwiekszych Polakow w naszej historii i nawet jesli ona o panu zapomni, to ludzie ceniacy nade wszystko prawde, nigdy!

odpowiedzi (0)

skomentuj