Menu Region

Kiedy cały świat staje do góry nogami

Kiedy cały świat staje do góry nogami

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Andrzej Krajewski, historyk i publicysta "Polski"

Prześlij Drukuj
Wielki Kryzys z lat 30. XX wieku pokazał, że zawsze znajdą się osoby, które sobie poradzą. My swój chrzest bojowy mieliśmy w latach 80. - przekonuje publicysta "Polski"
Gospodarczy krach można porównać do narodzin nowego świata. Nagle wszystko wokół ulega diametralnej zmianie, a ludzie muszą się szybko nauczyć, jak normalnie żyć w kompletnie nienormalnej rzeczywistości. Dla społeczeństw przyzwyczajonych do trwającego od lat dobrobytu taka sytuacja jest szokiem.

Na początku lat 30. ubiegłego stulecia w Wiedniu niezwykłą popularnością cieszył się dowcip o tym, jaka jest różnica między bankierem optymistą a pesymistą.
Otóż bankier optymista twierdził: "Pójdziemy wszyscy na żebry", pesymista zaś odpowiadał: "Dobrze, ale do kogo?". Dziś w coraz większej liczbie krajów dominuje podobny "optymizm".

W końcu codziennie jakiś bank staje na krawędzi zagłady, światowy system finansów trzeszczy w szwach, a skutki kryzysu odczuwają kolejne działy gospodarki. Dla społeczeństw przyzwyczajonych do trwającego od lat dobrobytu ta sytuacja jest szokiem.

Będą one być może musiały odrobić lekcję (starsi Polacy pamiętają ją z lat 80. i początku 90.) prowadzącą do konkluzji, iż nawet w najcięższych czasach da się żyć. Tego przykładem może być inna wiedeńska anegdota. Do tego miasta wiosną 1932 r. zawitał amerykański dziennikarz Herbert Knickerbocker zwiedzający ogarniętą kryzysem Europę.

W hotelu, gdzie nocował, zagadnął pokojówkę, jak się jej wiedzie. Okazało się, iż utrzymuje całą rodzinę, bo mąż jest od 18 miesięcy bezrobotny. "Co się dzieje z pracownikami, którzy stracili posady, a zapomóg już nie otrzymują" - zapytał amerykański dziennikarz. "Ano, jeżeli żony zarabiają, to żyją z ich pracy, albo też żebrzą lub kradną. Umierać nie umierają. Twarde życie jest w tych ludziach" - odpowiedziała pokojówka.

Każda zapaść gospodarcza charakteryzuje się tym, że gwałtownie rośnie liczba najuboższych. W Europie i Stanach Zjednoczonych podczas Wielkiego Kryzysu w zaledwie jeden rok liczba bezrobotnych wzrosła z 14 mln do ponad 48 mln ludzi.

W USA na obrzeżach metropolii wyrastały "miasteczka hooverowskie", czyli sklecone z desek i puszek po konserwach baraki lub też ziemianki, gdzie mieszkali ci, którzy stracili mieszkania. Podobnie działo się w Europie. Herbert Knickerbocker po odwiedzeniu Budapesztu odnotował, iż mieszkańcy miasta zjedli 12 tys. koni, które wcześniej pracowały w stolicy Węgier.
1 3 4 5 6 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się