Menu Region

Gołota nie chce płacić za krach w USA

Gołota nie chce płacić za krach w USA

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Robert Małolepszy

Prześlij Drukuj
Z Andrzejem Gołotą, najlepszym polskim pięściarzem wagi ciężkiej, rozmawia Robert Małolepszy.
Po czterech latach przerwy w sobotę na ring wraca Witalij Kliczko. Zmierzy się w Berlinie z Samuelem Peterem. Będzie Pan oglądał jego walkę?
Jak się jest w tym biznesie, takie wydarzenia trzeba śledzić. To walka o pas WBC, ciągle najcenniejszy w wadze ciężkiej.

Pański promotor Don King ciągle obiecuje, że dostanie Pan piątą szansę walki o tytuł i być może będzie to starcie ze zwycięzcą pojedynku Peter - Kliczko.

O tym na razie nie chcę gadać. Jak wygram swoją walkę 7 listopada, wtedy będę się zastanawiał co dalej. Jak do tej pory "Dziadek" [Don King - red.] wywiązywał się ze swoich obietnic.

Pan będzie walczył 7 listopada w chińskim Czengdu z Rayem Austinem. On we wrześniu pokonał na punkty klasycznego bokserskiego kelnera Domonica Jenkinsa. W marcu 2007 r. poległ już w drugiej rundzie walki z Władimirem Kliczką.
I co myślisz, że jest słaby? Zapomnij. Na tym poziomie nie ma słabych gości. On walczył o mistrzostwo świata. To kawał chłopa. Wie, że jak przegra, skończy karierę.

To tak jak Pan.
No tak, ale ja jeszcze chcę trochę poboksować.

Po co to Panu? Może dostanie Pan walkę o mistrzostwo świata, ale nie jest to takie pewne. Na karku ma Pan już 40 lat, w banku parę milionów dolarów. Nie lepiej iść na ryby, jak radzi Pański przyjaciel i menedżer Ziggy Rozalski?
Człowieku! Kryzys jest, nie słyszałeś? Trzeba zarabiać pieniądze, póki można.

Ziggy twierdzi, że kasy nie musi już Pan zarabiać...
Na poważnie, to wciąż mi się chce trenować. Co ja mam w życiu robić? Na nartach ciągle jeździć? Skoczyłem też ze spadochronem, nurkuję. Ale boks to boks. Rano wstaję, jadę na trening. Po południu drugi. Nic głupiego człowiekowi do głowy nie przychodzi.

A propos kryzysu, Pana też dosięgnie? W co inwestował Pan pieniądze?
W różne rzeczy. I wcale nie jest tak, że na wszystkim się teraz w Ameryce traci. Fundusz na kształcenie dzieci, na który wpłaciłem sporo kasy, wciąż ma się świetnie. W ostatnim roku zarobił dla syna i córki 150 proc. Najwyraźniej nie inwestowali w nieruchomości.

1 3 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się