Menu Region

Przysmaki naszych piłkarzy

Przysmaki naszych piłkarzy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marta Mońko

Prześlij Drukuj
I ty spróbuj potraw, które dają siłę polskim kadrowiczom!
Tomasz Leśniak, szef kuchni hotelu Sheraton w Krakowie, od 2006 r. kucharz reprezentacji Polski w piłce nożnej  / Fot. Wojciech MatusikDziś, w przededniu otwarcia Euro 2008 możesz spróbować tych potraw, które dają siłę piłkarzom. Swoje przepisy poleca Tomasz Leśniak, kucharz jedenastki Leo Beenhakkera, zdradza sekrety piłkarskiego menu.

Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Dlatego polska reprezentacja ma kucharza tylko jednego, ale za to obdarzonego taką energią, jak sześciu! Tomasz Leśniak, na co dzień szef kuchni hotelu Sheraton w Krakowie, od dwóch lat dba o żołądki i podniebienia naszych najlepszych piłkarzy!


Jesteś fanem piłki nożnej?

Teraz już tak (śmiech). Ale zanim zacząłem pracować z kadrą, w ogóle nie interesowałem się piłką nożną. Oczywiście wiedziałem, kto gra w reprezentacji, lecz nie byłem zagorzałym kibicem. Po raz pierwszy mecz kadry na żywo zobaczyłem w Chorzowie. To było tylko spotkanie towarzyskie przed mistrzostwami świata 2006, ale wystarczyło, żeby obudzić we mnie kibica.

Taki mecz to duże przeżycie?

Niesamowite! I bardzo wciągające. Żałuję, że nie chodziłem na mecze wcześniej. Teraz tylko szukam okazji, żeby znów odwiedzić stadion piłkarski. Na żywo, z dziesiątkami tysięcy kibiców na trybunach, mecz ogląda się zupełnie inaczej niż przed telewizorem. Ale co ja będę opowiadał, trzeba to samemu przeżyć!

Jak to się stało, że zostałeś kucharzem reprezentacji?

Zadzwonił sekretarz PZPN i zaproponował to stanowisko. Chyba nikt by nie odmówił (śmiech).

Kiedy pierwszy raz gotowałeś dla piłkarzy?

W moim hotelu Sheraton w Krakowie. W sierpniu 2004 r. gościli u nas piłkarze Realu Madryt, a w 2006 r. gotowaliśmy m.in. dla Celtic Glasgow, FC Sevilla i FC Basel. A dla naszych na mistrzostwach świata w Niemczech w 2006 r.

Jak było na mistrzostwach?

Nie ukrywam, na początku byłem trochę przerażony. Na miejscu okazało się, że czas minął mi tak szybko, że nawet nie zauważyłem, kiedy skończył się wyjazd.

Zawsze kadra zabiera Cię ze sobą?

Zawsze to ja bardzo chcę z nimi jechać (śmiech). Ale zabierają mnie tylko do niektórych krajów. To, czy z nimi pojadę, zależy od rodzaju kuchni, jaką serwują państwa odwiedzane przez piłkarzy. Zawsze jadę tam, gdzie gotuje się zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie jest inna kultura gotowania. Na przykład do takich krajów jak Kazachstan czy Azerbejdżan. Chociaż w Polsce też zdarzyło mi się gotować przed ważnymi meczami.

Co jest Twoim głównym zadaniem? Pilnowanie, żeby piłkarze niczym się nie zatruli?

Prawdopodobieństwo zatrucia jest raczej niewielkie. Ale pamiętam, jak podczas jednego z wyjazdów poprosiłem w hotelu o przygotowanie sosu bolońskiego. Zrobili go zupełnie inaczej niż ten, który jemy w Polsce. W tym kraju używa się odmiennego zestawu przypraw, a wprowadzanie do menu nowości jest przed meczem ryzykowne. Spróbowałem sosu i pomyślałem sobie: Teraz już wiem, po co tu jestem! On mógł piłkarzom po prostu zaszkodzić.

Wozisz ze sobą produkty?

Najczęściej zaopatruję się na miejscu i korzystam z zapasów kuchni w hotelach, w których gościmy. Chociaż w jednym z krajów szef kuchni mnie zaskoczył. Czekał z zakupami do ostatniej chwili, żebym mógł pojechać razem z nim i wybrać te produkty, z których chciałem skorzystać. Oczywiście nie pojechaliśmy wtedy na bazar, tylko odwiedziliśmy duże firmy gastronomiczne, w których kupuje się produkty z atestami. Wielką wagę przywiązuję do tego, żeby piłkarzom i nie tylko serwować dania ze składników sprawdzonych.

Czy menu reprezentacji można zmieniać?

Tak, niezmienny jest tylko przedmeczowy posiłek. Ustalili go moi poprzednicy i tak już zostało. Jest to za każdym razem rosół z kurczaka, pierś kurczaka grillowana i gotowana, łosoś grillowany i gotowany, tagliatelle i spaghetti z dwoma rodzajami sosu do wyboru, gotowane warzywa i dodatki: ziemniaki lub ryż. Wszystko serwujemy w formie bufetu, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

A co do picia?

Woda mineralna i soki. Także kawa, ale w niewielkich ilościach.

Menu przedmeczowe znamy. Co z posiłkami między meczami?

Na każdy wyjazd ustalamy specjalne menu z lekarzem i dietetykiem. Uwzględniamy w nim takie składniki, które nie powinny zaszkodzić piłkarzom, np. polędwicę, cielęcinę czy pierś kurczaka, i staramy się tak urozmaicać dania, żeby nie przejadły się piłkarzom. Z polędwicy na przykład można zrobić grillowane medaliony, podawane z ratatouille albo sosem sojowym, z jarzynami z woka czy nawet w formie szaszłyków. Na bazie jednego składnika można zrobić milion potraw!

Jak wygląda kulinarny rozkład dnia piłkarzy?

Najpierw śniadanie w formie bufetu. Każdy je to, co lubi, ale nie podajemy niczego tłustego ani ciężkostrawnego. Nie ma boczku czy fasoli, charakterystycznych dla ciężkich śniadań angielskich. Na obiad, podobnie jak w przypadku posiłku przedmeczowego, jest zawsze zupa, dwa rodzaje mięsa (grillowane i gotowane), dwa rodzaje ryby, ziemniaki i kasza lub ryż. Do tego makaron z sosem bolońskim albo neapolitańskim.

Żadna carbonara, czyli makaron z boczkiem, nie wchodzi w rachubę?

Nie, ale są za to jarzyny grillowane i gotowane. I bogaty bufet na zimno, czyli różne sałaty i sałatki czy mozzarella z pomidorami.

A kolacja?

To jakby drugi obiad, ale jest większy wybór zimnych dań.

Godziny posiłków są stałe?

Nie, dopasowuje się je do treningów i meczów. Oczywiście wszystko przygotowujemy, pamiętając, że każdy posiłek powinien dawać mnóstwo energii, ale niekoniecznie dużo kalorii. Świetne w tej roli są makarony.

Piłkarzom wolno podjadać między posiłkami?

Raczej nie. Ale jest podwieczorek, kiedy można trochę zregenerować siły, zjeść dobre ciastko czy trochę owoców. Podajemy też wtedy tosty i makaron z sosem pomidorowym.

Masz swoje ulubione przepisy?

Nie mam, bo staram się gotować z głową, a nie według przepisów.

Czyli jesteś trochę artystą?

Może trochę (śmiech). Ale zanim zacząłem pracować z kadrą, w ogóle nie interesowałem się piłką nożną. Oczywiście wiedziałem, kto gra w reprezentacji, lecz nie byłem zagorzałym kibicem. Po raz pierwszy mecz kadry na żywo zobaczyłem w Chorzowie. To było tylko spotkanie towarzyskie przed mistrzostwami świata 2006, ale wystarczyło, żeby obudzić we mnie kibica.

Taki mecz to duże przeżycie?

Niesamowite! I bardzo wciągające. Żałuję, że nie chodziłem na mecze wcześniej. Teraz tylko szukam okazji, żeby znów odwiedzić stadion piłkarski. Na żywo, z dziesiątkami tysięcy kibiców na trybunach, mecz ogląda się zupełnie inaczej niż przed telewizorem. Ale co ja będę opowiadał, trzeba to samemu przeżyć!

Jak to się stało, że zostałeś kucharzem reprezentacji?

Zadzwonił sekretarz PZPN i zaproponował to stanowisko. Chyba nikt by nie odmówił (śmiech).

Kiedy pierwszy raz gotowałeś dla piłkarzy?

W moim hotelu Sheraton w Krakowie. W sierpniu 2004 r. gościli u nas piłkarze Realu Madryt, a w 2006 r. gotowaliśmy m.in. dla Celtic Glasgow, FC Sevilla i FC Basel. A dla naszych na mistrzostwach świata w Niemczech w 2006 r.

Jak było na mistrzostwach?

Nie ukrywam, na początku byłem trochę przerażony. Na miejscu okazało się, że czas minął mi tak szybko, że nawet nie zauważyłem, kiedy skończył się wyjazd.

Zawsze kadra zabiera Cię ze sobą?

Zawsze to ja bardzo chcę z nimi jechać (śmiech). Ale zabierają mnie tylko do niektórych krajów. To, czy z nimi pojadę, zależy od rodzaju kuchni, jaką serwują państwa odwiedzane przez piłkarzy. Zawsze jadę tam, gdzie gotuje się zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie jest inna kultura gotowania. Na przykład do takich krajów jak Kazachstan czy Azerbejdżan. Chociaż w Polsce też zdarzyło mi się gotować przed ważnymi meczami.

Co jest Twoim głównym zadaniem? Pilnowanie, żeby piłkarze niczym się nie zatruli?

Prawdopodobieństwo zatrucia jest raczej niewielkie. Ale pamiętam, jak podczas jednego z wyjazdów poprosiłem w hotelu o przygotowanie sosu bolońskiego. Zrobili go zupełnie inaczej niż ten, który jemy w Polsce. W tym kraju używa się odmiennego zestawu przypraw, a wprowadzanie do menu nowości jest przed meczem ryzykowne. Spróbowałem sosu i pomyślałem sobie: Teraz już wiem, po co tu jestem!. On mógł piłkarzom po prostu zaszkodzić.

Wozisz ze sobą produkty?

Najczęściej zaopatruję się na miejscu i korzystam z zapasów kuchni w hotelach, w których gościmy. Chociaż w jednym z krajów szef kuchni mnie zaskoczył. Czekał z zakupami do ostatniej chwili, żebym mógł pojechać razem z nim i wybrać te produkty, z których chciałem skorzystać. Oczywiście nie pojechaliśmy wtedy na bazar, tylko odwiedziliśmy duże firmy gastronomiczne, w których kupuje się produkty z atestami. Wielką wagę przywiązuję do tego, żeby piłkarzom i nie tylko serwować dania ze składników sprawdzonych.

Czy menu reprezentacji można zmieniać?

Tak, niezmienny jest tylko przedmeczowy posiłek. Ustalili go moi poprzednicy i tak już zostało. Jest to za każdym razem rosół z kurczaka, pierś kurczaka grillowana i gotowana, łosoś grillowany i gotowany, tagliatelle i spaghetti z dwoma rodzajami sosu do wyboru, gotowane warzywa i dodatki: ziemniaki lub ryż. Wszystko serwujemy w formie bufetu, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

A co do picia?

Woda mineralna i soki. Także kawa, ale w niewielkich ilościach.
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się