Menu Region

Ciebie też mogą porwać

Ciebie też mogą porwać

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Dorota Kowalska

Prześlij Drukuj
Uprowadzenia - po 11 września 2001 r. termin ten przestał być abstrakcją. Co robić, by nie dać się złapać porywaczom, i jak zachowywać się, gdy mimo wszystko wpadnie się w ich ręce - z Krzysztofem Liedlem rozmawia Dorota Kowalska
W Pakistanie bandyci porwali polskiego inżyniera, w Egipcie uprowadzono turystów. Ten globalny świat otwartych granic staje się coraz bardziej niebezpieczny.
Porwania nie są wymysłem na-szych czasów. Ludzie od zawsze porywali się dla celów politycznych albo dla pieniędzy, bo porwania są świetnym biznesem, bardzo opłacalnym i stosunkowo "nieskomplikowanym organizacyjnie".

Ale dwadzieścia lat temu nikt nikogo nie porywał, aby poderżnąć mu gardło, a potem puścić w sieci film z egzekucji.
Bo dziś za porwania biorą się terroryści. Uprowadzają ludzi dla wymuszenia określonych zachowań, dla pieniędzy, za które mogą finansować działalność, i dla medialnego spektaklu. To rzecz stosunkowo nowa, bo zainicjowana po 11 września 2001 roku. Mistrzem w urządzaniu tego typu widowisk był Zarkawi, przywódca Al-Kaidy w Iraku. A najgłośniejszym medialnym widowiskiem śmierć Daniela Pearla, dziennikarza "The Wall Street Journal", któremu na wizji odcięto głowę. Takie spektakle mają jeden cel - przestraszyć przeciwnika: "Patrzcie! Jesteśmy gotowi na wszystko". Ale, abstrahując już od ekstremalnych przypadków, zazwyczaj terroryści chcą upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu: coś zamanifestować, a przy okazji wziąć okup. Nie wierzą, że porwanie jednego człowieka zmieni politykę państwa, ale zawsze można tego zażądać, żeby zaznaczyć swoją polityczną obecność, a przy okazji zgarnąć kilka milionów dolarów.

Zwyczajni ludzie nie jeżdżą raczej w tak niebezpieczne rejony jak Irak czy Afganistan. Ale niebezpiecznie jest nawet w turystycznym Egipcie.

Porwania zdarzają się we wszystkich krajach, ale bywają regiony zamieszkałe przez "zawodowych porywaczy" żyjących z okupów. Kolumbia, Somalia, Wenezuela, Egipt właśnie czy modne ostatnio Nigeria i Brazylia. W Rio de Janeiro na ulicach porywa się przechodniów i żąda od ich bliskich pieniędzy, które ci są w stanie uzbierać. Porywacze uprowadzają ludzi "taśmowo", po kilkoro w tygodniu, więc zadowalają się nawet bardzo niewielkimi stawkami. W Meksyku porwania stały się takim samym sposobem zarabiania na życie, jak na przykład robienie tequili. Tak dzieje się w państwach, w których administracja działa ślamazarnie, za to szerzy się fundamentalizm i korupcja.

Obywatel polski zostaje porwany gdzieś za granicą. Co wtedy?

Działania prowadzi się dwutorowo. Z jednej strony, negocjuje z porywaczami - jeśli ci się ujawnią. Nawet gdy negocjacje nie doprowadzą do uwolnienia, pozwalają zyskać na czasie. Z drugiej - przygotowuje się akcję odbicia zakładnika.

Bywa, że i negocjacje, i próby odbicia kończą się fiaskiem. Żeby wspomnieć fatalną akcję rosyjskich jednostek specjal-nych w moskiewskim teatrze na Dubrowce - zginęło ponad trzystu zakładników. Albo zabicie japońskich pracow-ników organizacji humanitarnej w Iraku.
Negocjacje mogą być źle prowadzone, porywaczy może coś sprowokować albo porwany ich rozpozna - jest wiele powodów, dla których osoba uprowadzona niestety ginie.
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się