Menu Region

Nerwy Smudy kontra spokój Jana Urbana

Nerwy Smudy kontra spokój Jana Urbana

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Piotr Wierzbicki

Prześlij Drukuj
Jeden jest niezwykle nerwowy, ekspresyjny. Co czwarte jego słowo to przekleństwo. Potrafi zrugać nie tylko piłkarzy, ale także sędziów i dziennikarzy. Nie bał się pójść na wojnę z kibicami.
W czasie meczu cały czas stoi przy linii bocznej, podskakuje, macha rękami.

Zdarzyło mu się kilka razy cisnąć bidonem o ziemię. Nie lubi garniturów. Ubrany jest zazwyczaj w dresy.

Drugi jest spokojny. Jeśli stoi przy linii, to zazwyczaj nieruchomo, przyglądając się grze swoich podopiecznych, od czasu do czasu krzyknie coś do zawodników, nieraz spojrzy w kierunku arbitra i rozłoży ramiona w geście "o co chodzi?". W rozmowach nie boi się powiedzieć, co naprawdę myśli, ale mówi bez emocji, ważąc słowa. W Hiszpanii nauczył się, że trener podczas meczu lepiej prezentuje się w garniturze.

Niedzielne spotkanie Lecha z Legią to nie tylko walka o ligowe punkty i mistrzostwo kraju. To również pojedynek dwóch czołowych polskich trenerów - Franciszka Smudy i Jana Urbana. Obaj są potencjalnymi kandydatami do objęcia kiedyś schedy po Leo Beenhakkerze. Smuda ma jeszcze nadzieję, Urban - już był wymieniany w gronie kandydatów, choć sam na razie mówi, że najpierw chce popracować kilka lat w klubie.

Podczas niedawnego spotkania Lecha z Piastem Gliwice miała miejsce następująca scena. "Franz" stał na linii wyznaczającej strefę dla trenerów. Siedzący za ławką kibice poprosili go, by przesunął się krok w lewo, bo zasłania im bramkę. Smuda wysłuchał próśb i przesunął się o pół metra. Oznaczało to jednak, że musiał wyjść za wyznaczoną strefę. Na to z kolei zareagował arbiter techniczny, nakazując mu powrót do strefy. Znów odezwali się jednak kibice. Arbiter był jednak głuchy na ich prośby i znów rozkazał Smudzie powrót w wyznaczone miejsce.

- Idę, bo ten ch… się nie odczepi - rzucił trener Lecha. O takich osobach jak Smuda mówi się "prawdziwek" - mówi to, co myśli, albo zanim pomyśli.

- Smuda ma iskrę bożą do trenowania. Świetnie rozumie się z piłkarzami. Jedną z jego najlepszych cech jest to, że zawsze wierzy w sukces. Ta wiara udziela się drużynie. Efekt jest taki, że pod jego okiem dobrzy piłkarze bardzo szybko dochodzą do formy. Trener daje im bowiem na boisku swobodę - mówi Marek Citko, niegdyś największy ulubieniec Smudy, z którym pracował w Widzewie i Legii.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się