Amerykański świstak, który przewiduje pogodę, niestety w czwartek zobaczył swój cień, a to oznacza, że czeka nas jeszcze sześć tygodni zimy. A i meteorolodzy nie mają dla nas dobrych informacji.
W najbliższych dniach mrozy nieco zelżą, ale na plusowe temperatury nie mamy na razie co liczyć.
Dlatego służby i organizacje pozarządowe apelują, by w czasie mrozów wspierać potrzebujących. Szef MSW Jacek Cichocki zaapelował, by zwracać uwagę na potrzebujących. - To jest moment, kiedy od naszej wrażliwości i solidarności zależy życie ludzkie - powiedział minister w Radiu Zet. Zaznaczył, że bez wrażliwości obywateli służby sobie nie poradzą.
Funkcjonariusze służb podległych MSW sprawdzają miejsca, w których mogą przebywać bezdomni. Policjanci i strażnicy miejscy informują ich o możliwości skorzystania z pomocy ośrodków, które oferują nocleg i ciepły posiłek. Służby apelują, by zgłaszać miejsca przebywania osób pozbawionych dachu nad głową. Praktyczne informacje, m.in. gdzie w pobliżu znajdują się schroniska, jadłodajnie, punkty pomocy medycznej, można uzyskać na bezpłatnej infolinii 987.
Wielkie mrozy powodują też miejscowe zamykanie szkół. Zgodnie z przepisami dyrektorzy mogą to zrobić, gdy przez dwie kolejne doby o godz. 21 temperatura spadnie do co najmniej minus 15 stopni Celsjusza. W piątek lekcji nie będzie m.in. w 38 szkołach w województwie świętokrzyskim i kilkunastu w Małopolsce. Trzy szkoły czasowo zostaną zamknięte także w stolicy, jedna z nich - z powodu awarii centralnego ogrzewania. Część szkół zawiesiła lekcje także w województwie kujawsko-pomorskim.
Zgodnie z prawem minimalna temperatura w pomieszczeniach biurowych nie może być niższa niż 18 stopni Celsjusza.
CZYTAJ TEŻ: Co pomoże przetrwać mrozy? Aktywność fizyczna, ubieranie się ''na cebulkę", alkohol...
Pozostali pracownicy, zatrudnieni np. w halach produkcyjnych, powinni mieć zapewnioną temperaturę nie niższą niż 14 stopni C. Ale są też ludzie, którzy muszą pracować na zewnątrz. - Co robię? Klnę. Do siebie, pod nosem - syczy Tomek pracujący na budowie. Motorniczy Andrzej ociepla herbatę w słoiku na grzejniku w kabinie zabytkowego tramwaju. Tak w obliczu nieludzkich mrozów radzą sobie ludzie dobrej roboty. Są wśród nas tacy, którzy przy minus 20 muszą zrobić coś za tych, którzy w swoich biurach mają plus 20. Pani Ania sprzedaje kwiaty i znicze w Bytomiu. Z koleżanką siedzi w takim namiociku, w którym działkowicze latem obżerają się kiełbasami z grilla, chroniąc głowy przed słońcem. Zaczynała handlować, gdy premierem był Jerzy Buzek, a Budka Suflera świętowała premierę niezapomnianej ballady "Wszyscy święci balują w niebie". Pani Ania pamięta jedną gorszą zimę, odkąd prowadzi interes. - Cztery lata temu. Żeby postawić namiot, trza było pół godziny śnieg odgarniać - wspomina.
W namiociku nie grzeją. Jeden znicz się pali, ale to tylko po to, żeby klienci zobaczyli, że to nie szajs, że się nie kopci. Namiocik najwyżej krztynę przed wiatrem chroni. Ale gdy wieje jak pies i mróz trzyma za twarz, trzeba radzić sobie inaczej. W roboczym uniformie pani Ania wygląda egzotycznie. - Raz, dwa, trzy, cztery… Nie, pięć swetrów. I kurtka. Spodnie, rajtuzy, trzy pary skarpet, ciepłe buty. A pod nogi styropian, żeby nie ciągnęło od ziemi - pani Ania wylicza części składowe swojej garderoby.
Na szczęście już w przyszłym tygodniu mróz nieco odpuści. W połowie miesiąca temperatura ma utrzymywać się w okolicach zera.