Menu Region

Wielka repatriacja Czesława Mozila

Wielka repatriacja Czesława Mozila

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Rigamonti

Prześlij Drukuj
Ciotuchny z Będzina są niepocieszone: Czesiek nie będzie tańczył z gwiazdami. Nie potańczy też na lodzie. - Pewnie byłbym sławny, a moje kochane ciotki byłyby dumne - mówi 29-letni Czesław Mozil.
- Odmówiłem tego tańczenia na lodzie, bo do końca roku muszę zagrać jeszcze 51 koncertów. Zresztą zawsze czułem, że z mojego grania i śpiewania coś fajnego wyniknie - mówi, a w jego polszczyznę już tylko czasem wkrada się obcy akcent.

- Polskę znam lepiej niż niejeden Polak, a z polskim radzę sobie całkiem dobrze. Jestem solidnym reemigrantem - dodaje. Na koncertach śpiewa głównie po polsku, a jego płyta "Debiut", wydana w kwietniu, już rozeszła się w ponad 50 tysiącach egzemplarzy.

- Śpiewam, jak umiem najlepiej. Nawet kiedy po raz pięćsetny wykonuję "Maszynkę do świerkania", wciąż mam frajdę - tłumaczy. I tylko troszkę smutnieje, kiedy pytam go o rodziców.
- Ojciec jeszcze nie był na żadnym moim koncercie. Ale widział mnie w telewizji, bo rodzice mają w Kopenhadze polski TVN - wyjaśnia gwiazdor i dodaje, że zamierza kiedyś kupić w Polsce malutki domeczek, żeby rodzice też wrócili do kraju.

Bo podczas gdy 1,5 miliona rodaków wyjechało znad Wisły, żeby poszukać na Zachodzie lepszego życia, Czesław wybrał odwrotny kierunek podróży. - Zawsze mnie tu ciągnęło - komunikuje. Trafił do Danii z rodzicami i siostrą jako dziecko, tam zaliczył szkołę i zaczął swoją przygodę z muzyką. - Akordeon był większy ode mnie, ale jakoś najbardziej mi się spodobał.

Rodzice płacili za lekcje, a ja grałem jak opętany - wspomina. W Kopenhadze skończył Królewskie Konserwatorium Muzyczne w klasie akordeonu i założył swoją kapelę Tesco Value, z którą nagrał płytę. - Nie zrobiliśmy wielkiej kariery w Danii, ale przez ostatnie siedem lat koncertowaliśmy w Polsce, grając piosenki z tego krążka. Teraz robię chwyt marketingowy i wydaję go w Polsce - informuje Czesław. Płyta zatytułowana "Tesco Value" właśnie trafia do sklepów.

- Nie wiem, czy sieć Tesco się przyczepi. Mam nadzieję, że nie, bo piosenki są całkiem wysokiej jakości - zapewnia Czesław. Umówić się z nim to nie lada wyzwanie. Rano jest na Śląsku, a wieczorem w Gdańsku. Ustalenie dogodnego terminu wymaga ofiary z setek SMS-ów, ale w końcu spotykamy się na warszawskim Dworcu Centralnym. Czesław z walizą w garści i charakterystyczną szarą czapką typu garnek na głowie ("Miałem takie trzy, ale już dwie posiałem") czeka w hali głównej.
1 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się