Menu Region

Polacy nie zdemolowali Wiednia

Polacy nie zdemolowali Wiednia

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Romaniuk, Piotr Wierzbicki, Wiedeń

Prześlij Drukuj
Czy możecie dać mi w twarz? - zapytał nas po meczu Austria - Polska w okolicach stadionu Ernsta Happela w Wiedniu kibic w biało-czerwonych barwach.
Czy możecie dać mi w twarz? - zapytał nas po meczu Austria - Polska w okolicach stadionu Ernsta Happela w Wiedniu kibic w biało-czerwonych barwach. A że był wysoki i masywnie zbudowany, upewniliśmy się, o co mu chodzi. - Szukam kogoś, kto przyłożyłby mi w twarz. Najnormalniej w świecie. Nie rozumiecie? Już jeden cios dzisiaj dostałem - od sędziego Webba. Chcę dostać jeszcze raz. Może wtedy się obudzę, bo wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało - wytłumaczył.


W podobnych wisielczych nastrojach byli inni polscy kibice, których spotkaliśmy w Wiedniu zarówno w pobliżu stadionu, jak i w centrum miasta, wokół wielkiej fan zone. Większość ze swoim smutkiem postanowiła radzić sobie w mieszkaniach i hotelach. Dwie godziny po zakończeniu meczu na ulicach stolicy Austrii można było spotkać już tylko pojedyncze grupki fanów.

Pojedyncze, ale za to głośne. Dla niektórych mieszkańców Wiednia - zbyt głośne. Policjanci odnotowali kilkadziesiąt zgłoszeń zakłócania ciszy nocnej. Widać więc wyraźnie, że wielu wiedeńczyków atmosferę mistrzostw ma w głębokim poważaniu.

Wygląda też na to, że Austriacy nie mają głowy do interesów. Większość kawiarenek i knajpek była po meczu zamknięta. A te, które akurat otwarto, przeżywały istne oblężenie. By kupić hamburgera czy piwo, trzeba było stać w kilkunastometrowej kolejce. Właściciele tłumaczyli jednak, że nie zamierzają pracować, bo obawiają się zdruzgotanych i wściekłych zarazem polskich fanów.

Zresztą jeszcze przed meczem niektórzy postanowili zrezygnować z dochodowego interesu. Choćby centrum handlowe przylegające do stadionu, zamknięto je już pięć godzin przed rozpoczęciem spotkania.

O ile kibice znad Wisły byli w nastrojach, delikatnie mówiąc, minorowych, o tyle austriaccy szaleli z radości. Cieszyli się tak, jakby właśnie awansowali do ćwierćfinału Euro 2008. A przecież tylko zremisowali, i to szczęśliwie, z reprezentacją Polski.

- Ale w najgorszym wypadku nie zakończymy mistrzostw z zerowym dorobkiem punktowym - tłumaczyli nam Austriacy śpiewający w kółko "Osterreich, Osterreich". - A może nawet wygramy z Niemcami? Bo niby czemu nie - rozmarzyli się. Gdy jednak spostrzegli, że rozmawiają z Polakami, nie omieszkali przypomnieć: - Chyba za wcześnie zaczęliście nam śpiewać "auf Wiedersehen".

Około godziny trzeciej ulice opustoszały niemal zupełnie. No, prawie, bo na niektórych ławkach i skwerkach ujrzeliśmy śpiące osoby w biało-czerwonych barwach. Nie trzeba było nawet podchodzić, by poczuć woń alkoholu.

Rano śladów obecności kibiców nie było. Przez całą noc panowie w zielonych uniformach ciężko pracowali zmiotkami, by na ulicach Wiednia przywrócić normalność.

Po zakończeniu czwartkowego spotkania kapitan naszej reprezentacji Jacek Bąk stwierdził, że nie powinniśmy się dziwić, jeśli po fatalnych decyzjach angielskiego sędziego polscy kibice zdemolują Wiedeń. I mimo że powiedział to rozemocjonowany, miejscowa policja poważnie brała taką ewentualność pod uwagę. W centrum na każdym rogu stało kilka radiowozów, a w każdym z nich siedziało kilkunastu funkcjonariuszy gotowych w razie potrzeby natychmiast wkroczyć do akcji.

Łącznie było ich 1200 w całym mieście. Pracy nie mieli jednak dużo. Poza drobnymi incydentami ich rola ograniczała się do tłumaczenia, jak dotrzeć do poszukiwanego przez fanów hotelu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się