Menu Region

Rzut karny z nieba

Rzut karny z nieba

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Musioł Bad Waltersdorf

1Komentarz Prześlij Drukuj
Nawet Austriacy przyznają, że jedenastki nie było. Gospodarze grę Polaków oceniają jako denną.
Sprawiedliwości stało się zadość. Straciliśmy bramkę ze spalonego, ale sędzia w ostatnich sekundach podjął decyzję zesłaną z nieba - tylko w taki sposób trener Austriaków Josef Hickersberger skomentował wczoraj podczas swej konferencji prasowej sytuację, która wzbudziła największe emocje po meczu w Klagenfurcie. Tę opinię poprzedziła zaproponowana przez Austriaka minuta ciszy dedykowana Adamowi Ledwoniowi, który w minioną środę popełnił samobójstwo.

Podopieczni Hickersbergera też nie rozwijali tematu rzutu karnego - za wyjątkiem Sebastiana Proedla, który wszystkim chętnym opowiadał, że faul na pewno był - przypominali natomiast jedenastkę podyktowaną przeciwko nim w inauguracyjnym starciu z Chorwacją.

Tymczasem można odnieść wrażenie, że to właśnie ten gol zdobyty z rzutu karnego przez Ivicę Vasticia odmienił atmosferę mistrzostw. Urzędowy optymizm gospodarzy, wyraźnie odczuwalny nawet bez czytania pomiędzy wierszami, zamienił się w euforię.

- Dziękujemy ci, Chorwacjo! Dzięki tobie mamy jeszcze szansę - to najczęściej powtarzający się tytuł w gazetach.

Dla Polaków lektura tutejszej prasy była przygnębiająca. Niektóre tytuły bawią się w jedenastki i antyjedenastki mistrzostw i w tej drugiej kategorii mamy już swoich etatowych przedstawicieli w postaci Mariusza Jopa, Jacka Bąka i Wojciecha Łobodzińskiego. Także atrakcyjność gry biało-czerwonych oceniana jest na poziomie dna, tuż w okolicach Austriaków i Szwajcarów, niewiele powyżej Greków, których taktykę ochrzczono "przeciwatomowym bunkrem". Jedynym Polakiem wymienianym w kontekście "jaśniejszej strony księżyca" jest Boruc.

Wielkim zainteresowaniem redaktorów gazeta cieszyły się też zdjęcia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który na stadionie w Wiedniu trzymał polski szalik odwrotnie, niż powinien.
Na kolejnych stronach pojawiają się już poważniejsze dywagacje dotyczące przyszłości. W prasie, radiu i telewizji stałym refrenem jest hasło "Cordoba ?78". To jedna z najważniejszych dat w historii austriackiej piłki. W drugiej rundzie mistrzostw świata Austriacy pokonali 3:2 broniących tytułu piłkarzy RFN i choć oba zespoły nie wyszły z grupy, to euforia nad Dunajem była olbrzymia.

Wczoraj w biurze prasowym przy ośrodku treningowym Polaków w Bad Waltersdorf dziennikarzy zagranicznych właściwie już nie było. Kilku gości przyciągnęła jedynie konferencja prasowa naszego selekcjonera.

- To chory kraj. Po dwóch meczach pytać co dalej z trenerem?! - mówił później zbulwersowany jeden z korespondentów anglojęzycznych mediów. Nie był to jednak Anglik, bo przedstawiciele z Wysp delikatnością wobec swoich selekcjonerów nigdy się przecież nie wykazywali.

Zupełnie inna atmosfera panowała wśród Chorwatów. Konferencję Slavena Bilicia poprzedziły gromkie oklaski, a sam selekcjoner mówił, że to dopiero początek przygody z Euro.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Odezwali się...

+1 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

..Wiejski głupek (gość)  •

...austriacy-wirtuozi futbolu.

odpowiedzi (0)

skomentuj