Menu Region

W Londynie chce biegać 120 tysięcy maratończyków

W Londynie chce biegać 120 tysięcy maratończyków

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Piotr Wierzbicki

Prześlij Drukuj
Z Davidem Bedfordem, dyrektorem Maratonu Londyńskiego, rozmawia Piotr Wierzbicki
Maraton Londyński to jedna z największych tego typu imprez na świecie. Co trzeba zrobić, żeby przyciągnąć do Polski największe gwiazdy tej dyscypliny sportu?
Warunków jest kilka. Po pierwsze spełnienie ich oczekiwań finansowych. Ale nie jest to najważniejsze. Również istotne jest zagwarantowanie, że będą mieli z kim się ścigać, a poziom zawodów będzie na miarę olimpiady. Po trzecie wreszcie trzeba zadbać o najlepszych zawodników, i to od chwili, kiedy postawią nogę w danym mieście.

Jak wiele pracy kosztuje zorganizowanie wielkiej imprezy w centrum takiej metropolii jak Londyn?
Przy Maratonie Londyńskim okrągły rok pracuje 25 osób. To zwykła kadra biurowa. Im bliżej terminu, dochodzą kolejni. Gdy impreza się rozpoczyna, obsługuje ją ok. 6,5 tys. wolontariuszy. To więcej, niż ma uczestników maraton w Warszawie, z całym respektem dla imprezy w stolicy Polski.

Różnice między naszym i Waszym maratonem są porażające. Dzielą nas wręcz lata świetlne, mimo iż impreza w Warszawie jest o dwa lata starsza od londyńskiej. Dlaczego?
Wcale nie tak dawno temu Warszawa była tylko trochę z tyłu, za tą w Londynie. Teraz ta różnica znacznie się powiększyła i raczej nie ma szans, żebyście nadrobili tę stratę. Nie znaczy to, że Maraton Warszawski się nie rozwija. Rozwija się i będzie się rozwijał, ale ogromny postęp poczynił Londyn. Trudno mi powiedzieć, dlaczego tak się stało, bo nie znam dobrze uwarunkowań imprezy tutaj. W Londynie jest ona bardzo dobrze nagłośniona, gazety poświęcają jej wiele stron, a my wkładamy w nią mnóstwo pracy.

Pan przyjechał do Warszawy na zaproszenie Timex Group Polska i Fundacji "Maraton Warszawski". Wręczy Pan nagrodę dla zwycięzcy konkursu na wspomnienia z Maratonu Warszawskiego. Jest nią start w londyńskim maratonie. Czy oznacza to, że aż tak trudno wziąć udział w tej imprezie?

Bardzo trudno. Już dwa tygodnie po maratonie w danym roku zgłasza się 120 tysięcy chętnych, by pobiec w roku następnym. A miejsc jest tylko 20 tys. Trzeba więc mieć ogromne szczęście, by zostać uczestnikiem, zgłaszając się po raz pierwszy. Szanse wzrastają z kolejnymi aplikacjami w następnych latach. Tak bowiem ułożone jest losowanie.

Jakie ma Pan najdramatyczniejsze wspomnienia związane z Maratonem Londyńskim.

Podczas naszych biegów zmarło w sumie osiem osób. To zawsze są bardzo trudne chwile. W ostatnich latach wzrosło ryzyko ataku terrorystycznego. Wielkie emocje przeżyliśmy rok temu, gdy w jednym z domów na trasie ulatniał się gaz. W ostatniej chwili udało nam się zmienić trasę i do zagrożonego miejsca przyjechała straż pożarna. A moje najgorsze koszmary związane z maratonem mam wtedy, gdy wieczorem zaczynam sobie wyobrażać, że ktoś zapomni powiedzieć o naszej imprezie osobom odpowiedzialnym za most Tower Bridge, a ten zacznie się podnosić, gdy będzie biegł po nim tłum.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się