Menu Region

Hajto: Nawet magik by tego nie wymyślił

Hajto: Nawet magik by tego nie wymyślił

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Musioł

Prześlij Drukuj
Z Tomaszem Hajto, piłkarzem Górnika Zabrze, o słabej grze jego drużyny i o tym, że Henrykowi Kasperczakowi trzeba dać czas, rozmawia Rafał Musioł
Co się dzieje z zespołem Górnik Zabrze?
Znowu przegraliśmy, tym razem z Polonią w Bytomiu. Jesteśmy na ostatnim miejscu w lidze, zaczyna się obrona przed spadkiem, a miała być czołowa piątka. Przyczyn można szukać, lecz teraz nie na to czas. Trzeba ratować sytuację, a to wymaga powrotu do tego, co było jeszcze niedawno.

Co Pan ma na myśli?
Musimy zejść na ziemię. Opowiadanie o wielkich celach, tytule mistrzowskim, reprezentacji, pucharach i ta cała reszta były na wyrost. Młodzi znowu muszą w szatni zacząć słuchać starszych i uświadomić sobie, że ja i Jurek Brzęczek chcemy dla tej drużyny jak najlepiej, a nasze doświadczenie może im się przydać.
Ostatni sezon jechaliśmy trochę na fantazji, z rozpędu. Teraz nawet ci, którzy wtedy grali nieźle, w tym nowi zawodnicy, prezentują się dużo słabiej, a rywale dobrze przepracowali okres przygotowawczy. No i mamy w efekcie ostatnie miejsce w tabeli. Przyszedł trener Henryk Kasperczak, ale na efekty jego pracy trzeba poczekać, bo nikt nie jest cudotwórcą. Tymczasem mamy tylko cztery punkty, a przed sobą mecz z Wisłą Kraków. Nasza sytuacja jest naprawdę bardzo ciężka.

Tylko Polonia Bytom straciła więcej goli niż Wy...
To też osobny temat. Fatalnie się ustawiamy, popełniamy błędy, które na poziomie ekstraklasy nie mają prawa się zdarzać. Zawsze ktoś zaśpi, nie zdąży wyjść do przodu albo nie trafi w piłkę. Ja naprawdę gram już bardzo długo i przez całą karierę w Bundeslidze tyle w obronie nie biegałem! Ciężko pracuję na każdy kawałek chleba, właściwie nie ma meczu, by cztery czy pięć razy nie biegli na mnie rywale jeden na jeden lub dwóch na jednego, a ja wokół siebie nie mam żadnej asekuracji. W Bytomiu było tak samo: raz ja zatrzymałem napastnika, a raz Michał Pazdan dwóch. To o czymś świadczy.

Z przodu i w środku też jest kiepsko...
Bo problem dotyczy nas wszystkich. W piątkowym meczu w drugiej połowie byliśmy przy piłce pewnie z 80 procent czasu gry. Po osiem razy objeżdżamy ich z prawej i lewej strony, ale nie jesteśmy w stanie tak dośrodkować, by trafić w swojego zawodnika stojącego przed bramką. Ani razu na szesnaście prób! To nie jest przypadek, to brak umiejętności. Trzeba ćwiczyć od podstaw.

Może nastąpić w postawie Górnika jakaś cudowna przemiana?
Jak idzie dobrze, to nawet mój tata mógłby grać i byłoby 5:0, lecz w takiej sytuacji jak obecnie, to każdy z nas musi stanąć przed lustrem i wziąć się w garść. Nie ma miejsca na ryzyko, musimy poustawiać wszystko od nowa, trzymać się taktyki i rozsądku. Chciałbym też, by wreszcie zaczęło też nam sprzyjać szczęście. To nie slogan, bo wystarczyło uważnie patrzeć na boisko w Bytomiu. Marko Bajić strzela pod polem karnym Polonii, trafia w piętę obrońcy, a piłka odbija się w taki sposób, że po raz pierwszy kozłuje dopiero na naszej połowie i wychodzi im z tego kontra. Nawet ten magik David Copperfield by tego nie wymyślił...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się