Amelia Panuszko, Alicja Bobrowicz
2008-09-28 22:33:15, aktualizacja: 2008-09-29 02:21:03
"Nie dla eksperymentów na dzieciach", "Nasze dzieci to nie kury w fermach, dajcie im czas na wzrost" - takie transparenty nieśli protestujący.
Pod protestem rodziców podpisało się już 19 tys. osób
Zgodnie z reformą już w przyszłym roku razem z 7-latkami do pierwszej klasy pójdą 6-latki urodzone między styczniem a kwietniem. Szkoła dla 6-latków nie będzie jednak obowiązkowa aż do 2011 r.
O wcześniejszej edukacji zadecydują rodzice.
Plany ministerstwa spotkały się ze zdecydowanym oporem. Rodzice skupieni wokół inicjatywy "Ratujmy maluchy" uważają, że szkoły nie są przygotowane do nauki tak małych dzieci. Pod protestem podpisało się już 19 tys. osób.
- Plany MEN przerażają mnie - mówi Beata Kotowska, mama 2- i 4-latka. - Moi synowie mają cierpieć dlatego, że jest wyż demograficzny i nie ma miejsc w przedszkolach? - pyta zdenerwowana.
- Szkoły są tak przepełnione, że pracują na trzy zmiany. Jak mamy się nie obawiać takiej reformy? - wtóruje jej Monika Łukowska.
Ligia Krajewska, szefowa gabinetu minister edukacji, próbowała tłumaczyć rodzicom, że nie mają się czego obawiać. - Jeszcze przez cztery lata będziecie mieli wybór, czy posyłać dziecko do szkoły, czy zostawić w przedszkolu - zapewniała.
Rodziców nie przekonała. Protestujący podkreślali, że najpierw chcą zobaczyć przygotowane na przyjęcie dzieci szkoły i kadrę, a potem rozmawiać o zmianach. - No i dokładnie tak będzie. Za rok zobaczą szkoły - zapewniał Zbigniew Marciniak, wiceminister edukacji.
- Nie ma tu mowy o żadnym eksperymencie na dzieciach - podkreślał. Zapowiedział, że od jesieni zaczyna się cykl szkoleń dla dyrektorów i nauczycieli placówek.
Wczoraj rodzice swoje postulaty zanieśli też do kancelarii premiera. - Będziemy walczyć do skutku - zapowiadał Tomasz Elbanowski, założyciel komitetu "Ratujmy maluchy". - Teraz piszemy listy do posłów i ministrów - dodał. Dziś rodzice będą uczestniczyć w obradach komisji edukacji w Sejmie.