Martin Schulz, nowy przewodniczący Parlamentu Europejskiego - mistrz ciętego języka
Data dodania: Ostatnia aktualizacja:
Czytaj też: Olbrycht wiceszefem EPL, Protasiewicz kandydatem na wiceprzewodniczącego PE
Ta powszechnie krytykowana wypowiedź włoskiego szefa rządu spowodowała kryzys w stosunkach włosko-niemieckich, ale paradoksalnie przyczyniła się do wzrostu popularności Schulza we frakcji socjaldemokratów.
Pomocna mu była biegła znajomość francuskiego i angielskiego oraz doświadczenie w pracy partyjnej: do młodzieżówki SPD wstąpił w wieku 18 lat, w wieku 29 lat został radnym z ramienia partii, a trzy lata później najmłodszym burmistrzem 40-tysięcznego miasteczka Wuerselen w Nadrenii-Północnej Westfalii. Utrudnienie stanowił czasem niewyparzony język i wybuchowy charakter. "Nie jest łatwo z nim pracować" - powiedział AFP jeden z europejskich urzędników.
Czytaj też: Martin Schulz nowym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Zastąpił Jerzego Buzka
W Polsce Schulz jest pamiętany z ostrej, konsekwentnej krytyki rządu PiS. Wzywał do jego izolacji w UE po sprzeciwie wobec ustanowienia Europejskiego Dnia przeciwko Karze Śmierci, a także wypowiedzi ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego deklarującego się jako zwolennik tej kary. "Mam nadzieję, że polski naród jest na tyle mądry, że szybko odeśle ten rząd do domu" - oświadczył niemiecki polityk podczas debaty w PE.
Prawica ma mu za złe ten język i nieprzejednaną krytykę nacjonalizmu, prawicowego ekstremizmu w różnych krajach oraz zdecydowaną obronę lewicowych ideałów. Lider francuskiego Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pen powiedział o nim kiedyś, że "ma głowę Lenina, zaś mówi jak Hitler" - bowiem to m.in. zabiegi Schulza sprawiły, że ten francuski nacjonalista nie zainaugurował jako dziekan pierwszej po wyborach sesji PE w lipcu 2009 r. W Polsce część polityków prawicy ma za złe Schulzowi zażyłe stosunki z dawnym partyjnym liderem i byłym kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem, m.in. za jego udział w realizacji Gazociągu Północnego.
Czytaj też: Wybory nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego: Jerzego Buzka zastąpił Martin Schulz
Inny - po scysji z Berlusconim - głośny atak słowny na Schulza miał miejsce w PE w listopadzie 2010 r., kiedy to brytyjski eurosceptyczny poseł został wyrzucony z sali plenarnej za nazwanie niemieckiego lidera frakcji "faszystą" i rzucenie pod jego adresem hitlerowskiego hasła "jeden naród, jedna Rzesza, jeden wódz". Szefowie głównych frakcji PE we wspólnym oświadczeniu stanęli wówczas solidarnie w obronie Schulza.
Obserwatorzy spodziewają się, że jako przewodniczący PE Schulz utemperuje nieco język. Już wcześniej - w perspektywie objęcia nowego stanowiska - złagodził swe pełne emocji wystąpienia, a także szedł na kompromisy, np. popierając w 2009 r. reelekcję przewodniczącego KE Jose Barroso z chadecji. Schulz zapewnia, że jako przewodniczący będzie reprezentował cały Parlament Europejski, a jego ambicją jest wzmocnić go wobec innych unijnych instytucji, a zwłaszcza reprezentującej rządy Rady UE, w chwili, kiedy we wspólnocie nasila się skłonność do prowadzenia polityki metodą międzyrządową.
Czytaj też: Wszystko o Martinie Schulzu
Ale krytycznie nastawieni komentatorzy nie wierzą w te zapewnienia, przypisując Schulzowi ambicje pokierowania Komisją Europejską w którejś z kolejnych kadencji. Aby to osiągnąć, lepiej żyć w zgodzie z przywódcami państw UE, nawet jeśli większość z nich pochodzi obecnie z konkurencyjnych partii chadeckich.
