Menu Region

Przez złe prawo domy dziecka są przepełnione

Przez złe prawo domy dziecka są przepełnione

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Hodak

Prześlij Drukuj
Wyniki kontroli NIK są alarmujące: W 39 przypadkach pod opieką jednego wychowawcy przebywało nawet 21 dzieci, a może tylko 10.
Domy dziecka w Łodzi przestały przyjmować podopiecznych bo są przepełnione. Tymczasem procedura związana z adopcją trwa od dwóch do trzech lat.

Posłanka Joanna Skrzydlewska z PO zabiega o zmianę kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, która pozwoliłaby skrócić ten proces przynajmniej o połowę. Ministerstwo Sprawiedliwości jest przeciwne.

Pod opieką pogotowia opiekuńczego przy ul. Krokusowej w Łodzi przebywa obecnie 112 dzieci, choć miejsc jest zaledwie 45.
Anna Wysocka-Stasiak, dyrektorka Domu Małego Dziecka w Łodzi, zakazała nawet policji i szpitalom dostarczania dzieci do zarządzanych przez nią placówek. W trzech filiach miała 155 podopiecznych na 97 miejsc.

Najnowsze wyniki kontroli NIK są alarmujące: w sypialniach łódzkiego domu małego dziecka przebywało od 5 do 18 dzieci, a z pomieszczenia do wypoczynku korzystało 18 dzieci. W 39 przypadkach w czasie zajęć pod opieką jednego wychowawcy przebywało nawet 21 dzieci, a powinno maksymalnie 10.

Arkadiusz Janicz, dyrektor Domu Dziecka w Porszewicach, który powinien przyjmować dzieci tylko z powiatu pabianickiego, ma obecnie pod opieką aż 20 dzieci z innych powiatów. - Tam nie było dla nich miejsca, a u mnie trochę mniejszy ścisk, po 8 podopiecznych ponad normę - mówi Janicz.

A sytuacja będzie jeszcze gorsza, bo na umieszczenie w łódzkich domach dziecka czeka 250 dzieci.
Zdaniem dyrektorów placówek opiekuńczych problem polega m.in. na tym, że sądy zbyt szybko wydają decyzje o umieszczeniu w domu dziecka, a jednocześnie zbyt długo trwa pozbawianie praw rodzicielskich. - Wobec tak dramatycznej sytuacji sądy powinny szybciej pozbawiać rodziców władzy rodzicielskiej. Aby tak było, trzeba zmienić prawo.

Chodzi o to, aby sądy rodzicom biologicznym dawały czas na poprawę najwyżej do 15 miesięcy, wyjąwszy przypadki szczególne, np. chorobę matki. Jeżeli w ciągu tego czasu pod okiem pracowników socjalnych nie zrobią postępów, dziecko będzie mogło zostać adoptowane. Taka propozycję przesłała do resortu sprawiedliwości posłanka PO Joanna Skrzydlewska.

- Trzeba zrobić wszystko, aby dzieci miały jak najszybciej jasną sytuację prawną i trafiały do adopcji, zamiast pokutować w domach dziecka do pełnoletności - podkreśla Skrzydlewska. Rodzice biologiczni, często w bezczelny sposób, wmawiają przed sądem, że czują więź emocjonalną z dzieckiem, w rzeczywistości nie robiąc nic, aby się zmienić: porzucić nałóg czy znaleźć pracę - argumentuje posłanka.

Nie przekonuje to jednak wiceministra sprawiedliwości Mariana Cichosza. "Tylko w przypadkach, gdy więź emocjonalna z dzieckiem jest bardzo słaba, rozstrzygnięcie o pozbawieniu władzy rodzicielskiej jest rozstrzygnięciem oczywistym" - odpowiada minister.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się