- Jak ktoś ma sukcesy, to wszyscy się z nim utożsamiają. Po porażce stawia się krzyżyk, nie pamiętając o wcześniejszych sukcesach. Nie przejmujemy się tym. Znamy swoją wartość i wiemy, że możemy namieszać w tych mistrzostwach - mówi Bartosz Jurecki, obrotowy reprezentacji Polski, w rozmowie z Maciejem Stolarczykiem.
Kto jest faworytem mistrzostw Europy, które w niedzielę rozpoczną się w Serbii, i dlaczego nie Polska? Widzę, że chce mnie pan sprowokować na początek rozmowy. Zgoda, nie wymienia się nas w gronie faworytów, ale my w ogóle na to nie zwracamy uwagi. Nie patrzymy w rankingi i na to, co robią inne drużyny. Gramy ze sobą wiele lat, osiągaliśmy razem sukcesy i koncentrujemy się na tym, żeby to powtórzyć. A faworytem jak zwykle są Francuzi, którzy zdominowali mistrzowskie imprezy w ostatnim czasie.
Sam Pan wywołał temat upływających lat. Wiele osób uważa, że wasza drużyna już się wypaliła, a najlepszym dowodem miał być nieudany mundial w Szwecji w zeszłym roku. To nie pierwszy raz, kiedy dziennikarze i część kibiców nas skreśla.
Zresztą nie tylko nas, bo to często spotykane w Polsce zjawisko. Jak ktoś ma sukcesy, to wszyscy się z nim utożsamiają. Po porażce stawia się krzyżyk, nie pamiętając o wcześniejszych sukcesach. Nie przejmujemy się tym. Znamy swoją wartość i wiemy, że możemy namieszać w tych mistrzostwach. Mamy doświadczony zespół, ale coraz ważniejsze role odgrywają młodzi zawodnicy. Wszystko poszło w dobrym kierunku.
Czujecie dodatkową presję, że jak i tym razem się nie powiedzie, to kibice całkiem się od was odwrócą? Presji lepiej do siebie nie dopuszczać. Trzeba zacisnąć zęby i walczyć do końca. Jeżeli każdy da z siebie wszystko, to nie będziemy się musieli obawiać krytyki.
Z Pana palcem wszystko już w porządku? Goi się ładnie, to nie było poważne rozcięcie. Tak naprawdę mogłem już zagrać w ostatnim meczu na turnieju w Danii, ale trenerzy uznali, że nie ma sensu ryzykować. Dzięki mojej kontuzji drogę na mistrzostwa otworzył sobie młody obrotowy Kamil Syprzak, który pokazał się w Danii z bardzo dobrej strony. To daje nam nowe możliwości na kole, bo on jest bardzo wysoki [208 cm - red.] i świetnie walczy o górne piłki. A ja lubię przechwytywać te dolne.
Z młodych zawodników duża odpowiedzialność spocznie na Piotrze Wyszomirskim, który ma zastąpić w bramce Szmala. Nie pęknie? Tak naprawdę obsada bramki jest cały czas otwarta i nie wiadomo, czy bronić będzie Piotrek, czy Marcin Wichary. To doświadczony golkiper, jego klub gra w Lidze Mistrzów, więc Marcin powinien poradzić sobie też w mistrzostwach. W razie problemów mogą się zmieniać z Piotrkiem, więc brak Sławka Szmala jakoś uda się zniwelować.
Na mundialu w Szwecji brakowało nam wiodącego strzelca, który mógł poderwać drużynę w trudnych momentach. Czy teraz któryś z was jest w tak zwanym gazie i weźmie na siebie rolę lidera? Wszyscy jesteśmy w dobrej formie. Moim zdaniem to jest lepsza sytuacja, gdy gole rozkładają się na wielu zawodników. Bo jak jeden rzuca, to rywalowi łatwiej go wyeliminować. Turniej w Danii pokazał, że obecnie wielu z nas potrafi wziąć ciężar gry na siebie i to jest dobry znak.
W Danii sporo goli rzucił wracający po wielu latach do kadry Adam Wiśniewski. To może być nasz dżoker? To wartościowy zawodnik, ale czy dżoker? Raczej za takiego uważam Tomka Tłuczyńskiego, który w Szwecji był naszym najlepszym strzelcem.
Przed wami mistrzostwa Europy, ale gdzieś z tyłu głowy są już igrzyska olimpijskie? Teraz myślimy tylko o mistrzostwach, ale jedno z drugim się wiąże. Bo jak tu nie wywalczymy awansu, droga na igrzyska będzie praktycznie zamknięta [w ME dwie drużyny zapewnią sobie udział w turnieju eliminacyjnym do Londynu, a mistrz Europy awansuje bezpośrednio - red.]. Ale oczywiście igrzyska są nadrzędnym celem.
Na początek ME zagracie z gospodarzem. Mecz z Serbią da odpowiedź, na co w tych mistrzostwach stać Polaków? Ja bym tego nie przeceniał. Pierwszy mecz o niczym nie świadczy. Tym bardziej z gospodarzem, gdy wiadomo, że im ściany pomagają. Ostatnio pokonaliśmy Serbów na mundialu w Szwecji. Jedną bramką, po rzucie w końcówce Karola Bieleckiego. Wiemy, jak z nimi grać, a i gospodarzom wielkich imprez już nieraz napsuliśmy krwi. Wkrótce trener Bogdan Wenta zacznie już analizować dla nas przeciwnika. Na niedzielę będziemy gotowi.
Ostatnio poszła w świat informacja, że chciałby Pan dołączyć do Adama Małysza i po zakończeniu kariery pojechać w Rajdzie Dakar. Rajdowa licencja już jest? Widzę, że wieści się rozchodzą. Na razie to tylko takie marzenia. Lubię sporty motorowe, często oglądam wyścigi w telewizji. Licencji na razie nie mam, ale zrobiłem jeden kurs. Jeździłem po torze sportowymi samochodami. To supersprawa, jak będę miał więcej czasu, to na pewno wrócę do tego tematu.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.