Menu Region

Michał Janota, czyli polski Messi

Michał Janota, czyli polski Messi

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Hubert Zdankiewicz

Prześlij Drukuj
Z Michałem Janotą, piłkarzem Feyenoordu Rotterdam, rozmawia Hubert Zdankiewicz
W meczu z TOP Oss [Puchar Holandii - red.] strzeliłeś dwie bramki. W dodatku w ciągu niespełna pół godziny, gdyż pojawiłeś się na boisku dopiero w dogrywce. Całkiem niezły wyczyn jak na 18-latka wchodzącego dopiero do pierwszej drużyny.
Udało się również zarobić żółtą kartkę, bo po strzeleniu pierwszego gola zdjąłem z radości koszulkę. Po meczu trener Gertjan Verbeek najpierw mnie ochrzanił i powiedział, bym nigdy więcej nie próbował tego robić (śmiech). Potem jednak było bardzo miło. Wszyscy gratulowali, nawet Roy Makaay. Michał Janota latem zadebiutował w zespole Feyenoord Rotterdam

Dlaczego "nawet Makaay"?
Długo nie miałem z nim najlepszych relacji. Początkowo był dla mnie bardzo niemiły, podobnie jak dla innych młodych piłkarzy Feyenoordu. Musiało trochę potrwać, by zaczął mnie traktować normalnie.

Może po prostu przekonałeś go do siebie dobrą grą?
Nie wiem, być może. Najważniejsze, że teraz wszystko jest OK.

Masz za to chyba jakieś nieporozumienia z Włodzimierzem Smolarkiem, który trenuje w Feyenoordzie młodzież. Pytaliśmy go o Ciebie i... odmówił komentarza.
Przyznam, że pierwsze słyszę. Pan Włodzimierz nigdy nie był moim trenerem, ale widuję go dość często i nigdy nie było między nami jakichkolwiek spięć czy nieporozumień. Przeciwnie, to przecież dzięki niemu gram w Feyenoordzie.

No właśnie, jak tu trafiłeś?
Miałem 15 lat i zagrałem w meczu młodzieżowej reprezentacji Polski. Rywalem była Norwegia, a Smolarek siedział na trybunach. Trzy dni później dostałem zaproszenie z Rotterdamu na testy.

Wielu młodych polskich piłkarzy nie radzi sobie za granicą. Jak było z Tobą?

Początki były trudne. Nie znałem języka i bardzo tęskniłem za domem. Powiedziałem sobie jednak, że skoro chcę zostać zawodowym piłkarzem, to nie mogę się za bardzo użalać. Zostałem i nie żałuję, bo w Polsce nie rozwinąłbym się piłkarsko tak jak w Holandii.

Aż tak wielka jest różnica poziomów?
Myślę, że dwa lata tutaj dały mi więcej niż pięć w Polsce. Wcale nie chodzi o równiejsze boiska. Zostając w kraju, nie byłbym zapewne gorszy technicznie niż teraz. Największa różnica jest w podejściu do treningów. Dopiero w Holandii naprawdę nauczyłem się, na czym polega gra zespołowa.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się