Menu Region

Kto wygra dogrywkę, PiS czy PO?

Kto wygra dogrywkę, PiS czy PO?

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Norbert Maliszewski

1Komentarz Prześlij Drukuj
Nasi politycy są dziś jak piłkarze. I choć publiczność zachwycona jest efektowną serią dryblingów w ich wykonaniu, to - by wygrać - należy strzelić bramki. Prawdę tę znają nawet futbolowi amatorzy.
Dla polityków nadszedł czas bardzo ważnej rozgrywki. Mogą już wkrótce, podobnie jak polscy piłkarze za złą grę na Euro, zostać rozliczeni ze swych dotychczasowych działań. Mogą dostać czerwoną kartkę.

Liczne drgnięcia w ostatnich sondażach poparcia dla Platformy (wzrosty i spadki nawet o 8 proc.) ostrzegają przed małym trzęsieniem ziemi w polityce. Od tego, jak teraz zagra Tusk, zależy to, czy PO utrzyma swój prymat lub też poparcie dla tej partii zacznie spadać niczym meksykańska fala. Warto więc się zastanowić, jaką politykę rozgrywają PO, PiS i SLD tuż przed ostatnim, wakacyjnym dzwonkiem? Jaką są drużyną i czy meksykańska fala dla nich rośnie, czy opada?

Drużynę PO można by opisać jako zespół, którego najjaśniejszą gwiazdą jest Tusk. Narzuca on Platformie bardzo pogodny styl, południowy futbol z Półwyspu Iberyjskiego, który podoba się kibicom. Premier finezyjnie drybluje i za pomocą technicznych sztuczek stara się przekonać publikę, iż jego zespół jest najlepszy, m.in. buduje boiska i pokazuje, że Polak powinien spędzać czas ze swoimi dziećmi, uczyć ich gry w piłkę, zamiast wychowywać poprzez klapsy. Jego ministrowie zaś "grają na niego", starając się wykonać brudną robotę, np. wprowadzają ustawę medialną, która zagraża bytowi mediów publicznych.

Wadą tej gry jest brak wymiernych rezultatów, bramek. Za rządów PO-PSL oddaje się jeszcze mniej kilometrów autostrad, fiskus gnębi przedsiębiorców. Co więcej, zagrania ministrów na ogół kończą się spalonym. Nie wiadomo, co pozostało z zapowiedzi reformy edukacji, zdrowia, nauki, a także pomysłów na prywatyzację, reprywatyzację, a nawet refundowanie zabiegów in vitro. Problemem drużyny jest brak pomocników, osób, które grają w centrum, ekspertów przygotowujących ofensywę. Praktycznie wyróżnia się tylko Michał Boni.

Te wady nie będą znaczyć wiele dla Polaków, dopóki będzie utrzymywać się wzrost gospodarczy, będzie chleb i będą igrzyska. Strategią PO na zachowanie dobrych wskaźników ekonomicznych jest polityka drobnych kroczków, dużej liczby zagrań, zmian głównie na poziomie administracyjnym, np. upraszczanie przepisów. Tusk więc drobi, wymyśla sztuczki, nie szarżuje, licząc na to, że dzięki sukcesowi w gospodarce utrzyma tę dwubramkową przewagę, którą uzyskał w październiku nad PiS.

Problem w tym, że wzrostowi gospodarczemu zagraża widmo inflacji i wysokich stóp procentowych. Na to zagrożenie Tusk tak bardzo nie reaguje jak na syndrom Machu Picchu, czyli spadku poparcia na skutek nierozsądnej akcji PR-owej, jaką była podróż do Peru. Wobec krytyki rządów PO-PSL za lenistwo Tusk i jego ministrowie zarzucili wyborców gradem inicjatyw, wielu dużych reform: pakietem 50+, reformą administracji, sądownictwa, kolejnymi planami zmian w służbie zdrowia. Mogą być one odebrane jako chaos, gra bez pomysłów. Niewątpliwie w PO szwankuje polityka komunikacyjna.

Platforma ma bardzo sprawną obronę składającą się ze specjalistów PR. Ci, stosując różne pułapki ofsajdowe, kopiąc po kostkach PiS i prezydenta, praktycznie nie dopuszczają przeciwników do strzelenia im bramki. Spece Tuska od wizerunku gorzej zaś budują ofensywne akcje. Ludzie nie wiedzą, jaki projekt PO ma dla Polaków, poza obietnicą drugiej Irlandii, którą trafnie uznają za bajkę. Jeśli więc nikt z nimi poważnie nie rozmawia, a tylko drybluje, to nic dziwnego, że będą strajkować, walczyć o podwyżki i przywileje branżowe. Jeśli Tusk nie potraktuje poważnie Polaków i nie wyjaśni im szans i zagrożeń, to meksykańska fala dla niego zacznie już opadać.

Należy jednak pamiętać, że poparcie dla PO spadnie jedynie wówczas, gdy Polacy będą mieli jakąś alternatywę. Największy klub opozycyjny w parlamencie - PiS - i jego lider wciąż nie otrząsnęli się po październikowej porażce. Jednym z jej powodów była gra PiS na granicy faulu. Dzisiaj ta partia musi przekonać Polaków, że jej brutalny styl, niczym gra Niemiec, jest bardziej skuteczny niż finezyjna, ale niepotrafiąca strzelać bramek Platforma. Zadanie to jest jednak trudne. Drużyna PiS ma również jednego lidera Jarosława Kaczyńskiego, który dość osamotniony gra w ataku.

Ma zbyt duży temperament, więc jego dobre pomysły często kończyły się spalonym, również te dotyczące rewolucji moralnej czy walki z sitwami, koteriami. Teraz Kaczyński nie może grać agresywnie, w swoim ulubionym stylu, gdyż przyznano mu etykietkę boiskowego rozbójnika. Musi grać bardzo trzeźwo, racjonalnie, aby poradzić sobie ze słoneczną grą zawodników PO. Sposobem, który go odróżni od PO, uwiarygodni jego styl, są proste, doskonałe zagrania na pole karne, bardzo konkretne pomysły, np. walka o zniżkę akcyzy na paliwo z groźbą weta dla ministra Jacka Rostowskiego.

Partia, która przegrała wybory, potrzebuje wyraźnych zmian. Pozwoliłyby one kibicom uwierzyć, że w przyszłości uzyska lepszy wynik. Zmiany w PiS-ie nie powinny więc dotyczyć tylko wizerunku (twardo, ale pomysłowo), ale również kadr. Powszechnie mówi się o krótkiej ławce Platformy. Natomiast PiS jeszcze bardziej potrzebuje świeżej krwi i wsparcia ekspertów. Silną linię w partii tworzą pomocnicy pracujący na lidera: Gosiewski, Suski, Kurski. Od lat grają tak samo, ostro, więc nie są ulubieńcami. PiS potrzebuje polityków, którzy potrafią strzelać bramki. Jedynym takim graczem jest Zbigniew Ziobro, ale obrońcy PO utrzymają go w pułapce ofsajdowej (np. sprawa Blidy) i pozostanie tam na długo.

SLD celuje nieco w innej strategii niż PiS, która ma zapewnić mu zwycięstwo z Platformą. Partia ta chce grać prawie tak jak Hiszpania, a jej nowy szef - Grzegorz Napieralski - chciałby być polskim Zapatero. Tak jak hiszpańscy socjaliści kapitan SLD chce głosić poglądy nowoczesnej lewicy: ekologię, feminizm, otwartość światopoglądową (w tym antyklerykalizm), wrażliwość na sprawy socjalne. Napieralski będzie więc podejmować sprawy drażliwe dla Polaków: odrzucenie konkordatu, zmianę ustawy antyaborcyjnej, kwestię praw dla homoseksualistów. PO jako partia centrum unika takich tematów, gdyż chciałaby być partią dla wszystkich. Jeśli więc Platforma stanie po którejś stronie, to Napieralski wpuści tę partię w tzw. kanał (strzeli piłką pod rozstawionymi nogami bramkarza). Będzie przyciągać wyborców odrzuconych przez PO, np. osoby o bardzo nowoczesnym światopoglądzie.

Problemem Napieralskiego jest wiarygodność. Nowoczesna lewica jest tylko wyborem politycznym lidera. Taką etykietką, za którą nie ma działań. To buty, które sobie partia pożyczyła, a wystaje z nich przeszłość postkomunistyczna. Buty te szybko Napieralski wykoślawi. Zamiast pięknych zagrań w hiszpańskim stylu można się więc spodziewać drugoligowej kopaniny.

SLD stracił szansę, jaką był wybór cheerleaderki Piekarskiej na szefa partii. Jako kobieta tworzyłaby wyraźną przeciwwagę dla Tuska i Kaczyńskiego. Dzięki niej ludzie łatwiej uwierzyliby w hasła feministyczne i antyaborcyjne. Po porażce Olejniczak chciałby zachować szefostwo w klubie parlamentarnym lewicy i może paraliżować działania Napieralskiego. Wewnętrzne napięcia będą miały negatywny wpływ na efektywność gry SLD.

Piłka jest w grze, a puchar przyznają kibice. Oni bowiem, bez względu na partyjne zagrania, mają wygrać.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Donald - jest OK!

+4 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

renata (gość)  •

Donald - trzymam za Ciebie kciuki!

odpowiedzi (0)

skomentuj