Menu Region

M.Zając: Krakus i mylące blachy

M.Zając: Krakus i mylące blachy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Publicysta "Polski"

1Komentarz Prześlij Drukuj
Drodzy warszawiacy, w przekonaniu mieszkańców podwawelskiego grodu na Waszych ulicach każdego dnia rozgrywa się bezpardonowa bitwa.
Skoro już w ogóle musisz jechać do Warszawy, nie jedź samochodem - błaga krakusa jego zatroskana rodzina. Bo, drodzy warszawiacy, w przekonaniu mieszkańców podwawelskiego grodu na Waszych ulicach każdego dnia rozgrywa się bezpardonowa bitwa.

W oczach z natury nieco powolnego, kontemplującego w codziennym życiu nawet mikroskopijne ślady transcendencji i rozsmakowanego w intelektualnym spleenie krakauera warszawski kierowca uchodzi za brutalnego chama; mistrza równie bezczelnego, co niebezpiecznego wymuszania pierwszeństwa; gnębiciela samochodów na obcych rejestracjach, który za nic ma własne, a co gorsza również twoje życie.

Automobilistę spoza stolicy ma czekać niechybna śmierć, nim od rogatek miasta dotrze na skrzyżowanie Jerozolimskich z Marszałkowską.
To zresztą opinia nie tylko z zasady niechętnych stolicy krakusów. "Jedź prosto na południe>>siódemką<<, musisz tylko uważać na warszawskie blachy. To jeźdźcy śmierci" - tak przed powrotem do domu przestrzegali mnie przyjaciele z Olsztyna. Ta zła sława stołecznych kierowców budzi me najgłębsze niezrozumienie.

To, w czym inni dopatrują się cwaniactwa, agresywnego stylu jazdy albo po prostu zagrożenia dla zdrowia i życia, dla mnie jawi się w większości przypadków jako dowód wysokich umiejętności i opanowania za kierownicą. W zeszłym roku naraziłem się już zresztą moim krakowskim ziomkom, w jednym z felietonów stawiając im za wzór kierowców z Warszawy - gdybyśmy w grodzie Kraka tak sprawnie ruszali na zielonym świetle albo tak zdecydowanie brali skręty w lewo jak w stolicy, mielibyśmy o jedną trzecią krótsze korki.

Trzeba jednak przyznać, że wśród warszawskich kierowców wykształciło się kilka ciekawych subgatunków, drogowych endemitów charakterystycznych tylko dla okołostołecznego obszaru. Brak mi niestety miejsca na szczegółowe rozwinięcie typologii i wyjaśnienie, czym charakteryzuje się np. maestro głębokiego żółtego albo zezowata terenówka. Skupię się wyłącznie na grupie, którą sam - przyznaję jak na spowiedzi - reprezentuję. To tzw. mylące blachy.

Mylące blachy wywodzą się z tych, którzy z całego kraju zjeżdżają do Warszawy za chlebem. W stolicy mieszkamy już od dłuższego czasu, kupiliśmy sobie mieszkania, niektórym nawet urodziły się już tu dzieci, a jednak nie zmieniliśmy w dokumentach miejsca zameldowania i pozostaliśmy wierni starym dowodom rejestracyjnym.

Na moim aucie dumnie widnieją litery: KR. Są z tego same korzyści, np. gdy człowiek spieszy się do pracy, można środkowym pasem minąć długą kolejkę do skrętu w lewo, żeby zgrabnie wcisnąć się tuż przed samym skrzyżowaniem. Czekający cierpliwie od kwadransa, ustawiony na właściwym pasie autochton rzuci okiem na rejestrację i serce mu zmięknie: "Biedny krakus, pogubił się. Trzeba wpuścić nieboraka". No patrzcie, a złośliwcy kłamią, że warszawiacy nie lubią przyjezdnych.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Zając jeszcze do niedawna jezdziales pociagiem

+4 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Wojtek (gość)  •

Poza tym jest pewien problem, czy warto tyle brac na siebie? Prowadzisz jakies szczyny rano w TVP, prowadzisz debaty w Tójmieście a potem piszesz pewnie w biegu takie gnioty. Warto? Mniej, a porządniej. Co o tym myślisz? W Warszawie nakałd "Polski" to niespełna 3000 egzemplarzy zatem czyta Was prownicja. Co kogos w Ostołece obchodzą korki w Warszawie i Krakowie. Gdyby to była telewizja komercyjna raitingowana na zasadacha profesjonalnych widział bys ze takie komentarze czytaja nieliczni. Takie czuby jak ja, którzy z obowiazku i nudy takie rzeczy sledzą. Ale ja internet mam i tak za free, a gazetę Waszą kupię raz na rok. Z kalendarzem, albo płytą z filemem. Opłaca się?

odpowiedzi (0)

skomentuj