Menu Region

Gruzińskie abecadło

Gruzińskie abecadło

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Łukasz Cieśla

Prześlij Drukuj
Ormianie twierdzą, że gruziński alfabet powstał wskutek rzucenia makaronem o ścianę. Dlatego litery mają takie pokręcone kształty. Jedno jest pewne - ten jeden z najstarszych alfabetów świata jest równie skomplikowany, jak tamtejsza rzeczywistość. O powojennej Gruzji pisze Łukasz Cieśla.
Abchazja, raj utracony. "Za sojuza" miejsce letniego wypoczynku Gruzinów. Piękne plaże, ciepła woda i wysokie góry. Wielu chciałoby powrotu sowieckich realiów, które kojarzą się im ze stabilizacją i pracą. Ale za ZSRR i Rosją nikt nie tęskni. To odwieczny wróg, który na dodatek pod koniec sierpnia przyznał niepodległość zbuntowanej gruzińskiej republice. Dlaczego?
- Bo Rosja to świnia myśląca tylko o zżeraniu kolejnych ziem.
W abchaskie nieruchomości zainwestowali już Żyrinowski, mer Moskwy Łużkow czy Dmitrij Rogozin - argumentuje Gieorgij spotkany na ulicy zbombardowanego Gori. Wojna domowa w Abchazji z początku lat 90. wygnała 250 tysięcy Gruzinów. Uchodźcy do dziś nie wrócili do domów. Niektórzy osiedlili się w Osetii Południowej lub jej okolicach. Mieli pecha. Przed miesiącem po raz kolejny uciekali przed bombami. Czy chcą jeszcze wrócić do Abchazji? - Oczywiście, to nasz dom - odpowiada Kacha Kwiciani, uciekinier z Suchumi. Dla Gruzinów nie ma teraz miejsca w zbuntowanej republice. Rosja chce, by za sześć lat zjechali tu turyści i sportowcy z całego świata. W niedalekim Soczi odbędzie się zimowa olimpiada.

Beczo. Wioska w Swanetii u podnóża kaukaskich szczytów, północno-zachodnia część Gruzji. Tu bomby nie spadały. Nie ma obiektów strategicznych. Cywilizacyjne zdobycze to światło, kilka samochodów i jeden wiejski sklep. Poza tym - średniowiecze. Domy z kamieni, między nimi płyną górskie strumyki, po wiosce biegają świnie. Umyć można się w potoku. To jeden z najpiękniejszych i najmniej poznanych regionów kraju. Pierwszy samochód dotarł do Mestii, stolicy Swanetii, dopiero w 1935 r. Wielu Gruzinów nigdy tu nie przyjechało. Boją się. Swanetia od zachodu sąsiaduje z Abchazją, od północy z Rosją, a od wschodu z Osetią. Jeszcze kilka lat temu tereny te były poza kontrolą władz centralnych. Na przybyszów z zewnątrz napadały zbrojne bandy. Kres ich samowoli położył prezydent Saakaszwili. Turyści, którzy w końcu zawitali do Swanetii, wyjechali w pierwszych dniach wojny. Podczas kilkudniowego pobytu nie spotkałem żadnego "plecakowicza". Lokalni usługodawcy tracą główne źródło utrzymania. Jeden z nich prosi o pieniądze na przeżycie powojennej zawieruchy.

Diengi, czyli pieniądze. Proszą o nie starsi, którzy żebrzą na ulicach, placach czy pod kościołami. Nie są zbyt namolni, starają się wzbudzić litość. W przeciwieństwie do dzieci. One nie proszą o pieniądze, tylko żądają. Za swoją ofiarą potrafią iść przez kilkadziesiąt metrów. W tbiliskim metrze w godzinach szczytu co krok spotyka się żebraka. Najbardziej przebojowy jest kilkuletni chłopiec. Szarpie za spodnie, krzyczy po gruzińsku prosto w twarz coraz bardziej rozbawionych pasażerów. W kilka minut zbiera garść monet. Jego matka przysypia na siedzeniu w rogu wagonu. Konkurent jej syna - ojciec z dzieckiem na rękach - nie dostaje nawet jednego tetri. Wysiada na następnej stacji.

1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się