Menu Region

Jan Nowicki: Nagłe zastępstwo

Jan Nowicki: Nagłe zastępstwo

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Aktor

Prześlij Drukuj
Kiedy aktor odchodzi, zmienia teatr, choruje, kręci film, reżyser, chcąc zapewnić przedstawieniu ciąg dalszy, zastępuje go kolegą. Gdy czasu mało, zastępstwo nazywają… nagłym.
Parę lat wstecz, w środku jakiegoś lata, jechaliśmy samochodem ze Szczecina na moje rodzinne Kujawy. Za kierownicą nieoceniony Ramo. Wąsaty kawał chłopa z sercem na dłoni. Obok pokrywający gaworzeniem nieprzespaną noc Leon Niemczyk. Na tylnym siedzeniu - ja. Z butelką piwa w rękach.

W pewnym momencie Leon przerwał jeden ze swoich słynnych monologów, zamilkł na chwilę, a potem, jak to on, mówił już jak z krzaka gorejącego.

Tym razem chodziło o scenariusz jakiegoś filmu, do którego z wielkimi na-dziejami się przymierzał. Jeden z kłopotów to wymierająca obsada. Bohaterką miała być stara niemiecka aktorka imieniem Lili. Odeszła. Ale ciągle jest On - Jerzy. Z Nim - królewski pudel przywodzący na myśl "Fausta" Goethego. Dom Starych Aktorów w Skolimowie, gdzie w kuchni zmywa brudne talerze (a jakże!)… Małgorzata itd., itd.

Moje piwo sięgnęło dna. Zamknąłem oczy i w obojętnym półśnie robiłem wszystko, żeby nie stracić kontaktu z wywodem przyjaciela. Zamazywanym raz po raz przez postępujące zmęczenie, dziury w jezdni i ten przesadny entuzjazm, który u każdego interlokutora najpierw zachwyca, potem męczy. Po latach okazało się, że wysłuchałem niespełnionego marzenia.

Leon Niemczyk był wielkim filmowym aktorem. Jednym z tych, co kochają kamerę z wzajemnością. Na teatr nigdy nie miał cza-su. Dlatego scena odwzajemniała mu się obojętnością. Zdystansowany do bólu, kochał swój zawód z nonszalancką odpowiedzialnością i rzadkim wdziękiem.

Żył długo i w większości mądrze. Żył wyjątkowo, umarł jak wszyscy. Pięknie myślał. Za co, rzecz jasna, musiał być ukarany - skrywaną przed światem samotnością. Taki Gość odchodzi! A mnie proponują za Niego nagłe zastępstwo, drogi Ramo. Może pomyślałeś, że poczułem na sobie ciężar szczególnej odpowiedzialności? Nie.

ZLeonem wiele nas różniło, ale nie radość płynąca z uprawiania komedianctwa, nie poczucie humoru, nie wstręt do nadmiernych oczekiwań względem samego siebie. A teraz? No cóż, dziś satysfakcja z nagrody za rolę JEGO, Jerzego, w filmie "Jeszcze nie wieczór" w reżyserii świetnego Jacka Bławuta. Smutna i połowiczna.

Wynikająca z udziału w sztafecie pokoleń, gdzie zgubioną przez Niego pałeczkę podjąłem na chwilę ja. Jeden z tych starych chłopaków, dla których każdy wieczór zapowiada co najwyżej nadejście nocy z niespokojnym snem. A potem dzień spędzony w łóżku z bliską kobietą, otwartym piwem i niedoczytaną do końca książką.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się