Menu Region

"Ogrody jesieni": Sens życia według ministra

"Ogrody jesieni": Sens życia według ministra

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Sławomir Zygmunt

1Komentarz Prześlij Drukuj
Coś dla naszych polityków. Minister, dopiero gdy traci posadę, piękną kochankę, wielkie biuro i limuzynę, zaczyna odkrywać wartość życia.
Rewelacja. Pełen ciepła, uroku, sardonicznego humoru, pogodny film o czerpaniu przyjemności z życia. Ale choć jego bohaterem jest były decydent (a może dlatego?), "Ogrody..." nie chwalą życia na szczytach władzy, lecz to zwykłe, normalne, codzienne.

Vincent jest ministrem z wielkim biurem, limuzyną, piękną kochanką, która stylizuje się na światową damę (oczywiście za pieniądze Vincenta).
Kiedy traci posadę, kochanka od razu od niego odchodzi do innego polityka... Paradoksalnie oderwanie się od kieratu nudnych rytuałów ministerialnej posady nie jest klęską Vincenta, lecz sukcesem.

Dopiero teraz życie dla niego zaczyna nabierać sensu: odkrywa jego wartości, zaczyna je smakować na nowo. Wprowadza się do swego starego mieszkania, spotyka dawne narzeczone, popija wino z kumplami, jeździ na rolkach, przesiaduje w parku, ma wreszcie czas, by wrócić do swej pasji - muzyki. Na te wszystkie poczynania Vincenta patrzy z wyrozumiałością, a nawet cichą aprobatą, matka (w tej roli, uwaga, Michel Piccoli!).

Polityka to także chciwość i żądza władzy, głupota i wewnętrzna pustka. Obecność w naszym życiu i filmie Iosselianiego sprowadza się tak naprawdę do podpisywania świstków papieru, przyjmowania zagranicznych delegacji i obdarowywania się prezentami. I uczestniczenie w rytualnej karuzeli zmian na szczytach władzy. Kiedy na stanowisko przychodzi nowy minister, w gabinecie jak zwierzę zaznacza swój teren i wymienia dosłownie wszystko: dywany, fotele, obrazy, a nawet popielniczkę.

Ale nie wie, jak długo uda mu się utrzymać na stołku - nie zna dnia ani godziny, kiedy na niego przyjdzie kolej i zostanie zmieciony przez falę demonstracji niezadowolonych robotników. "Ogrody jesieni" zrealizował Otar Iosseliani, gruziński reżyser, który w ZSRR w latach 60. i 70. błysnął filmami "Cierpkie wino", "Był sobie drozd" i "Pastorałka", zdobywając liczne nagrody na międzynarodowych festiwalach.

Nie mogąc wygrać z komunistyczną cenzurą i biurokracją, wyjechał w latach 80. do Francji. Tam z powodzeniem kontynuuje karierę ("I nastała jasność", "W poniedziałek rano"). "Ogrody jesieni" znów przysporzyły mu chwały.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

OGRODY JESIENI

+2 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Przemek (gość)  •

To naprawdę najgorszy film jaki widziałem w kinie od bardzo dawna...Ten film nie jest śmieszny, fabyła jest naprawdę głupia, nic nie trzyma się kupy...Ilość osób, które wyszła, świadczy o jego poziomie...chyba Babylon AD byłby 100 razy lepszą rozrywką

odpowiedzi (0)

skomentuj