Menu Region

Modne przez lata szkoły prywatne stają się passé

Modne przez lata szkoły prywatne stają się passé

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Luiza Łuniewska

Prześlij Drukuj
W ciągu dwóch lat w stolicy zlikwidowano 11 szkół prywatnych. Rozczarowani rodzice przenoszą dzieci do szkół państwowych.
Rodziców, którzy oddają dzieci do szkół niepublicznych, coraz częściej postrzega się nie jako ambitnych, ale wyrodnych. Chcą zapłacić i problem mieć z głowy. - Lepiej znaleźć dobrą szkołę publiczną, choćby w innej dzielnicy, niż wyrzucać pieniądze na kiepską prywatną - uważają przedstawiciele warszawskiej klasy średniej i narzekają na niski poziom szkół niepublicznych, złą atmosferę, zbyt wysokie czesne. To wystarcza, by zmienić szkołę na rejonową.

Magda, córka Elżbiety Piotrowskiej-Gromniak, z zach­wytu miała aż wielkie oczy. - Mamo, jak tu pięknie. Takie klasy duże i korytarze, i tyle dzieci. Jej, to jest... prawdziwa szkoła - mówiła, gdy po raz pierwszy weszła w mury publicznej podstawówki.
Poprzednie cztery lata dziewczynka spędziła w szkołach społecznych i prywatnych. Małe klasy, lekcje w salach podnajmowanych od przedszkoli. Rodzice byli przekonani, że dają dziecku to, co najlepsze.

Tymczasem okazało się, że najbliższa ich i Magdy oczekiwaniom była osiedlowa podstawówka nr 92. Każdego roku kilkuset rodziców w Warszawie decyduje się przenieść swoje dzieci ze szkół prywatnych lub społecznych do państwowych.

I niezależnie od tego, czym się kierują, najczęściej są z tej decyzji zadowoleni. Bo wbrew pozorom szkoły publiczne w Warszawie są nie mniej oblegane niż prywatne. Przykładem choćby dziewięć­dziesiątka dwójka z Żoliborza. Ma już ponad połowę dzieci spoza rejonu. A do dyrektor Hanny Konwińskiej wciąż zgłaszają się kolejni rodzice z prośbą, by w drodze wyjątku przyjęła ich pociechy. Gotowi są dowozić je z najodleglejszych dzielnic.

- Samorządowe placówki mają coraz lepszą ofertę, naprawdę nie gorszą od prywatnych - mówi Andrzej Wyrozembski, naczelnik wydziału oświaty dzielnicy Śródmieście. Podkreśla, że program nauczania w warszawskich szkołach publicznych znacznie przekracza ministerialne minima.

Standardem jest - dzięki zaradności dyrektorów - nauka dwóch języków obcych w gimnazjach. Do niedawna Wyrozembski sam był dyrektorem gimnazjum przy ul. Twardej. Do jego placówki często trafiały dzieci ze szkół prywatnych. - Jedne odnajdują się lepiej, inne gorzej. Ale raczej nie wyprzedzają intelektualnie rówieśników - wyjaśnia.

... bo klasy były za małe

- To było trochę jak w reklamie: skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać - śmieje się Tatiana Ostaszewska-Mosak, psycholog dziecięcy, która przeniosła córkę do publicznej szkoły. Choć, jak mówi, akurat nie o pieniądze poszło. Cecylia, córka Tatiany i Piotra Mosaka, również psychologa, przez rok chodziła do prywatnej podstawówki. Było fajnie, miło i atrakcyjnie. Klasa liczyła tylko ośmioro dzieci. I to okazało się największym mankamentem.

- To za mało jak na grupę rówieśniczą, w której dziecko ma spędzić sześć lat. Bo przecież w klasie musi być najlepsza przyjaciółka i ktoś, kogo lubi się trochę mniej, może pierwsza sympatia. Czy ktoś z nas, dorosłych, chciałby mieć tak ograniczony wybór? - tłumaczą.

W dodatku wszystkie dzieci pochodziły z podobnych domów, dość zamożnych, tzw. polskiej klasy średniej, a dziecko - zdaniem Mosaków - powinno się wychowywać w bardziej zróżnicowanej grupie. W ten sposób, mądrze kierowane, będzie lepiej przygotowane, by funkcjonować w dorosłym życiu, wrażliwsze i mądrzejsze.

Jak na razie rodzice i córka są ze swojej decyzji zadowoleni. - Ale każde dziecko to indywidualność: nieśmiałe i zahukane kiepsko zaaklimatyzuje się w szkolnym molochu, towarzyskie i ciekawe świata będzie cierpieć w słono opłacanej kameralnej atmosferze - zastrzega mama Cecylii.

Dyrektor szkoły nr 169 w warszawskim Wilanowie Barbara Kosewska co roku ma kilka przypadków przenosin ze szkół prywatnych. - Jestem zwolenniczką teorii, że dziecko powinno się uczyć i wychowywać w swoim naturalnym środowisku. Wśród kolegów z osiedla, podwórka - tłumaczy.

Trudno jednak nie zauważyć, że jej dzielnica Wilanów jest dość specyficzna. Zamożna, inteligencka. I szkoła nr 169 przypomina trochę szkoły z Beverly Hills. Elitarne. Do takich najczęściej przenoszą się dzieci ze szkół prywatnych.

1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się