Rzeszów: Nocny pościg, strzały, tajemnicza śmierć....

    Rzeszów: Nocny pościg, strzały, tajemnicza śmierć. Policjanci zmasakrowali Piotra?

    Andrzej Plęs/WR (AIP)

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Rzeszów: Nocny pościg, strzały, tajemnicza śmierć. Policjanci zmasakrowali Piotra?

    ©Dariusz Gdesz / Polskapresse

    Rzeszów. - To nie była naturalna śmierć - przekonana jest rodzina mężczyznym, który w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł po zatrzymaniu przez policję. Jej członkowie widzieli zmasakrowane ciało krewnego w szpitalnym prosektorium. Oto relacje świadków, rodziny i funkcjonariuszy.
    Rzeszów: Nocny pościg, strzały, tajemnicza śmierć. Policjanci zmasakrowali Piotra?

    ©Dariusz Gdesz / Polskapresse

    Na własną rękę próbują ustalić przebieg wydarzeń tamtej nocy z wtorku na środę. Świadkowie też mówią, że historia pełna jest niejasności, dziwnych zdarzeń i nie do końca wytłumaczonych sytuacji. Także policja i prokuratura odtwarzają chronologię tamtych tragicznych w skutkach wydarzeń, a Biuro Spraw Wewnętrznych KGP sprawdza, czy uzasadnione było wykorzystanie broni palnej wobec uciekającego pojazdu.

    - W każdym przypadku, kiedy policjanci wykorzystują broń czy używają jej, kiedy jest pościg i zatrzymanie, po którym człowiek trafia do szpitala i chwilę później umiera, to trzeba sprawdzić, czy postępowanie policjantów było prawidłowe - tłumaczy kom. Paweł Międlar, rzecznik podkarpackiej policji.

    Kom. Międlar podaje dotychczasowe ustalenia policji: - Mężczyzna wszedł do komendy miejskiej tuż przez 2 w nocy, próbował coś mówić do funkcjonariusza dyżurnego, oddzielonego od petenta szybą. Ten nie słyszał, co ów mężczyzna do niego mówi, więc wskazał na mikrofon. W tej jednak chwili mężczyzna wybiegł z budynku. Pokazuje nam to dokładnie monitoring - mówi rzecznik - To trwało 10-20 sekund.

    Policjanci widzieli, że mężczyzna wsiada do nissana. - Jego wygląd i zachowanie skłoniło policjantów do podejrzeń, że jest on pod wpływem środków psychoaktywnych albo też źle się czuje - tłumaczy Paweł Międlar - Policjanci próbowali go zatrzymać, ale mężczyzna odjechał.

    Potem nastąpił pościg ulicami Rzeszowa. Pod Galerią Rzeszów radiowóz zajechał uciekającemu drogę, nissan zatrzymał się, ale tylko na chwilę. Potem ruszył w kierunku wiaduktu. W Krzemienicy policjanci ustawili w poprzek jezdni fiata ducato.

    - Kierowca zwolnił, ale uderzył w policyjny furgon, przesunął go, wyminął poboczem rowu i pojechał dalej - relacjonuje dalej rzecznik - Wtedy zapadła decyzja o wykorzystaniu broni.

    Świadkowie z Krzemienicy i Palikówki mówią, że to była kanonada. Rzecznik policji wylicza, że przestrzelono trzy koła nissana, ale kierowca dalej uciekał niesprawnym wozem, w Palikówce zjechał w boczną drogę, wysiadł, po czym zaczął uciekać pieszo. Tu doszło do zatrzymania, potem - transport do komendy, a stąd do szpitala na pobranie krwi na zawartość substancji psychoaktywnych, któremu mężczyzna nie chciał się poddać, potem zasłabnięcie pacjenta, reanimacja i śmierć na oddziale intensywnej opieki medycznej. Policja podkreśla, że podczas zatrzymania, a potem także w szpitalu, mężczyzna był chwilami spokojny, a chwilami bardzo agresywny.

    Przyczyny śmierci ma określić laboratorium ekspertyz sądowych w Krakowie, ale rodzina widziała ciało zmarłego: liczne obrażenia głowy, podłużne zasinienia na głowie i twarzy (krewni są przekonani, że od uderzenia pałką). Identyczne - na nogach i dłoniach, głowa i twarz zalane krwią, moszna opuchnięta i sina, podwójne nacięcia na nadgarstkach, jak od kajdanek, mnóstwo zasinień na całym ciele, krwiak wokół lewego oka.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo