Menu Region

Sprzedał córkę, teraz za to odpowie

Sprzedał córkę, teraz za to odpowie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Edyta Golisz

Prześlij Drukuj
Największa polska afera kidnaperska lat 90. wreszcie trafiła do sądu. Na ławie oskarżonych w Sądzie Okręgowym w Legnicy zasiadł wczoraj zwyrodniały ojciec.
36-letni Robert B. oskarżony jest o porwanie i sprzedaż córki Moniki. Dziewczynka miała wtedy półtora roku. Do dziś nie wiadomo, gdzie jest, ani nawet, czy żyje.

Monika zaginęła 16 lipca 1994 roku. O jej porwanie i sprzedaż został już wtedy oskarżony Robert B. Przyznał się nawet do winy i miał stanąć przed sądem. Ale uciekł z kraju. I teraz, 14 lat po zaginięciu dziecka, B. sam zgłosił się do polskiego wymiaru sprawiedliwości. Poinformował, że chce stanąć przed sądem. Poprosił o tzw. list żelazny, gwarantujący mu nietykalność

- Chciałbym wyjaśnić tę sprawę - wytłumaczył nam. - O przyczynach tej decyzji nie chcę mówić. Powtarza jedynie, że nie porwał córki.

Robert B. mieszka w Austrii, jednak na czas procesu będzie w Legnicy - do tego zobowiązuje go list żelazny. Grozi mu 15 lat więzienia.

Wczoraj w sali sądowej przedstawił swoją wersję zdarzeń. - Tamtego dnia Monika była przeziębiona, poszedłem z nią i teściami do apteki - zeznał wczoraj . - Tam się pożegnałem. Teść wziął ode mnie wózek z dzieckiem i więcej Moniki nie widziałem - dodał.

Odmówił składania wyjaśnień. Sędzia Wojciech Michalski zaczął więc czytać jego zeznania ze śledztwa z lat 90. Okazało się, że w każdym z kilkunastu zeznań oskarżony podawał inną wersję zdarzeń!
Raz przyznawał się do sprzedania córki do Austrii. Potem twierdził, że Monika wypadła z wózka i zabiła się. W kolejnym zeznaniu przekonywał, że Monikę uprowadziła jego teściowa, a w jeszcze kolejnym, że dziecko ktoś ukradł. - To wszystko nieprawda. Byłem do tych zeznań zmuszany. Ostatni raz widziałem Monikę, jak zabierał ją teść - upierał się wczoraj oskarżony.

Jednak jego teść już nie żyje. Po porwaniu wnuczki zabił go zawał serca. W sądzie pojawiła się na wózku inwalidzkim Julia Markowska, teściowa. - Może w końcu dowiemy się, gdzie jest Monika. Wierzę, że żyje. Ma już 16 lat! - mówi.

Przyszła też Magdalena Bielawska, matka Moniki. Jej drogi z Robertem B. rozeszły się dawno temu. - Nie mam więcej dzieci. Pragnę odnaleźć Monikę, choć wiem, że dla niej to będzie szok - szlochała.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się