Menu Region

W.Świetlik: Ludwiku Dorn, idź sobie stąd

W.Świetlik: Ludwiku Dorn, idź sobie stąd

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Wiktor Świetlik, publicysta "Polski"

Prześlij Drukuj
Dornowi uprzykrzano życie chcąc, by sam sobie wreszcie poszedł z partii.
Na zwalnianie pracownika w firmach stosuje się generalnie dwa sposoby. Jeden uczciwy i drugi chamski. Uczciwy polega na tym, że się nieboraka bierze, mówi "niestety, musimy się rozstać" i żegna. Drugi chamski polega na tym, że się facetowi uprzykrza życie tak, aż się sam zwolni. Mam wrażenie, że PiS wobec Ludwika Dorna właśnie stosuje drugi ze sposobów, chcąc, by sam sobie wreszcie poszedł z partii.

Do tej pory młodsi, ale wierniejsi towarzysze partyjni odchylenie Dorna krytykowali raczej ciszej, dyskretniej, za plecami. Ale teraz, po tym jak Jacek Kurski dał sygnał do boju, waląc w Dorna jakimiś alimentami, a prezes partii publicznie podtrzymał te zarzuty, to pewnie i młodzieżówka partyjna będzie wkrótce ostentacyjnie demonstrowała swoją pogardę dla renegata i odszczepieńca.


Czy to wszystko sprawi, że krnąbrny Dorn wreszcie opuści PiS? Jeśli nie, to władze tej partii będą chyba musiały z nim uczynić to, co nowojorczycy właśnie zrobili ze swoim ulubionym magikiem Davidem Blainem - powiesić na 60 godzin za nogi. Chociaż nie wiadomo, czy i to pomoże, bo Dorn ponoć jest bardzo wysportowany. A także - najwyraźniej - zdeterminowany, by trwać w PiS.

Dorn nie był ostatnio wzorem lojalności w PiS. Przynajmniej takiej lojalności jakiej oczekuje się dziś w partiach. Zapomniał, że dawno minęły czasy, kiedy Mariusz Kamiński (ten z CBA), będąc posłem AWS, otwarcie krytykował rozmaite biznesy, które różne koterie kręciły wokoło rządu Buzka, a szef Akcji Marian Krzaklewski nie wyrzucał go. Co więcej, publicznie się tłumaczył. Dziś Kamiński wyleciałby z miejsca na kopach.

Nawet jeśli Dorn w swojej krytyce przeginał (moim zdaniem parę razy to zrobił), to zawsze można było zastosować rozwiązanie porządnego pracodawcy, który mówi wprost "do widzenia", a nie gnębi faceta, aż ten odejdzie. Nawet jeśliby z tym jego prywatnym życiem coś było nie tak, to można było chyba najpierw to sprawdzić, pogadać z Dornem, a nie od razu z milionem telewidzów?

Myślę, że wygra Ludwik Dorn. Nie odejdzie sam, zostanie wyrzucony, nie dostanie się więcej do Sejmu, ale będzie za to za grubą kasę pisał felietony do którejś z gazet. Tak jak czyni to dziś jego krakowski znajomy.

Swoją drogą, ciekawi mnie, czy politycy PiS przejmują się sondażami wyborczymi. Bo właściwie to można odnieść wrażenie, że partia ta - jak mnich buddyjski - jest na tyle głęboko pogrążona medytacjami nad swoim wnętrzem, że świat zewnętrzny jest jej niepotrzebny. Zamiast niego wystarczy Ludwik Dorn, dawny wierny towarzysz, potem lojalny marszałek, a dziś czarna owca.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się