Menu Region

Kiedy SB kusiła mnie paszportem, przez 10 lat nie...

Kiedy SB kusiła mnie paszportem, przez 10 lat nie wyjeżdżałem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

prof. Andrzej Wiszniewski

4Komentarze Prześlij Drukuj
Wierzę, że przytłaczająca większość naukowców, którym udało się zrobić karierę w PRL, nie zgodziła się na tajną współpracę - mówi prof. Andrzej Wiszniewski, były minister nauki.
Czy w czasach PRL można było w nauce zrobić prawdziwą karierę, prowadzić znaczące badania bez zgody na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa?
Uważam, że przytłaczająca większość kolegów, którzy robili wtedy tzw. karierę w nauce i mieli bardzo duże osiągnięcia, nie współpracowała z SB.

Otrzymywał Pan jakieś propozycje współpracy w zamian za profity, choćby za możliwość otrzymania paszportu?
Kilkakrotnie byłem nagabywany przez SB. Wszystko zaczęło się w 1953 r. Chcieli, abym zaczął z nimi współpracę. Te próby miały jednak dość delikatny przebieg. Nigdy nie przyparli mnie do muru.

Czy można było się jakoś bronić przed tymi kontaktami? Mówił Pan o nich kolegom?

Po każdej rozmowie, nawet poprzedzającej wyjazd zagraniczny, trzeba było podpisać dokument o zachowaniu spotkania w tajemnicy. Do 1980 r. takie dokumenty podpisywaliśmy. Później, kiedy zaczęliśmy wyraźnie działać w opozycji, odmawialiśmy podpisu.

Jak przekonywano Pana do współpracy?
W latach 80. próbowano mnie szantażować odmową wyjazdu za granicę. Dlatego po prostu nie wyjeżdżałem przez 10 lat za granicę. Paszport za współpracę z SB? To nie wchodziło w grę. Natomiast wcześniej, w latach 60. i 70., wielokrotnie wyjeżdżałem za granicę, nawet na długo, i naprawdę nikt nie postawił mnie wtedy pod ścianą.

Nigdy nie kusiła Pana współpraca? Zdarzało się przecież, że można było w zamian otrzymać np. atrakcyjne stypendium za granicą?

Nigdy nie miałem najmniejszej pokusy. Może dlatego, że w domu nauczono mnie, że donoszenie jest najbardziej hańbiącą rzeczą. Poza tym te korzyści, jakie ludzie osiągali zazwyczaj ze współpracy z SB, były malutkie: paszport, parę złotych, koniak.

A wyjazdy zagraniczne?
Wielu ludzi rzeczywiście uważało, że to wystarczający powód, aby zgodzić się na współpracę. Na mnie takie argumenty nie działały. Ale każdego człowieka można jakoś złamać. Gdyby chodziło o zdrowie najbliższej mi osoby, gdyby mnie szantażowano, że nie wyjedzie za granicę na leczenie, jeśli nie podpiszę, bardzo prawdopodobne, że jednak bym podpisał. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło. Nie wodzono mnie tak naprawdę na pokuszenie. Dlatego też jestem ostrożny w osądzaniu ludzi, którzy zostali złamani.

Wielu publicystów usprawiedliwia prof. Wolszczana, który od 1973 r. był tajnym współpracownikiem SB, jego osiągnięciami w nauce. Co Pan o tym myśli?
Byłoby bardzo smutne, gdyby osiągnięcia w polskiej nauce miały związek ze współpracą z SB. Prof. Wolszczana znam i mu współczuję. Nie wiem, dlaczego to robił, ale to dowód na to, że wielki umysł niekoniecznie idzie w parze z wielkim charakterem. Wolszczan na pewno jest bardzo wybitnym naukowcem. Tym bardziej przykro mi z tego powodu.

Sam prof. Wolszczan uważa, że nikomu nie szkodził.
Niemal wszyscy, którym udowodniono współpracę z SB, próbują zachować swój image możliwie nieskalany. A przecież każdy strzęp informacji był SB potrzebny, bo chciała stworzyć wrażenie, że wszystko wie. Każda taka informacja mogła się skończyć czyimś cierpieniem. Dlatego myślę, że prof. Wolszczan tłumaczy się trochę tak jak np. biskup Wielgus. Ale po takie argumenty sięga się na użytek opinii publicznej, natomiast w sumieniu ci ludzie czują ogromny dyskomfort. Na pewno nie daje im to spokojnie spać.

Czy środowisku naukowemu jest potrzebna lustracja?
Zawsze uważałem, że lustracja jest konieczna. Trzeba ją było przeprowadzić zaraz po 1989 r. Nie zrobiono tego. Konsekwencje są takie, że ten wrzód ciągle ropieje, bo nigdy nie został przecięty.

Jest Pan chyba w mniejszości. W czasach rządów PiS naukowcy spontanicznie zaprotestowali przeciw lustracji.
Głośni byli ci, którzy się jej obawiali. Osobiście wcale nie czułem się upokorzony, że muszę stwierdzić, że nie współpracowałem z SB. Było tak jak przed sądem, kiedy świadek musi potwierdzić, że nigdy nie był karany.

Naukowców ta perspektywa najwyraźniej przeraziła.
Bo ludzie nie do końca wiedzieli, co to znaczy współpraca. Czy np. rozmowa przed wyjazdem za granicę już była współpracą, czy nie. Takie rozmowy odbywali niemal wszyscy, co wcale nie znaczy, że w czasie tych rozmów wszystkim proponowano współpracę. Dlatego myślę, że obawa przed oświadczeniem lustracyjnym wynikała z tego, że ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego, gdzie leży granica między koniecznymi kontaktami z SB i autentyczną współpracą.

Czy przypadek prof. Wolszczana przyspieszy lustrację naukowców?
Obawiam się, że raczej jej zaszkodzi. Niektóre media będą apelować, aby nie podważać autorytetu największych ludzi w naszym społeczeństwie. Będą nam mówić, że tak jak podejrzeniami niszczymy Wałęsę, teraz robimy to samo z wielką ikoną polskiej nauki. Depczemy wszystko co najlepsze. Takie będą argumenty.

Pana one nie przekonują?
Ja uważam, że prawda nikogo nie zniszczy. Trzeba tylko do niej podejść z pokorą. Powiedzieć przepraszam, może nawet się rozpłakać. Najbardziej spektakularny przykład to lustracja św. Piotra. Ewangeliści opowiedzieli, że trzykrotnie zaparł się swojego mistrza. Nikomu nie przyszło do głowy aby to ukrywać, mimo że św. Piotr był fundamentem powstającej religii. On sam też niczemu nie zaprzeczał. Po prostu się rozpłakał. Czy mu to zaszkodziło w zostaniu świętym? Jest nam nawet bliższy, bo potrafił zmierzyć się ze swoją słabością. Żałuję, że spośród lustrowanych Polaków bardzo niewielu potrafi się w ten sposób zmierzyć ze swoją przeszłością.

Rozmawiała Anna Gwozdowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Spinka pod kołnierzyk rodem z Teksasu

+5 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Wiktor Lemański, kolega ze Lwowa (gość)  •

Jędrektę spinkę pod szyje to chyba z Teksasu przywiozłes? Pamietam Twoje uwielbienie dla postaci z westernow. Tych twardych męzczyzn z rodeo. Przepraszam Cię ale ja po opuszczeniu Lwowa, trochę potem jak świata poznałem, po skończeniu uniwersytetu, na takie gadzety patrze z zaniepokojeniem. Dla mnie to jest sympton jakiejś patologii. Nie obraź się druchu. Musiałem Ci o tym powiedziec. U nas teraz w Belgii kobiety pracuja z nami w instututach. Nie ma kto gotowac w doamch - na sniadanie tost z dzemem ( ale nie takim jak we Lwowie, oj nie :(( ), na obiad fast food z piwem, kolacja czasem jest czasem. Ale muszę Ci powiedziec jak na te moje 70 lat jakos mi to zachodnie żarcie na dobre wychodzi. Jeżdze na rowerze codziennie 7 kilometrów, spotykam się z kobietami, no do dziś jestem aktywny zawodowo. O Tobie jakoś mało słyszę? Pracujesz czy już tylko grasz w szachy z kompanami w parku?

odpowiedzi (0)

skomentuj

No i jestes kim jestes

+4 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Wiktor Lemański, kolega ze Lwowa (gość)  •

To jest autorytet taki sam jakim byl historyk Adam Strzembosz. Zamkniety w sobie, o horyzoncie szerokim jak slepa kuchnia za Żelazną Bramą. Inna ikona mscicieli z prawicy Zbigniew Herbert. Tez nieugiety, tyle tylko ze dla wielu z nas, bo mam prawo tak powiedziec jako odbiorca poezji ( jednemu sie podoba innemu nie. Na szczescie prawica jeszcze nie potrafi scigac za preferencje estetyczne), jego tworczosc to ojczyzniana paplanina. To nie jest tak, że fajni są ci ktorzy kapowali SBkom z Rakowieckiej czy Mysiej, ale szczerze powiedziawszy jakos sie tak układa, że ci którzy papalają tak o tej niezlomnosci maja skromne osiagniecia w dziedzinachswojej działaności. Jesli miałoby byc tak, że szlachetnosc moralna jest powiazana z dokonaniami to najlepszym dziennikarzem byłby Bronisław Wildstein, najlepszym poetą Zbigniew Herbert, najlepszym historykiem wspomniany rónież wyżej Adam Strzembosz. Dobrze wiemy ze tak nie jest. Nie wyjezdzales panie przez 10 lat, ale tez nic istotnego w swoim zyciu nie zrobiles. Nie mówię by sie z Ciebie nasmiewac, ale zenujace jest jesli wystepujesz w roli medraca dla narodu. Nie bedziemy Cię sluchac. Wyrazy współczucia.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Brawo!!! Tak trzymać

+2 / -7

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

zygzak (gość)  •

Tylko, że Wolszczana i jego osiągnięcia zna cały świat, a p. Wiszniewskim wie najbliższa rodzina

odpowiedzi (0)

skomentuj