Menu Region

Szkoła daje teorię, ale nie uczy wiary

Szkoła daje teorię, ale nie uczy wiary

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

o. Maciej Zięba, dominikanin, teolog i publicysta

Prześlij Drukuj
Gorliwość modlitewna lub jej brak nie mogą przekładać się na ocenę w dzienniku - z o. Maciejem Ziębą, dominikaninem, teologiem i publicystą, rozmawia Paulina Nowosielska-Kucharska
Na pytanie dziennika "Polska", czy lekcje religii powinny wrócić do sal katechetycznych przy parafiach, twierdząco odpowiedziało blisko 51 proc. respondentów. Czy to ostateczny dowód na to, że nauka religii w szkole okazała się porażką?
Nie, zresztą cała dyskusja o nauczaniu religii niepotrzebnie schodzi do poziomu: albo-albo. Czyli tylko szkoła lub tylko parafia.

A jak być powinno?
Jedno i drugie. Gdyby cały ciężar wzięły na siebie tylko parafie, dzieci mogłyby tam nigdy nie dotrzeć. Ich lista zajęć pozaszkolnych jest coraz dłuższa. Jednak szkoła nie jest najlepszym miejscem do formowania wiary. Sama wiedza religijna nie wystarczy.
Szkoła powinna dawać teorię, informacje, które uczyłyby myślenia. Natomiast egzystencjalne sprawy i wspólne doświadczenie wiary to już zupełnie inny wymiar religii, dla którego lepszym miejscem jest parafia.

Katecheza w kościele byłaby sprawdzianem, czego dzieci nauczyły się w szkole?
Nie. Szkoła sprawdzałaby wyłącznie wiedzę. Kościół pozostałby miejscem modlitwy.

Na Litwie wrócono do lekcji religii w parafiach. Tamtejsi księża uznali, że nauka religii w szkołach się nie sprawdziła?
Nie znam szczegółów. Jednak nauka w szkole może z czasem powodować, że młodzież straci kontakt z rodzimą parafią. A to nie jest dobre.

Bo odciąga młodzież od życia lokalnych społeczności w Kościele?
Dawniej człowiek latami żył w jednym miejscu, chodził do szkoły w najbliższej okolicy. Dziś to się zmieniło. Szkoły się wyprofilowały. O wyborze miejsca kształcenia decydują rankingi. Bardzo często dzieci chodzą do szkoły poza swoją parafią. Najlepiej, gdyby dziecko dostawało wiedzę w szkole, a w swojej parafii mogło z innymi dyskutować o wierze.

Badania dla dziennika "Polska" pokazały, że 46 proc. pytanych chce jednak oceny z religii na świadectwie. Może więc lepiej niczego nie zmieniać?
Ja jednak jestem przekonany, że obecne rozwiązanie miesza dwa porządki. Bo jak gorliwość modlitewna lub jej brak mogą przekładać się na ocenę w dzienniku?

Albo dlaczego udział we mszy ma współdecydować o wysokości średniej ocen na koniec roku?
Wiara musi przekładać się na świadectwo życia. A jednym z wymiarów jest praktyka religijna. Czyli msza święta. Ale uczestnictwo w niej powinno być wolnym wyborem, a nie wynikać z chęci podreperowania szkolnej opinii.

Na pytanie, kto powinien podejmować decyzję o uczęszczaniu ucznia na lekcję religii, aż 57 proc. osób odpowiedziało, że rodzice wspólnie z dzieckiem.
I to jest idealne rozwiązanie. Bez narzucania, arbitralnych decyzji. Dialog z młodym człowiekiem jest bardzo ważny.

68 proc. pytanych dobrze ocenia przygotowanie księży i katechetów do prowadzonych zajęć. To zaskakująco dużo.
Myślę, że powoli, ale konsekwentnie wykształca się grono ludzi, którzy mają powołanie do nauczania. Łatwo nawiązują kontakt, ciekawie mówią. Nie każdy, kto idzie do zakonu, to potrafi.

Co jest potrzebne, by taki podwójny system zaczął działać?
Najwięcej zależy tu od duszpasterzy. Dla nich to by była podwójna robota. Najpierw nauka w szkole, a potem poza nią. Ale dobrzy katecheci to pasjonaci. Kilka godzin pracy więcej nie byłoby dla nich ciężarem nie do udźwignięcia.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się