Ba, to on jako pierwszy bojkotował słynną galę Fryderyków, nagród rodzimego przemysłu fonograficznego. Antykoniunkturalista, były punkowiec, a do tego jeszcze rockowy wieszcz i poeta, od lat z socjologicznym zacięciem opisuje absurdy życia. W wywiadach kpi sobie z potrzeby budowania tzw. wizerunku, bo jemu i jego słuchaczom zawsze wystarczało to, że był po prostu sobą.
Jakie ja wyłania się z jego tekstów? - Można odnaleźć w nich osobowość kompulsywną autora, której charakterystycznym symptomem jest bezustanne liczenie, przeliczanie i numerowanie - wyjaśnia dr Rosmus ("12 groszy, tylko nie płacz, proszę"). Też coś. Ostatnie, czego moglibyśmy spodziewać się po Kaziku, to praktyki księgowego.
Po co mu one? - W ten sposób porządkuje świat, który go otacza.
A jest co porządkować, bo wokół siebie zauważa ogromny bałagan: "Gdy idę w Sopocie nad morzem, po plaży brudnopiaskowej, Bałtyk śmierdzi ropą naftową" ("Polska"). Jego obsesyjne rozważania często krążą wokół tematów katastroficznych. Kazik wyraźnie boi się katastrofy: "Oto przychodzi on, monstrum opanowuje tron, zabiera mój dom" ( utwór "Las Maquinas de la Muerte") .
To zaskakujące. Bo z całym szacunkiem dla Kazika, nie wygląda on raczej na strachliwego pedanta. Chyba bardziej na wy-luzowanego nihilistę - rozczochrane włosy, na koncertach wiecznie w tej samej wymiętolonej koszulce. Różnymi sposobami podkreśla, że ma gdzieś konwenanse.
- Ale z jego tekstów wynika, że w tym całym rozgardiaszu potrzebuje bliskich relacji z ludźmi i jest do nich absolutnie zdolny - podkreśla dr Rosmus. - Potrafi o nie dbać, choć bywa trudny i można spodziewać się po nim gwałtownych reakcji. To społecznie bardzo zaangażowany, świadomy swoich przywar humanista: "W tym całym bałaganie jedno wiem na pewno: jesteś moją królewną" ("Mars napada").
Największe poczucie bezpieczeństwa zapewnia mu rodzina i prywatność: "Mój dom to moja twierdza, w twierdzy tej jem i pierdzę" ( "Mój dom to moja twierdza"). I chyba wszyscy go świetnie rozumiemy.