Menu Region

Sebastian Szałachowski - największy pechowiec ligi

Sebastian Szałachowski - największy pechowiec ligi

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Piotr Wierzbicki

Prześlij Drukuj
Pomocnik Legii, który kilka tygodni temu, po blisko półtorarocznej kuracji wrócił do normalnych treningów, w piątkowym meczu doznał kolejnego urazu.
David Dunne (w jego rolę wciela się Bruce Willis) pracuje jako ochroniarz na stadionie. Pewnego dnia, kiedy wraca z dalekiej podróży pociągiem, ulega wypadkowi, w którym ginie 131 osób. On jako jedyny z katastrofy wychodzi bez najmniejszej rysy. W tym samym czasie Elijah Price (gra go Samuel L. Jackson) cierpi na poważną chorobę. Każde mocniejsze stłuczenie powoduje u niego złamania kości. Jest on narażony na nieustanne cierpienie. Uważa, że jeżeli istnieje ktoś tak kruchy jak on, to istnieje jego alter ego, czyli ktoś niezniszczalny.

Tak brzmi streszczenie filmu pt. "Niezniszczalny". Dziś warto polecić go Sebastianowi Szałachowskiemu. Pomocnik Legii, który kilka tygodni temu, po blisko półtorarocznej kuracji wrócił do normalnych treningów, w piątkowym meczu doznał kolejnego urazu.


"Szałach", po jednym ze starć (z Pawłem Nowakiem) znów trafił z boiska do szpitala. Diagnoza jest dla niego znów przygniatająca: pęknięta kość piszczelowa. Ta sama, którą miał już kilkakrotnie operowaną. Jeśli leczenie będzie przebiegało bez żadnych komplikacji, były pomocnik Górnika Łęczna wróci na boisko w rundzie wiosennej.

- Sebastian jest już w domu. Prosi, żeby przekazać, że informacje podawane ostatnio w mediach, są prawdziwe. Proszę nie zawracać mu głowy - mówi Stanisław Machowski, lekarz warszawskiego klubu.

Do Szałachowskiego dodzwonił się za to Paweł Nowak. To po jego wślizgu na kwadrans przed końcem rozstrzygniętego już właściwie spotkania (Legia wygrywała 2:0) "Szałach" opuścił boisko na noszach.

- O tym, że uraz jest tak poważny, dowiedziałem się po meczu. Myśl, iż zrobiłem mu taką krzywdę, nie dawała mi spokoju. Gdy wróciłem do domu, włączyłem telewizor i do późnej nocy odtwarzałem to spotkanie - mówi jeszcze lekko roztrzęsionym głosem pomocnik Cracovii.

- W sobotę zadzwoniłem do Sebastiana z przeprosinami. Obawiałem się, że może będzie miał do mnie pretensje. Rozmowa była jednak bardzo miła. Miałem wrażenie, że przeprosiny zostały przyjęte. Nie był to z mojej strony brutalny faul. Proszę mi wierzyć - dodaje.

I trudno mu nie wierzyć. Trudno zaś uwierzyć, że w takiej, wydawałoby się niegroźnej, sytuacji pękła kość Szałachowskiego. Obaj zawodnicy ścigali się do piłki w środku boiska. "Szałach" był szybszy i został trącony przez wchodzącego wślizgiem Nowaka. Padł na murawę i za chwilę wił się z bólu. Pojawili się noszowi, potem szybko do karetki i szpitala.

- Proszę Pana, to jest piłka nożna, to są ogromne obciążenia. Wystarczy, że noga zostanie lekko przyciśnięta, ułoży się nienaturalnie i kość pęka. Z tego co mówił Sebastian, to od kopnięcia boli go też łydka, więc musiałaby być w tym siła - tłumaczy doktor Machowski.

Nowak: - Szliśmy obaj na piłkę. Sebastian mnie uprzedził. Może i lekko go kopnąłem, ale na pewno zrobiłem to niechcący. Boisko było śliskie. Nie zmienia to jednak faktu, że stała się tragedia. Kość jest pęknięta i Sebastiana czeka długa przerwa w grze. Trzymam kciuki za jego szybki powrót na boisko.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się