Menu Region

Wichniarek nie daje o sobie zapomnieć Beenhakkerowi

Wichniarek nie daje o sobie zapomnieć Beenhakkerowi

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska
Prześlij Drukuj
Z Arturem Wichniarkiem, napastnikiem Arminii Bielefeld, rozmawia Jacek Kmiecik
Czy drugiego gola dla Arminii w meczu z FC Köln można zaliczyć Panu, czy też była to bramka samobójcza? Piłka wpadła do siatki po odbiciu od poprzeczki i obrońcy Kevina McKenny'ego.
To była moja bramka. Bundesliga zapisała ją na moje konto. Nie moja wina, że obrońca powiesił się na poprzeczce. To nie ta dziedzina sportu.

Po pięciu kolejkach Bundesligi ma Pan więc już pięć goli. Nie daje Pan zapomnieć o sobie trenerowi Leo Beenhakkerowi?

Nie robię niczego dla Beenhakkera. Wyłącznie dla siebie, mojej rodziny i dla tych, którzy mi kibicują. A inne osoby mnie kompletnie nie interesują.

Dwa razy był Pan królem strzelców drugiej Bundesligi. Teraz, jak tak dalej pójdzie, sięgnie Pan po koronę w pierwszej Bundeslidze.
Nie jest to dla mnie cel nadrzędny. Zdobywam gole dające punkty Arminii, które mają pomóc drużynie utrzymać się w Bundeslidze. Tylko to się liczy. A moje gole... Fajnie, że strzelam. Potwierdzam w ten sposób moją markę w Bundeslidze. Dodam tylko, że Arminia to nie Bayern czy Werder, które w meczach stwarzają sobie po dziesięć okazji. Arminia ma ich trzy i tutaj znacznie trudniej o strzeleckie popisy.

W Bielefeldzie jest Pan noszony na rękach. Kibice skandują Pana nazwisko i nazywają Królem Arturem.

Na pewno nie dzieje się tak dlatego, że zdobyłem teraz te pięć bramek. W końcu osiemdziesiąt goli w ciągu ośmiu lat w Bundeslidze ma swoją wymowę. Potwierdza to jedynie, że jestem skuteczny i potrafię grać dla zespołu, podporządkować się zadaniom taktycznym wyznaczonym przez trenera.

W poprzednim przegranym meczu z Bochum nie udało się Panu jednak wpisać na listę strzelców.
Marcin Mięciel, który gra w VfL, zdradził, że przed meczem trener uczulił ich, by zwracali uwagę zwłaszcza na Pana, i pilnowało Pana aż trzech obrońców.

Bochum wyraźnie nam nie leży. Zagraliśmy z nim najsłabszy mecz w tym sezonie i zasłużenie przegraliśmy. Ja, jak powiedział Marcin, miałem utrudnione zadanie. Zdaję sobie sprawę, że w kolejnych meczach będzie podobnie. Trenerzy przydzielać mi będą kilka "plastrów". Dlatego dobrze byłoby, żeby koledzy odciążali mnie i również próbowali strzelać. Zyska na tym drużyna. Bo nie chodzi o to, by trafiać w przegranych po 1:4 meczach, lecz zdobywać punkty niezbędne do utrzymania w Bundeslidze.

Z FC Köln zachował się Pan jak rasowy cwaniak. Przy golu ograł Pan dwóch obrońców i bramkarza.
Wykorzystałem gapiostwo rywali i z zimną krwią zdobyłem bramkę. Lata gry w Bundeslidze robią swoje. To zasługa umiejętności i doświadczenia. Ufa mi też trener. Przed sezonem powiedział mi, że jestem dla niego numerem jeden. To daje mi komfort psychiczny, a dzięki niemu mogę się w pełni piłkarsko zrealizować. Nie powiem, żebym wcześniej w mojej karierze miał zawsze taki komfort.

Czy definitywnie zrezygnował Pan z gry w kadrze Leo Beenhakkera?

Nie jestem przecież dzieckiem, żeby co tydzień zmieniać zdanie. Decyzji nie podjąłem pochopnie. Długo ją przemyśliwałem. To nie jest tak, że po ośmiu latach przerwy nagle się przypomniałem i strzeliłem pięć goli. To mój trzeci kolejny udany sezon w Bundeslidze. Od powrotu do Arminii zdobyłem już dwadzieścia pięć bramek. I niestety nikt tego ze sztabu reprezentacji nie dostrzegł.

Trener Beenhakker mówił, że nie uznaje Pana rezygnacji, bo nie zadzwonił Pan do niego i nie powiadomił go o tym osobiście.
Jeżeli miałbym zadzwonić , to musiałbym mieć jego numer telefonu. A przez dwa i pół roku ani on, ani nikt ze sztabu do mnie nie dzwonił. A o ile wiem, w książce telefonicznej tego numeru nie znajdę. Wysłałem oficjalne pismo listem poleconym na adres PZPN, do rąk własnych prezesa Listkiewicza, by nie brano mnie pod uwagę przy powołaniach, gdy kadrę prowadzi Beenhakker. To musi wystarczyć. Nie byłem brany pod uwagę od czterech lat. W meczu z Czechami po 45 min uznano, że się nie nadaję. Nie oszukujmy się, w tej reprezentacji trener ma inne spojrzenie na piłkę.

W meczach z Czechami i Słowacją ewentualne zwycięstwa Polaków oddalać będą Pana powrót do kadry.
Życzę reprezentacji jak najlepiej i wcale nie czekam na jej potknięcia. Jestem Polakiem i bez względu na moją sytuację kibicuję oczywiście naszej drużynie narodowej. Nie muszę promować się przez reprezentację, jak niektórzy mi zarzucali, bo co tydzień promuję się na boiskach Bundesligi. I to jest dla mnie najważniejsze.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się