Menu Region

Malaika nie chce wracać. Chce tańczyć

Malaika nie chce wracać. Chce tańczyć

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Bałtycki

Magda Popek

1Komentarz Prześlij Drukuj
Nastoletnia afrykanka Malaika, która od roku mieszka w Gdańsku, nie chce wracać do Ghany. Podoba jej się w Polsce. Podoba jej się u rodziców Kingi Choszcz - podróżniczki, która wykupiła dziewczynkę z niewoli. 9 czerwca minęły dwa lata od śmierci Kingi Choszcz.
Kilka tygodni przed śmiercią na ghanijskim odcinku podróży po Afryce Kinga spotkała Malaikę. Wtedy dziewczynka miała na imię Akua. Wysłana do Abidjanu (Wybrzeże Kości Słoniowej), pracowała po kilkanaście godzin dziennie w przydrożnym barze. Tam zobaczyła ją Kinga, szukająca dziecka, któremu mogłaby pomóc.

Akua nie była jedyna. Wiele rodzin z Ghany nie stać, by posłać dzieci do szkoły. Do półniewolniczej pracy najczęściej wysyłane są te najstarsze. Dzieciaki wyjeżdżają do innych miast, do innych krajów. Ich rodziny dostają w zamian niewielką gratyfikację finansową.

Z naszego punktu widzenia sprawa jest prosta - dzieci są sprzedawane do pracy. Ciężkiej pracy, za którą dostają jedzenie i coś do ubrania.

W Ghanie to zjawisko nie jest tak jednoznaczne. Bieda sprawia, że pracują już 10-letnie dzieci. Inaczej rodzina nie miałaby z czego żyć.

Choć Akua była jednym z tysięcy dzieci, które za sprawą pośredników trafiły na Wybrzeże Kości Słoniowej z Ghany, Mali i Burkinaa Faso, jej historia różni się od historii innych. Zmieniła się za sprawą Kingi.

Gdańszczanka za 50 dolarów wykupiła dziewczynkę z pracy i odwiozła do domu. Tam nadała jej nowe imię - Malaika. Wysłała małą do szkoły i ruszyła w dalszą drogę. Planowała wrócić do Moree, rodzinnego miasteczka Malaiki (czy raczej 18 -tys. wsi, bez dróg i infrastruktury), by przywieźć dziewczynce szkolną wyprawkę i plecaczki dla innych ghanijskich dzieci. Zakupy zrobiła, jednak do Moree nie wróciła. Zmarła na malarię mózgową.

Kinga zainspirowała wiele osób, które postanowiły walczyć o lepszy los afrykańskich dzieci. Rodzice Kingi - Krystyna i Renardo - założyli fundację Freespirit, która objęła opieką przede wszystkim rodzinną wioską Malaiki. Zajęli się też Malaiką.

- Nie umiała niczego, co powinna umieć uczennica. Miała 11 lat, nigdy nie chodziła do szkoły. Kinga zapisała ją do pierwszej klasy - opowiada Krystyna Choszcz. - Była dwa razy większa od reszty dzieci, bo tam naukę w prywatnych szkołach zaczynają często 5-, 6-latkowie. Nie czuła się dobrze, więc postanowiliśmy przenieść ją do trzeciej klasy, gdzie były też dzieci w jej wieku. Zapłaciliśmy za indywidualne lekcje dla Malaiki, by mogła wyrównać różnice programowe - mama Kingi przez wiele lat była nauczycielką.

- Gdy przyjechałam do Moree, żeby spotkać się z Malaiką, zobaczyć jak są prowadzone jej lekcje, jakie robi postępy, okazało się, że właściwie nie robi żadnych. Dodatkowe lekcje odbywają się sporadycznie, a z takimi zaległościami powinno ich być bardzo dużo.

Rodzice Kingi zaprosili więc dziewczynkę na wakacje do Polski. By dostać paszport, pani Krystyna musiała załatwić jej akt urodzenia.

- Wiele dzieci w Ghanie go nie ma. Za wystawienie trzeba zapłacić kilka dolarów, dla rodziców to zbyt duży wydatek - opowiada. - W akcie wpisaliśmy, że Malaika urodziła się 8 sierpnia 1995 roku. Taką datę podała nam jej babcia, chociaż jestem prawie pewna, że dziewczyna jest starsza. Myślę, że ma już 14 lat.

Po załatwieniu formalności dziewczynka przyjechała do Polski.

- Dwa miesiące miały być sprawdzianem, czy nasze relacje się ułożą. Czy Malaika będzie chciała zostać dłużej, czy podołamy zadaniu. Było dobrze, zaproponowaliśmy więc Malaice i jej rodzinie, by spędziła u nas rok i w tym czasie chodziła do szkoły.

Dla Malaiki to najszczęśliwszy rok w życiu. Jedynym cieniem jest fakt, że minie w lipcu, a ona nie chce wracać do Ghany. - Smutno mi, że wyjeżdżam - mówi zabawną, lecz zrozumiałą polszczyzną. - Chcę zostać. Tu jest dobrze, tam nie.

To największy dylemat gdańskiej rodziny dziewczynki. - Wiedzieliśmy, że czeka nas wiele trudnych decyzji - przyznaje pani Krystyna. - Teraz musimy podjąć ważną i trudną decyzję. Kończy się rok szkolny, a z nim zaplanowany u nas pobyt Malaiki. Nie wiemy jeszcze, co zrobimy, co powinniśmy zrobić. Z jednej strony Malaika dobrze się tu czuje, chce zostać, my też się do niej przywiązaliśmy. Z drugiej jest zdrowy rozsądek, chęć dania jej czegoś trwałego. Tutaj nie ma szans zdobyć zawodu, nadrobić zaległości między nią, a polskimi dziećmi od początku inaczej wychowywanymi.

Malaika chce być nauczycielką afrykańskiego tańca. Tu nie mamy nauczyciela, który pomógłby jej się uczyć, zrealizować marzenie. W Moree stworzyliśmy Centrum Edukacyjno-Kulturalne. A raczej tworzymy. Na razie otworzyliśmy bibliotekę, działa zespół taneczno-wokalny. Mamy świetnego nauczyciela. Są tam nasi wolontariusze, którzy uczą, pomagają, podpowiadają. Więc dobrze, że Malaika zaczęła uczyć się polskiego.

Zespół jest powodem, dla którego Malaika trochę mniej smuci się na myśl o wyjeździe.
- Chciałabym tańczyć. Kocham taniec - mówi. O tańcu opowiada długo i z pasją. Zrywa się z miejsca, gestykuluje, oczy jej się świecą. Uśmiech zasłania całą Malaikę. Ale boi się wrócić do biedy. Z trudem przyjmuje argumenty, że w Moree nie będzie musiała pracować. Że fundacja opłaci jej szkołę, że będzie tańczy w zespole, że będzie pomagać wolontariuszom.

- W Polsce jest dobrze - mówi. - Chciałabym, żeby w Afryce starsze dzieci też mogły chodzić do szkoły. Żeby wszystkie dzieci mogły... i nie musiały pracować.

Prawdziwą szkołę dziewczynka poznała w Gdańsku. Właśnie kończy czwartą klasę w Szkole Podstaowej im. Jana de la Salle. Lubi tam chodzić, choć nauka nie jest jej największą pasją.

- Mam fajne koleżanki i kolegów. Cała moja klasa jest za mną. Kiedy pewien chłopak mnie popychał, wszyscy się za mną wstawili - mówi z satysfakcją. - Lubię, jak się bawimy na przerwach, lubię muzykę i koszykówkę.

Mówi o zielonej szkole, z której niedawno wróciła, o dyskotecem na której tańczyła z Łukaszem, o wycieczkach po Polsce z rodziną Choszczów, o prezentach na gwiazdkę, nowych ubraniach, o śniegu, który w tym roku był tak krótko, że nie zdążyła pójść na sanki... O tym, że zimą jest bardzo zimno, ale skóra jest mniej czarna, a bardziej brązowa, a dla niej to bardzo ważne. Śmieje się, że lubimy się opalać i chodzić na solarium, by mieć ciemniejszą karnację. Gdy mówi o Afryce się martwi, że znów będzie ciemniejsza.

Robi postępy w nauce. Można się z nią porozumieć po polsku i po angielsku. Czyta i pisze łatwiejsze słowa, liczy, dodaje pisemnie.

- Myślę, że najważniejsze, czego się tu nauczyła, to że warto się uczyć, że trzeba chodzić do szkoły - mówi pani Krystyna. - W Ghanie, choć teoretycznie istnieje obowiązek szkolny, większość dzieci do szkoły nie chodzi. Malaika dopiero teraz zaczyna rozumieć, że od nauki nie można się uchylać. Choć jako typowa nastolatka zna przyjemniejsze sposoby na spędzanie wolnego czasu...

Ale Krystyna Choszcz, prezes fundacji Freespirit, martwi się nie tylko o Malaikę.

- 16 czerwca to Międzynarodowy Dzień Pomocy Dzieciom Afrykańskim. Chcemy go wykorzystać, by mówić o sytuacji dzieci w Afryce. O tym, że w afrykańskiej klasie jest często 80 i więcej dzieci. Chcemy tłumaczyć, że to nie jest problem Afryki tylko nas wszystkich - mówi pani Krystyna. - Nasza fundacja koncentruje się na Moree, ale takie same problemy ma duża część Afryki.

Fundacja Freespirit działa półtora roku.
- Staramy się zdobyć środki i pomoc większej liczby wolontariuszy, by powstało centrum edukacyjno - kulturalne ze szkołą języków, klasą artystyczną, czytelnią. Chcemy, by mieszkańcy Moree, którzy w 95 procentach utrzymują się z połowu ryb, zdobyli inne zawody. Gdy wszyscy mają ryby, a nikt nie ma nic innego, nie ma szans na rozwój miasteczka. Stąd pomysł zespołu. Dzieciaki będą mogły uczyć tańca w Afryce, czy w Europie. A jest wielu chętnych do nauki.

Możemy zabierać zespół w trasy, promować fundację i w ten sposób pomagać co raz większej liczbie osób. Chcemy by wszystkie dzieci, na razie z tego jednego miasteczka, mogły się uczyć. Dotą stać nas było tylko na objęcie opieką setki pierwszaków, w tym dziesięciu sierot. Ale potrzeby są znacznie większe.

Malaika tylko kiwa głową. Ona wie najlepiej, jak wiele trzeba...
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Malajka

+143 / -137

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Bilinek (gość)  •

Wiemy co Państwo Hoszcz zrobili z Malajką myśle że mają takich w szeregach można wątpiąc o celowości waszego działania.
Tym bardziej, że zostawili swoją decyzje bez komentarza można z tego zrozumieć, że mają tam dzieci bardzo dobrze, kiedy wysyła się je tam z powrotem muwiąc, że tam lepiej będzie się rozwijała, mam pytanie, po co jest tam pomoc?
Wybaczcie państwo, ale takich pytań jest więcej wole je nie cytować.

s_bilinski@op.pl

odpowiedzi (0)

skomentuj