Menu Region

Rozpalona samba Doroty Miśkiewicz

Rozpalona samba Doroty Miśkiewicz

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Marek Świrkowicz

Prześlij Drukuj
W poniedziałek do sklepów trafia jej najnowsza płyta "Caminho". O brazylijskich fascynacjach i przekraczaniu granic jazzu z Dorotą Miśkiewicz rozmawia Marek Świrkowicz.
Zna Pani portugalski?
Nie, ale chciałabym. Nawet kiedyś zaczęłam się uczyć. To język, który nierozerwalnie kojarzy mi się z sambą i bossa novą. Brzmi pięknie!

Skąd zatem ten egzotyczny tytuł nowej płyty?
Kiedy śpiewam swoje piosenki, zanim jeszcze powstaną do nich teksty, używam nieistniejącego narzecza, które bardzo przypomina portugalski. Tak właśnie było z piosenką tytułową z tej płyty. Gdy wysyłałam Grzegorzowi Turnauowi wersję demo, żeby napisał do niej tekst, nuciłam sobie "minio kaminio". Grześ zamienił to na "miń ją, caminho". Odkrył, że "caminho" to po portugalsku "droga". Spodobała mi się wieloznaczność tego słowa i zawarta w nim poezja. A przy okazji chciałam zwrócić uwagę słuchaczy na moje brazylijskie fascynacje.

Co Panią szczególnie kręci w brazylijskiej muzyce?
Rytm. Jego żywiołowość i odmienność od tego, co znamy. To trochę tak jak w jazzie, gdzie rytm nie jest metronomiczny, ale swinguje, kołysze się. Samba też się kołysze, tyle że w nieco inny sposób. I te nierówności bardzo mi się podobają. Rytm jest czymś pierwotnym, czego nie można ująć w żadne ramy. To jedyny element muzyki, który może istnieć bez pozostałych elementów - melodii i harmonii. Melodia zawsze musi być w jakimś rytmie, rytm jest samowystarczalny.

Kto zaszczepił w Pani miłość do brazylijskich klimatów?
W dzieciństwie bardzo lubiłam słuchać płyt Sergio Mendesa czy Astrud Gilberto i po latach ta fascynacja wróciła do mnie ze zdwojoną siłą. Zawsze myślałam, że polska wokalistka powinna się skupić na polskiej muzyce. Jednak podczas prac nad nową płytą doszło do mnie, że nie muszę przecież dosłownie kopiować muzyki brazylijskiej, a tylko odpowiednio dobarwić nią moje piosenki.

I jak Pani sądzi? Udało się pogodzić Polskę z Brazylią?
Moim zdaniem tak. Gdy zaczynaliśmy pracę, nie wiedzieliśmy kompletnie, co z tego wyjdzie. Mieliśmy nagrane tylko wstępne partie gitary i wokalu, do których dogrywał nasz Brazylijczyk - Guello. I jego przeszkadzajki były pierwszą rzeczą, którą nagraliśmy na czysto. Potem pozostali muzycy musieli się do nich dopasować. A nie ukrywam, że nie było to łatwe.

1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się