Menu Region

Sapa znów dogoniony, wyścig ma nowego lidera

Sapa znów dogoniony, wyścig ma nowego lidera

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Oskar Berezowski, Maciej Stolarczyk Rzeszów

Prześlij Drukuj
Mistrz Belgii mistrzem finiszu w Polsce. Czwartkowy etap z Nałęczowa do Rzeszowa wygrał Roelandis Jurgen z Silence Lotto. Znów nikt nie był w stanie pokonać rozpędzonego jak lokomotywa peletonu.
Główna stawka pozwalała śmiałkom na odskakiwanie, ale gdy sprinterzy zgłosili swoim dyrektorom technicznym, że chcą się ścigać na ostatnich metrach, ekipy narzuciły mordercze tempo i w mieście liczyli się eksperci od walki na ostatnich kilometrach. Koszulkę lidera przejął Hiszpan Rojas Gil (Caisse d'Epargne).

Bohaterem czwartkowej drogi przez mękę (ponad 230 km w lodowatym deszczu) był jednak znów Marcin Sapa. Reprezentant Polski to najtwardszy z uciekinierów w tegorocznym Tour de Pologne. To już trzeci etap z rzędu, gdy ten zawodnik dołącza do jakiejś odskakującej grupki.

- Co ja zrobię, że ja to uwielbiam - śmieje się Sapa i dodaje, że Wyścig Dookoła Polski to dla niego szansa, żeby się pokazać.

- Nie jestem sprinterem, nie walczę zbyt dobrze w wysokich górach, ale mam serce do walki i muszę to pokazać. Gonią mnie od trzech dni najlepsi kolarze świata. Zawsze łapią na rundach w mieście, ale taki to już los uciekiniera - mów Sapa.

Polak nie jest jednak jeźdźcem bez głowy. Dobrze wie, jak skonstruować akcję, która może się udać. Jego zdaniem powinien zyskać 10 minut przewagi nad główną grupą i gdzieś na 80 km przed metą trochę zwolnić. Goniący muszą wtedy uwierzyć, że słabnie, ale najdalej na 30 km przed metą trzeba znów przycisnąć. Tyle teoria.

- W praktyce dobrze mieć mocnych partnerów w ucieczce, którzy pomagają w odjeździe. Na razie nie miałem szczęścia do dobrego składu - mówi Sapa.

I rzeczywiście w czwartek uciekał od samego startu z piątką zawodników. Przed wjazdem do Rzeszowa zostali jednak wchłonięci przez główną grupę. Nie pomogły nawet jabłka. Rodzina Marcina Sapy ma sad i na tour wyposażyła go w jabłka. Wypełniają one część bagażnika dyrektora sportowego reprezentacji Polski Piotra Wadeckiego.

- To nasza tajna broń. Zamiast żelów energetycznych dajemy im jabłka od Sapy i jadą jak złoto - żartował Wadecki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się