Menu Region

Być gliniarzem w Rio de Janeiro

Być gliniarzem w Rio de Janeiro

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marek Świrkowicz

Prześlij Drukuj
Jeśli Rio de Janeiro kojarzy wam się jedynie ze słonecznymi plażami, pięknymi kobietami i kołyszącym rytmem samby, po dwugodzinnym seansie "Elitarnych" natychmiast zmienicie zdanie.
W swoim fabularnym debiucie zdolny dokumentalista José Padilha zabierze was bowiem na krwawą i bezkompromisową wycieczkę po najbardziej przerażających zaułkach światowej stolicy karnawału.

I zrobi wszystko, abyście raz na zawsze uwierzyli, że w tym malowniczym, skąpanym w słońcu mieście korupcja osiąga rozmiary gargantuiczne, a główną przyczyną śmierci obywateli przed trzydziestką nie są choroby czy wypadki, ale przemoc.


Nie przypadkiem mrożący krew w żyłach film, za który Padilha zgarnął Złotego Niedźwiedzia na tegorocznym festiwalu w Berlinie, jeszcze przed premierą porównywany był do największego hitu brazylijskiej kinematografii ostatnich lat - "Miasta Boga" Fernanda Meirellesa.

I to nie tylko dlatego, że ostateczny szlif scenariuszowi "Elitarnych" nadał nominowany do Oscara współpracownik Meirellesa Braulio Mantovani. Obydwie fabuły są bowiem jak awers i rewers, ukazują te same zjawiska z dwóch uzupełniających się punktów widzenia. Bo o ile w "Mieście Boga" mogliśmy podejrzeć środowisko trzęsących brazylijskimi fawelami kryminalistów, o tyle tym razem na kinematograficznym celowniku mamy ich najbardziej znienawidzonych antagonistów - policję.

Nie spodziewajcie się jednak hollywoodzkiej opowieści o szlachetnych, odzianych w nienagannie skrojone garnitury gliniarzach, którzy swoimi sportowymi wozami ścigają obmierzłych bandziorów, aby w glorii doprowadzić ich przed oblicze sprawiedliwości. Brazylijska policja sportretowana w "Elitarnych" to banda bezwzględnych, skorumpowanych do cna oprychów, którzy od morderców i dilerów z przeciwnej strony barykady różnią się jedynie krojem i kolorem uniformów.

A ich praca do złudzenia przypomina sytuacje doskonale znane z komputerowych nawalanek w stylu słynnego "Counter Strike'a".

"To jest wojna. A na wojnie nie ma zabawy. Dlatego szkolimy naszych ludzi lepiej, niż robią to w Izraelu" - mówi w pewnym momencie jeden z bohaterów filmu. Tu nie ma miejsca na ostrzegawcze okrzyki czy strzały w powietrze. Tu się strzela, żeby zabić.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się