Wrześniowy odczyt indeksu cen transakcyjnych mieszkań w porównaniu z ubiegłym miesiącem był niższy o niemal 1,4 proc., po raz kolejny osiągając nowy minimalny poziom w jego blisko czteroletniej historii - wynika ze wspólnego raportu Home Broker i Open Finance. Największe spadki odnotowano w Gdańsku, Wrocławiu i Gdyni.
Z raportu wynika, że w skali 12 miesięcy przeciętny nominalny spadek cen mieszkań wynosi już ponad 3 proc., a jeśli uwzględnić roczną inflację, która po sierpniu sięgnęła 4,3 proc., to realny spadek cen przekroczył już 7 proc.
Czytaj też: Jak utrzymać mieszkanie? Oszczędni zapisują się do spółdzielni
W rozbiciu na poszczególne miasta w skali roku ceny najbardziej spadły w Gdańsku (o 6,9 proc.), Wrocławiu (5,9 proc.) i Gdyni (4,9 proc.). Nie wszędzie jednak zanotowaliśmy spadek średniej ceny, bo np. w Łodzi czy Lublinie były one wyższe o odpowiednio 5,6 i 4,1 proc.
W ostatnim miesiącu z kolei największe przeceny dotknęły Gdynię (3,3 proc), Bydgoszcz (1,9 proc.) oraz Gdańsk i Poznań (po 1,7 proc.), a wzrosty odnotowano w Białymstoku (1,8 proc.), Krakowie (1,2 proc.) i Szczecinie (0,8 proc.).
Niewiele zmieniła się także cena warszawskich mieszkań. W ciągu ostatniego roku średnia cena mieszkania spadła o 0,8 proc. Mniej korzystny był natomiast wrzesień, gdzie ceny poszły w dół o 1 proc.
Oznacza to, że po około dwuletniej względnej stabilizacji cen na rynku mieszkaniowym ceny zaczynają wykazywać coraz silniejszą tendencję spadkową. - Składa się na to wiele czynników, a wśród najważniejszych należy wymienić nadmierny optymizm deweloperów wprowadzających do sprzedaży więcej mieszkań, niż rynek jest w stanie wchłonąć - mówi Bernard Waszczyk, analityk Open Finance.
Czytaj też: Wysoka podaż zbija ceny mieszkań
Wzrostowi popytu nie sprzyjają zmiany na rynku kredytowym ograniczające zdolność kredytową, a więc kwoty, które mogą posłużyć na zakup mieszkania przez gospodarstwo domowe. Znaczący wpływ na ograniczenie popytu mają też zmiany w rządowym programie dopłat "Rodzina na swoim", bardzo ograniczające liczbę jego ewentualnych beneficjentów. Do odłożenia decyzji o zakupie własnego lokum - bez względu na to, czy będzie to zjawisko realne, czy bardziej wirtualne - skłania z pewnością druga fala kryzysu, o której bliskim nadejściu każdego dnia można usłyszeć w mediach. - Wszystko to skłania do wniosku, że ceny mieszkań w dalszym ciągu mogą spadać - dodaje Waszczyk.
Jednak zdaniem Bartosza Turka, analityka Home Broker, ogłaszanie dziś tendencji spadkowej może być przedwczesne. - Trzeba bowiem przypomnieć, że w ostatnich 12 miesiącach cztery razy ceny rosły, trzykrotnie się nie zmieniły i pięć razy doszło do spadku. Nie byłoby więc nadużyciem stwierdzenie, że ceny mieszkań pozostają relatywnie stabilne - tłumaczy Bartosz Turek.
Zdaniem analityków w przyszłości negatywnie na popyt na mieszkania wpłynie wprowadzenie w życie nowych zapisów rekomendacji S. Zmiany w sposobie szacowania zdolności kredytowej spowodują, że osoby lepiej zarabiające będą mogły pożyczyć nawet o połowę mniej niż obecnie.
Czytaj też: Nie będzie już kredytów zaciąganych na całe życie: Maksimum to 25 lat
Najprawdopodobniej odbije się to najmocniej na rynku droższych domów i mieszkań. - Jest to kolejny argument, który pada z ust pesymistów przewidujących w kolejnym roku spadki cen mieszkań - tłumaczy Turek. W warunkach tych nie powinno więc dziwić, że po raz kolejny prognozy doradców Home Broker nie są optymistyczne. W najbliższym roku spodziewają się oni korekty cen na poziomie 2,2 proc. Jest to jednak miara uśredniona dla największych miast. Większej przeceny spodziewają się lokalni eksperci z Lublina, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Wciąż o możliwych wzrostach cen można mówić w Katowicach, gdzie ceny mieszkań w porównaniu do zarobków pozostają na relatywnie niskim poziomie.