Menu Region

Przez siedem dni głodował, aby zobaczyć syna

Przez siedem dni głodował, aby zobaczyć syna

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Janusz Pawul

1Komentarz Prześlij Drukuj
Andrzej Pita przejechał ponad 100 km z Kierszówka do Lubania na Dolnym Śląsku, aby zobaczyć syna.
Jego była żona nie chciała mu otworzyć drzwi mieszkania. 39-letni mężczyzna przez miesiąc koczował na parkingu pod jej domem. Przez ostatni tydzień prowadził tam głodówkę. W końcu karetka pogotowia zabrała go do szpitala psychiatrycznego w Bolesławcu.

- Teraz pewnie będą próbowali zrobić z niego osobę niezrównoważoną psychicznie, ale to on ma rację. Kocha swoje dziecko i walczy o nie, jak potrafi - komentuje Zbigniew Kychowski z wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca.

Małżeństwo jest po rozwodzie, w sądzie rodzinnym trwa proces o ustalenie ojcu widzeń z dzieckiem.
- Krzyś jest niepełnosprawny. Urodził się z zespołem Downa. Wtedy jego matka zostawiła go w szpitalu i przez pierwsze dwa lata opiekował się nim mój syn - opowiada ojciec Andrzeja, Jan Pita, który przyjechał do Lubania ratować Andrzeja.

Po rozwodzie sąd przyznał opiekę nad dzieckiem matce, która zabrała chłopca i przez ostatnie dwa lata utrudniała ojcu widzenia z małym. - To dlatego Andrzej przyjechał do Lubania. Nie chciał niczego więcej, tylko widzieć się z synem - opowiada jego siostra, Bożena Pita. - Krzyś jest dla niego całym światem - dodaje.

Zdesperowany mężczyzna nie reagował na prośby ojca i siostry. Nie posłuchał także strażników miejskich. - Rozmawiałem z nim i kupiłem mu bułkę, ale jej nie chciał - relacjonuje Krzysztof Jaworski z lubańskiej straży miejskiej.

Była żona Andrzeja Pity nie chciała z nami rozmawiać. Nie otworzyła drzwi. Jej sąsiedzi nie mają o kobiecie najlepszego zdania. - Jak można pozwolić, żeby człowiek zdychał w samochodzie jak pies z tęsknoty? - dziwi się Mikołaj Zarycki, sąsiad kobiety.

Rodzina Andrzeja jest oburzona opieszałością lubańskiego sądu. Zdaniem Jana Pity, to właśnie brak decyzji w sprawie widzeń doprowadził do desperackiego kroku jego syna.

- Znam sprawę Andrzeja. Wielokrotnie z nim rozmawiałem. To człowiek o gołębim sercu - zapewnia Kychowski ze Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca. - Nie rozumiem, dlaczego sąd nie podejmuje decyzji w sprawie widzeń.

Podkreśla, że w sądach ojcowie są dyskryminowani, o czym najlepiej świadczy przypadek Andrzeja. Matka małego Krzysia porzuciła go w szpitalu, nie interesowała się losem dziecka przez blisko 2 lata. To Andrzej wziął urlop wychowawczy i opiekował się malcem, jeździł z nim na rehabilitację.

Jednakże podczas rozprawy rozwodowej sąd przyznał opiekę nad dzieckiem matce. Jerzy Chruściak, prezes Sądu Rejonowego w Lubaniu, nie zgadza się z zarzutem opieszałości. - Ta sprawa faktycznie toczy się od ponad roku, ale nie z winy sądu - zapewnia Chruściak. Według niego, na kolejne ustalone terminy była żona Andrzeja Pity się nie zgłasza.

- W sprawach przed sądem rodzinnym nie ma przymusu doprowadzenia. Jedyne, co może zrobić sąd, to wziąć pod uwagę postawę matki przy rozstrzyganiu tej sprawy - mówi prezes Chruściak.
Kolejne posiedzenie wyznaczono na koniec września.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Pomórzcie Andrzejowi

+5 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

PrzemysLaw CymbaLa (gość)  •

ZNAM TEGO CZŁOWIEKA OSOBIŚCIE,JEST BARRDZO INTELIGENTNĄ I ZRÓWNOWAŻONĄ OSOBĄ-A PRZYNAJMIEJ BYŁ DO CZASU AŻ ZOPSTAŁ POZBAWIONY KONTAKTU Z SYNKIEM KTUREGO WYCHOWYWAŁ SAMOTNIE PRZEZ PIERWSZE LATA JEGO ŻYCIA. ANDRZEJ ZOSTAŁ OFIARĄ NASZEGO CHOREGO SYSTEMU PRAWNEGO-MATKA NIE ZAWSZE JEST ODPOWIEDNIĄ OSOBA DO OPIEKI.

odpowiedzi (0)

skomentuj