Menu Region

W sejmie trwa wielka awantura o sześciolatki

W sejmie trwa wielka awantura o sześciolatki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Kula

7Komentarzy Prześlij Drukuj
Edukacja ma być zreformowana dopiero w 2015 r. Opozycja nie chce dokładać belfrom roboty.
Tasiemcowa debata w Sejmie o stanie polskiej oświaty pokazała jedno: minister edukacji Katarzyna Hall musi walczyć o każdy głos poparcia na lewicy i za wszelką cenę dążyć do kompromisu z kojarzonym z nią Związkiem Nauczycielstwa Polskiego. Bez tego zaplanowane z rozmachem reformy mogą spalić na panewce. Także ta czołowa dla rządu Tuska, posyłająca od 2009 r. do pierwszych klas sześciolatki.

Ma być wprowadzana w trzech etapach. Aż do 2011 r. w pierwszych klasach dzieci siedmioletnie uczyłyby się z młodszymi o rok. Głosy PO do wprowadzenia tej reformy nie wystarczą, a w szeregach PSL pełnej zgody wcale nie widać.

Na wczorajszej debacie z posłami stawiła się więc nie tylko Hall, ale wszyscy jej zastępcy.
Zapewniali z sejmowej mównicy, że posłanie sześciolatków już w 2009 r. do szkoły ma ogromne znaczenie społeczne (bo wcześniejsza edukacja pomoże wyrównać szanse dzieci z zaniedbanych środowisk), że lepszego momentu na start reformy nie będzie (bo w 2009 r. rocznik sześciolatków jest najmniej liczny), a szkoły dostaną pieniądze na przygotowanie klas dla małych dzieci (jest na to 150 mln zł w budżecie).

Ministrowie przekonywali też, że Polska musi więcej dzieci otoczyć opieką przedszkolną (mamy najgorsze przedszkolne statystyki w Unii), że programy nauczania trzeba unowocześnić i odchudzić (bo już 80 proc. uczniów aspiruje do szkół kończących się maturą, a nie da się wszystkich nauczyć wszystkiego), a nauczyciele wreszcie dostaną najwyższe podwyżki od dziesięcioleci. - W 2010 r. w porównaniu do obecnych pensji ma to być skok o blisko 30 proc. I to jest fakt - zaznaczyła wiceminister oświaty od finansów Krystyna Szumilas.

Posłowie zasypali ministrów pytaniami. - Czy rząd policzył, ile małych dzieci na wsiach, pięcio- i sześcioletnich, trzeba będzie dowozić wiele kilometrów do szkół i przedszkoli?- niepokoiła się posłanka SLD i była minister edukacji Krystyna Łybacka. Powiedziała na głos to, o co ludowcy spierają się wewnątrz partii, po cichu. Jeszcze przed zawiązaniem koalicji PO-PSL poseł Tadeusz Sławecki z PSL zaznaczał, że na wożenie malutkich dzieci autobusami do szkół zgody nie będzie.
Krzysztof Gadowski z PO dopytywał, czy rząd odgórnie określi, ile maksymalnie dzieci może liczyć klasa złożona z sześcio- i siedmiolatków, bo różnice rozwojowe między dziećmi mogą utrudnić nauczycielom pracę.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

7

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

do autora `nauczyciele....`

+27 / -23

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Uczennica (gość)  •

Ten, kto to pisał najwyraźniej nie ma zielonego pojęcia o systemnie nauczania i zarobkach poskich nauczycieli, które są nieadekwatne z nakładem ich pracy i wykształceniem. Sformułowanie `bezzasadne flustracje` jest nie na miejscu. Niemiłe wspomnienia z lat szkolnych nie powinny przysłaniac obrazu rzeczywistości.Jeżeli praca będzie się równac godna płaca, nikt nie będzie `niezadowolony`.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Pani minister nie zna prawa?

+27 / -24

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ewa (gość)  •

I nie wie, że polonista nie ma kwalifikacji do świetlicy?

odpowiedzi (0)

skomentuj

A ja się nie zgadzam

+25 / -26

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Mama (gość)  •

A ja się nie zgadzam, żeby mój syn musiał korzystać z brudnej toalety, ćwiczyć na korytarzu, chodzić po stromych i śliskich schodach. Nie chcę żeby dźwigał wielki tornister, uczył się z dziećmi które skończyły zerówkę i mają pojęcie o literach. Nie interesuje mnie budżet , interesuje mnie dobro mojego dziecka a nie wybujałe ambicje pani minister, która dzieci w tym wieku chyba nie ma, bo swoim to takiej krzywdy by nie zrobiła./

odpowiedzi (0)

skomentuj

Ręce precz od moich dzieci!

+32 / -25

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Piotr (gość)  •

To są metody faszystowsko - komunistyczne w których państwo bez pytania zabiera dzieci rodzicom, gdy są jeszcze tak małe i tyle jeszcze musi być w nich ukształowane przez matkę/rodzinę. A potem od najmłodszych lat indoktrynuje się je - najczęściej lewicową ideologią, uczy "patriotyzmu" przez uczenie hymnu "Unii", sfrustrowani nauczyciele znęcają sie psychicznie itd.

odpowiedzi (0)

skomentuj

nauczyciele - zło tego świata

+24 / -28

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

apocaLipsa (gość)  •

niedobrze mi sie robi gdy czytam o szkole, reformach edukacji, a pozniej ubolewajacych komentarzy nauczycieli. Ci ludzie maja za duzo wolnego czasu, 2 miechy wakacji, 17 godzinny czas pracy, do tego calkiem niezla pensje za tak naprawde - nic nie robienie. A biedne dzieci cierpia, bo wiecznie niezadowoleni nauczyciele na nich odreagowuja swoje bezzasadne frustracje. A teraz jeszcze chce sie stresowac dzieci od 6 roku zycia. zenada.... moze w ogole uczmy sie 30 lat, i to ogolnie, coby tak w wieku lat 35 zaczac pierwsza prace? paranoja.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Koniec dzieciństwa

+31 / -24

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

empeer (gość)  •

Podejście do nauki w szkole w tak wczesnym wieku oznacza zabieranie dzieciom najpiękniejszych chwil dzieciństwa

odpowiedzi (0)

skomentuj

Opozycja nie chce dokładać belfrom roboty.

+29 / -26

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

narops (gość)  •

W uzasadnieniu do projektu ustawy o zmianie ustawy - Karta Nauczyciela z dnia 05 września br. znalazł się zapis następującej treści: "W art. 42 ust. 7a proponuje się zmiany w zakresie rejestrowania czasu pracy nauczyciela. Wokół realizowanego czasu pracy nauczycieli narosło bowiem szereg wątpliwości i nieporozumień, których istotą stało się przeświadczenie o niższym niż faktycznie realizowany wymiarze wykonywanej pracy. Proponowany przepis nakłada na szkoły obowiązek rejestrowania nie tylko zatem zadań związanych z realizacją tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin (pensum) ale również zadań dodatkowych. Zmiana pozwoli na ustalenie skali zaangażowania każdego nauczyciela w prace, co będzie miało wpływ na proces zarządzania szkołą i wykorzystywanie motywacyjnych elementów płacy."
Jestem nauczycielem z ponad 20-letnim stażem pracy w szkole. Wierzę teraz, że w MEN -ie pracują ludzie, którzy mają bardzo nieżyczliwy stosunek do nauczycieli i po prostu im nie ufają. Epigoni na miarę rozwiązania, którego symbolem jest biurokratyczne w swojej treści rozporządzenie o nadzorze pedagogicznym z 23 kwietnia 2004 roku. A nade wszystko są to zwolennicy siermiężnych rozwiązań w edukacji. W związku z tym, że nie czuję się poważnie traktowany przez reformatorow, mam jedno, godne ich pytanie. Czy czas przeznaczony na czytanie gazety w toalecie będę mógł zaliczyć jako formę dokształtu do 40 godzinnego wymiaru czasu pracy?

odpowiedzi (0)

skomentuj