Menu Region

Wiktor Świetlik: Sprzedajmy naszych bohaterów

Wiktor Świetlik: Sprzedajmy naszych bohaterów

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Wiktor Świetlik, publicysta "Polski"

Prześlij Drukuj
Dlaczego jest tak, że w fascynujący sposób o najnowszej historii Polski potrafi pisać tylko Walijczyk?
To dobrze, że oprócz karczemnych awantur o kontrowersyjny film o Westerplatte i dyskusji o tym, którzy kombatanci wygwizdali których, polską historię zaczyna się pokazywać także w inny sposób. Taki jak w akcji "Życie za życie", o której piszemy obok.

Zwykliśmy drwić z innych nacji, szczególnie Francuzów i Czechów, że wyolbrzymiają swój opór wobec nazizmu. Mówi się u nas z sarkazmem: gdzież tam kraje, których społeczeństwa masowo kolaborowały, a ruch oporu stanowił dzielną, lecz osamotnioną garstkę, mogą się równać do nas. Z zazdrości opowiadamy dowcipy w stylu tego o uczestnikach powstania paryskiego w 1944 r. - iż po wojnie wszyscy mieli zwyczaj spotykać się co roku w jednej z kafejek na Montmartrze przy stoliku w rogu.

Skala niemieckiej martyrologii nas po prostu drażni. Weźmy taki zamach na Hitlera, czyli spisek grupy sfrustrowanych klęskami na froncie nazistowskich oficerów zakończony fiaskiem. Dziś przedstawiany jest on jako dramatyczny protest przeciwko bestialstwom III Rzeszy, którego bohaterowie przepełnieni byli duchem przyszłej zjednoczonej Europy. Osławiona Biała Róża, pacyfistyczna organizacja studencka, liczyła dokładnie pięć osób. Mniej niż opisywana dziś przez nas rodzina Ulmów, która przypłaciła życiem przechowywanie Żydów. Takich rodzin w całej Polsce były tysiące. O Białej Róży kręcono filmy i pisano książki. Kto słyszał o rzeszowskich Ulmach?

Niestety, ale to nie my powinniśmy śmiać się z innych, to oni powinni drwić. Bo jak to jest, że kraj z największą armią podziemną w historii, zbiorowym oporem, heroizmem Warszawy, akcją "Burza" przez dwadzieścia lat niepodległości nie potrafił tej historii sprzedać za granicą? Jak to jest, że jedynym znanym historykiem piszącym w sposób przystępny i popularyzatorski o najnowszej historii Polski jest Walijczyk, któremu teraz wyrasta amerykański następca? I jak to jest, że bitwę pod Wizną, jeden z bardziej heroicznych epizodów II wojny, potrafiło ciekawiej pokazać kilku szwedzkich muzyków niż wszystkie wysokobudżetowe instytuty, fundusze i komitety razem wzięte?

Czerpać mamy z czego. Mamy bohaterów. Co któryś staruszek, którego mijamy na ulicach polskich miast, narażał się bardziej niż bohaterowie filmów Gibsona. Co któryś z nas miał w rodzinie autentycznych herosów - bohaterów walki z nazizmem czy oporu wobec bolszewizmu zaraz po wojnie. Mamy wolność i spore państwo, z nie tak małym budżetem przeznaczonym na kulturę i politykę historyczną. Wystarczy wreszcie zechcieć, a nie jęczeć nieustannie, że znowu nas krzywdzą i o nas zapominają.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się