Menu Region

W jeden dzień Hirst zarobił 125 milionów dolarów

W jeden dzień Hirst zarobił 125 milionów dolarów

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Dagny Kurdwanowska

Prześlij Drukuj
Damien Hirst rozbił bank. Podczas pierwszej części monumentalnej licytacji w londyńskim Sotheby's został najbardziej kasowym artystą wszech czasów.
W poniedziałek geniusz z Bristolu opchnął 96 nowych prac za łączną sumę 70,5 mln funtów (ok. 125 mln dol.). Do tej pory taki wyczyn nie udał się żadnemu artyście.

Fani jego zwierząt w formalinie, kolorowych czaszek wysadzanych diamentami i szklanych witryn z muchami nie zawiedli. Nie zważając na krach na światowych giełdach, arabscy szejkowie, chińscy i rosyjscy biznesmeni sypnęli groszem (na przedaukcyjnym party można było spotkać m.in. Darię Żukową, dziewczynę Romana Abramowicza). Artysta najwięcej, bo 18 mln dol., skasował za "Złotego byka" (wypchany byk, formalina, złoto). Na drugim miejscu znalazło się "Królestwo" - zapeklowany w formaldehydzie rekin wyszarpał 17 mln (wyceniony był na dziewięć).


O licytacji w Sotheby's huczało już od ponad miesiąca, kiedy w salach galeryjnych szacownego domu aukcyjnego wystawiono na wabia komplet 223 prac Hirsta, które w poniedziałek i wtorek poszły pod młotek. Ostatecznie obejrzało je ponad 21 tys. potencjalnych nabywców. I nie ma się co dziwić rekordowej frekwencji, bo wspólny biznes Hirsta i Sotheby's zakrawał na rewolucję.

Nie dość, że Brytyjczyk stał się pierwszym artystą w 250-letniej historii domu aukcyjnego, któremu zorganizowano tak wielką licytację nowych dzieł (do tej pory Sotheby's i jego największy konkurent Christie's handlowali wyłącznie pracami krążącymi na rynku sztuki co najmniej pięć lat), to jeszcze specjalnie dla niego zgodzono się pominąć marszandów.

Właśnie ta zagrywka wzbudziła najwięcej kontrowersji wśród możnych świata sztuki. Bo wydawało się, że bez pośredników żaden artysta sobie nie poradzi. To przecież oni dbają, żeby prace ich podopiecznych trafiały do najlepszych galerii i dzięki temu rosły w cenę.

Hirstem opiekowało się do tej pory trzech największych dealerów: Charles Saatchi (w 2003 r. panowie pokłócili się - jakżeby inaczej - o pieniądze i zakończyli współpracę), Jay Jopling i Larry Gagosian. Od każdej transakcji pobierali jednak kilkanaście procent dla siebie, i ten haracz zaczął w końcu ciążyć pazernemu artyście. Cichcem zaczął rozpościerać własne handlowe macki. I kiedy w kwietniu jego konsorcjum Murderme nabrało wiatru w żagle (tuż przed poniedziałkową aukcją wyceniane było na 214 mln dol.), artysta uprzejmie podziękował swoim marszandom.

Spece od rynku sztuki uznali jednogłośnie, że Hirst popełnił komercyjne samobójstwo. Ale w poniedziałek okazało się, że brytol zagrał im na nosie. "Kocham sztukę i widzę, że nie jestem w tym osamotniony" - podsumował swój sukces w Sotheby's Damien Hirst (lat 43, skóra, kości, płyny ustrojowe, ostentacyjna smykałka do interesów).
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się