Menu Region

Męski punkt widzenia

Męski punkt widzenia

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska
Prześlij Drukuj
Są różne sposoby na odcięcie pępowiny, które musi być udziałem każdego wchodzącego w dorosłość człowieka.
Młodemu mężczyźnie ułatwia ten proces pójście do wojska, gdzie nie ma już rodziców i trzeba samemu podejmować decyzje. Dowódca tego nie zrobi, bo on nie jest od rozwiązywania problemów osobistych, tylko od wydawania rozkazów. Dobrym tatusiem na pewno nie jest, a armia nie nadaje się na przystań dla nieudaczników, tylko wychowuje prawdziwych facetów.

Do 2010 r. wojsko ma stworzyć miejsce dla 50 tys.
zawodowych żołnierzy. Dla wielu to szansa na rozwój, stabilną egzystencję, przygodę i niezłą zabawę, o czym można się przekonać, czytając w "Męskiej Rzeczy" fragmenty wywiadu rzeki z komandosem, byłym dowódcą GROM-u generałem Romanem Polką. On sam jest najlepszym przykładem tego, jakie możliwości daje dzisiejsza armia.

Upraszczając nieco życiorys generała, możemy powiedzieć, że został wszechstronnie przeszkolony, stał się jednym z najbardziej poszukiwanych specjalistów, zjechał pół świata i zdobył wielką popularność. Wygląda na to, że zrealizował marzenia, i to nie byle jakie. Zawód żołnierza wiąże się jednak z wielką odpowiedzialnością - w ostatecznym rozrachunku odpowiada on za życie swoje i innych. W tę wyjątkową pro- fesję wpisane są ryzyko i straty. W trakcie 13 misji zagranicznych Wojska Polskiego po 1989 r. zginęło 61 żołnierzy.

A przecież żołnierze giną także na poligonach. Dlatego opowieści generała o armii towarzyszy na naszych łamach krótki raport, odpowiadający na pytanie, czy mimo wszystko warto iść do wojska, ważący argumenty za i przeciw. Kierujemy go nie tylko do młodych ludzi, ale i ich ojców. Niech doradzą swoim synom, czy zamiast jechać do Anglii, może lepiej zostać i dołączyć do armii. Problemu nie mają dzieci wojskowych, które wiedzą, jak jest - z życia, a nie z reklam.

A jest może nie tak źle, ponieważ najwięcej żołnierzy zawodowych pochodzi z województwa zachodniopomorskiego, regionu o dużych wojskowych tradycjach, gdzie dzieci i wnuki chcą kontynuować drogę ojca i dziadka. I chyba jest szansa, żeby było lepiej. To matki żołnierzy lubią powtarzać, że wojsko uczy samodzielności, dorosłości, że jest przecięciem pępowiny, ale to tylko część prawdy. Bywa i tak, że do wojska ludzie uciekają przed odpowiedzialnością i dojrzałością - bo zapewnia wikt, opierunek i daje żyć. W czasach zagrożonych bezrobociem kariera nie do pogardzenia. Ale akurat takich wojsko nie potrzebuje. Lepsze są już pewne swego żołnierki.

Choćby takie jak nasza była koleżanka redakcyjna, dziennikarka "Głosu Wielkopolskiego" Agnieszka Stawik, która w marcu rzuciła redakcję, zdała wszystkie egzaminy i już ćwiczy się w strzelaniu na jednym z poligonów. Na razie kobiet w armii jest ponad tysiąc, ale jeśli wojsko nie będzie wojskiem, zastąpią nas co do jednego.