Menu Region

Osiągnięcie z Bydgoszczy ma szansę trafić do Księgi...

Osiągnięcie z Bydgoszczy ma szansę trafić do Księgi Guinnessa

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Jacek Portala

Prześlij Drukuj
Z Tomaszem Gollobem rozmawia Jacek Portala.
Aż do finału 15 rywali było zupełnie bezsilnych. Dopiero w ostatnim wyścigu wieczoru Greg Hancock i Nicki Pedersen byli sprytniejsi. Trzecie miejsce uważa Pan za sukces, czy może w sercu żal pozostał?
Kiedy wychodziłem z domu na stadion, pomyślałem, że trzecie miejsce na podium będzie sukcesem. Żałuję, że nie pomyślałem o zwycięstwie. Jednak naprawdę jestem szczęśliwy.

W finale Grand Prix Polski przegrałem nieznacznie start.
Walczyłem ostro na szczycie pierwszego wirażu z Nickim Pedersenem. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci skorzystał - tak w telegraficznym skrócie można skomentować tegoroczny finał bydgoskich zawodów. Byłbym rozgoryczony, gdybym nie znalazł się na podium.

Kibice także nie byli rozczarowani. Dziękowali Panu za wspaniały wieczór i niezapomniane przeżycia. Gdyby wygrał Pan w rodzinnym mieście po raz siódmy, to Hancock w klasyfikacji generalnej byłby za plecami kapitana biało-czerwonych...

Nadal zachowuję szansę na jeden z medali. Wykonałem w sobotę dobrą pracę i nie mam sobie nic do zarzucenia. Kibicom dziękuję za gorący, serdeczny doping. Jeśli jeszcze dwa, trzy razy stanę w Bydgoszczy na podium, to moje osiągnięcie zasługiwać będzie na wpis do Księgi rekordów Guinnessa (śmiech).

Ostatni medal indywidualnych mistrzostw świata wywalczył Pan siedem lat temu. Dawno...
Tak, to prawda. Nie ukrywam, że moja tęsknota za piątym krążkiem w klasyfikacji generalnej Grand Prix jest wręcz okrutna! Przed rokiem byłem czwarty w klasyfikacji generalnej, ale przecież mogłem być o stopień wyżej. Katastrofa lotnicza pod Tarnowem wytrąciła mnie mocno z rytmu. Opatrzność jednak czuwała.

Teraz znów jestem czwarty, lecz mam tylko dwa punkty straty do Hancocka. Koncentruję się już na najbliższym turnieju o Grand Prix Włoch. Ze wszystkich sił będę walczył o medal dla Polski, dla siebie, dla moich ukochanych kobiet - żony Brygidy i córki Wiktorii. Mam jednak świadomość, że najgroźniejsi rywale są teraz w wybornej formie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się