Menu Region

Doradca Putina zginął w katastrofie boeinga 737

Doradca Putina zginął w katastrofie boeinga 737

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Michał Różycki

Prześlij Drukuj
Nikt z 82 pasażerów i 6 członków załogi rosyjskiego boeinga 737 nie przeżył wczorajszej katastrofy na przedmieściach miasta Perm na Uralu. Ofiar mogło być więcej: aż 45 osób nie zdążyło wejść na pokład.
Pięć osób, które miały wykupione bilety, spóźniło się na lotnisko Szeremietiewo w Moskwie. Z kolei około 40 rosyjskich turystów, którzy powracali z zagranicznego odpoczynku nie zdążyło na czas przejść rejestracji.

Według wstępnych ustaleń przyczyną katastrofy była awaria jednego z silników. Jednak rosyjskie media podejrzewają, że był to zamach. W katastrofie zginął gen. Giennadij Troszew, dowódca dwóch wojen czeczeńskich i były doradca ówczesnego prezydenta Władimira Putina.

Choć według listy opublikowanej przez rosyjskie władze w katastrofie zginęło aż 88 osób, żadne nazwisko nie budzi takich emocji jak Troszew. Według rosyjskich mediów leciał do Permu na zawody rosyjskiej sztuki walki sambo.

Jego śmierć wywołała w Rosji falę spekulacji. Podejrzewa się, że katastrofa była tak naprawdę zamachem terrorystycznym, którego celem był Troszew. Generał był jednym z najpopularniejszych wojskowych w Rosji, wielokrotnie odznaczanym za udział w walkach w Czeczenii w latach 90. Ma tytuły Bohatera Federacji Rosyjskiej i honorowego obywatela Czeczenii. Na Kremlu mówiono nawet, że byłby idealnym kandydatem na jej prezydenta.

Organizacje praw człowieka oskarżały go jednak o dokonywane tam zbrodnie. Zarzucano mu, że pozwalał żołnierzom na łamanie w Czeczenii praw człowieka. Jego wypowiedzi świadczyły w tej sytuacji przeciwko niemu. Wielokrotnie wypowiadał się za publicznymi egzekucjami czeczeńskich separatystów.

- Zrobiłbym tak: zebrałbym wszystkich na placu i powiesił bandytę, niech wszyscy patrzą - mówił Troszew w wywiadzie dla dziennika "Izwiestia".

By wyciszyć oskarżenia, Kreml w grudniu 2002 r. chciał odwołać go z Kaukazu na placówkę na Syberii. Generał odmówił jednak wykonania rozkazu ówczesnego szefa MON Siergieja Iwanowa. Konflikt zażegnał dopiero prezydent Putin, tworząc dla niego stanowisko doradcy ds. kozactwa.

Czeczeńscy bojownicy mieliby więc doskonały motyw, by dokonać zamachu na znienawidzonym wojskowym, któremu już wcześniej grozili śmiercią. Znamienna miała być data - wczoraj 43 lata kończył prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Oficjalne źródła utrzymują, że jak dotąd nic nie wskazuje na działania terrorystów. - Powinniśmy poczekać na koniec śledztwa - mówił dyrektor Aerofłotu Walerij Okułow. Zagadkę mogą rozwiązać znalezione na miejscu katastrofy dwie czarne skrzynki.

Do katastrofy doszło w niedzielę około godziny pierwszej rano czasu polskiego, kiedy należąca do rosyjskiego Aerofłotu maszyna podchodziła do lądowania w mieście Perm.

- Straciliśmy łączność z samolotem, gdy był na wysokości ok. 1000 m - potwierdziła Irina Adrianowa z rosyjskiego ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych. Według wstępnych ustaleń zapalił się jeden z silników maszyny, która najprawdopodobniej chwilę później eksplodowała.

- Obudziła mnie eksplozja, a sąsiedzi krzyczeli, że widzieli spadający samolot płonący jak kometa - mówiła telewizji Wiesti-24 jedna z kobiet, która była świadkiem katastrofy.

Szczątki płonącej maszyny uszkodziły odcinek Kolei Transsyberyjskiej.

Samolotem leciało 6 członków załogi oraz 82 pasażerów. Wśród nich było 21 obcokrajowców - dziewięciu Azerów, pięciu Ukraińców oraz po jednym obywatelu Francji, Niemiec, Włoch, Łotwy, Szwajcarii oraz Turcji.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się