Menu Region

Z zazdrości o żonę ojciec zabił trójkę swoich synów

Z zazdrości o żonę ojciec zabił trójkę swoich synów

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Dorota Grąbczewska

Prześlij Drukuj
Dramat rozegrał się w piątek około 22. Dzieci zaczęły się przebierać w piżamy i przygotowywać do snu.
Wtedy Bogdan Ch. postanowił zabrać żonie to, co ma najcenniejsze. 4-letni Kubuś leżał już w łóżku. Najprawdopodobniej właśnie tam udusił go ojciec. 12-letniego Pawła ugodził nożem siedem razy w okolice serca. Szamotał się z nim, bo jego ciało znajdowało się w sypialni na podłodze.

Najstarszy syn, 15-letni Kamil, który stanął w obronie braci, zmarł po sześciu ciosach w klatkę piersiową. Ciała zamordowanych przez ojca dzieci znalazła ich matka

Leżał w wannie, bez wody, rozebrany do slipek. Potem 40-letni Bogdan Ch. napisał list pożegnalny do żony. Wyjawił w nim, że zabiera to, co dla niej najcenniejsze. I powiesił się, okręcając kabel od suszarki na klamce drzwi do łazienki. Wszystko najprawdopodobniej z zazdrości.

Ciała dzieci i męża w sobotnie popołudnie znalazła matka, która wróciła do domu po kilkudniowej nieobecności. Ponieważ nikt nie otwierał, a ona nie miała klucza, poprosiła brata o wyważenie drzwi...

- Większość sąsiadów niczego nie słyszała. Jednej osobie wydawało się tylko, że usłyszała krzyk "mamo!". Ale nikt nie podejrzewał, że za ścianą rozgrywa się tragedia - opowiada młodszy aspirant Marceli Śmiałek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kutnie.

Dziś przeprowadzona będzie sekcja zwłok chłopców, która jednoznacznie ustali przyczynę ich śmierci.

36-letnia Iwona Ch., pracownica solarium, i jej mąż, pracownik firmy budowlanej, dwa lata temu dostali klucze do nowego dwupokojowego mieszkania w Towarzystwie Budownictwa Społecznego na osiedlu Graniczna.

Mieszkańcy osiedla są zszokowani tragedią, tym bardziej, że rodzina uchodziła za zgodną, Bogdan Ch. miał opinię spokojnego, życzliwego człowieka, a dzieci wszyscy chwalili za to, że były bardzo grzeczne. - Jedyną wadą może było tylko to, że on był bardzo zazdrosny o żonę, nawet jak wyszła z dzieckiem przed klatkę - przyznaje jedna z mieszkanek osiedla.

Nikt jednak nie spodziewał się tego, że zazdrość może być powodem takiej tragedii. Kobieta wcześniej nie prosiła o pomoc ani policji, ani poradni rodzinnej.

- Mieszkali nade mną. To była normalna rodzina, nigdy nie było słychać, żeby się kłócili - mówi pani Joanna. - Ponieważ mieszkam sama z dziećmi, on deklarował, że jeśli będę mieć problem, to chętnie mi pomoże. To był bardzo pracowity człowiek, dorabiał po godzinach, układał kafelki. Wracał do domu późno. Bardzo kochał dzieci. One też bardzo lubiły dom, były grzeczne, najwięcej czasu spędzały w domu, przed komputerem.
1 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się