Menu Region

Janusz Świtaj: Nieznośna ciężkość bytu

Janusz Świtaj: Nieznośna ciężkość bytu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Janusz Świtaj

2Komentarze Prześlij Drukuj
O uporze, radości, załamaniu, a także o szczęściu i ogromnym nieszczęściu - pisze człowiek, który tak bardzo chciał umrzeć, że odnalazł sens życia. Dziś publikujemy fragmenty jego książki "12 oddechów na minutę".
Mam dwanaście oddechów na minutę... Tylko na wydechu mogę wydać głos. Mówię z przerwami... Wtedy respirator ma wdech... Po co Wam o tym wspominam? Żebyście dobrze wyobrazili sobie mój głos... To ja opowiadam Wam tę historię... Jestem jej bohaterem… i narratorem. Musicie ją słyszeć tak... jak Wam ją... opowiadam. To nie jest mocny... i dobrze postawiony... głos lektora... który pewnie włącza Wam się w głowie... z pierwszymi słowami książki. To nie jest głos... któremu towarzyszą wymowne gesty... Nie ma miejsca na pauzy... i podniesiony ton. Nie da się tego zrobić... Mój pan i władca... respirator marki Airox... decyduje o tym... kiedy mogę się odezwać...
Z gestami rozstałem się... kilkanaście lat temu... Żeby dobrze zrozumieć... to, co mówię... musicie słuchać w tempie... dwunastu oddechów na minutę... Musicie pamiętać... że od pewnego czasu... jestem właśnie tym głosem... który musi starczyć... niemal za całe moje istnienie. [...]


W tę niedzielę jej rodzice mieli zaplanowany wypad do swoich znajomych, więc chata była wolna. Kochaliśmy się. Było miło, słodko i namiętnie. Wszyscy pamiętają swój pierwszy raz. Ja pamiętam swój ostatni raz, choć w tej kwestii akurat nie wszystko stracone...

Spałem ledwie godzinę, zanim powlokłem się z na wpół zamkniętymi oczami do szkoły. Tego dnia około szesnastej zamieniłem się z kumplem na motory. Moja jawa (jedyna, jaką miałem w życiu) nie leżała mi. Zdecydowanie wolałem MZ. Miałem zamiar ją podrasować, wymienić zajechane części, korzystając ze swojego zaplecza warsztatowego, a potem pogonić na giełdzie za dobre pieniądze i kupić coś konkretnego. Jeszcze w poniedziałek pojeździłem sobie na niej. No, poszaleć na tym się nie dało.

W końcu nadszedł dzień, w którym rodzice kupili mi mój pierwszy motocykl MZ 250 od starszego o sześć lat kuzyna z Wrocławia. Była to maszyna bardzo zadbana. Garażowana, oryginalny niebieski lakier, bez zarysowań. Wracałem tym motorem z Wrocławia ze starszym kumplem, który już miał prawo jazdy. Rodzice chcieli od razu zamknąć moją maszynę u sąsiada w garażu i dać mi ją, kiedy zrobię prawo jazdy. Taka była umowa. Ale cóż... Nowa rzecz i to jeszcze taka, o której marzę od dzieciństwa... Rodzice, którzy zawsze byli ulegli wobec mnie, dali się uprosić i zgodzili się, abym sobie trochę pojeździł. Oczywiście prowadzić miał kolega. Tak, był moim kierowcą, ale tylko na osiedlu, a na bocznych drogach ja siadałem za kierownicą i od razu śmigałem jak szalony. Nigdy się nie zastanawiałem, jakie mogą być tego konsekwencje. [...]

1 3 4 »
2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

hej marta

+110 / -89

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

jim hanson (gość)  •

nudzisz sie po nocach?

odpowiedzi (0)

skomentuj

Kochał sie juz Pan z kobietą? Mówił Pan, że to Pana marzenie

+106 / -97

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Marta Kuzaj (gość)  •

jw

odpowiedzi (0)

skomentuj