Menu Region

Metallica powraca na szczyt

Metallica powraca na szczyt

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Ola Szatan

Prześlij Drukuj
O miłości do gitary, wódki i fanów znad Wisły z Kirkiem Hammettem rozmawia Ola Szatan.
Ostatnio graliście u nas w maju. Naprawdę lubicie tu przyjeżdżać czy tylko tak mówicie, bo wypada?

Naprawdę. Pamiętam doskonale pierwszą wizytę w waszym kraju, w 1987 roku. Graliśmy w Katowicach, w takiej hali...

... w Spodku!

No właśnie. Podobno fani jadący na koncert zdemolowali pociąg. Ale to, co najlepiej zapamiętałem, to przyjęcie fanów już podczas występu. Reagowali na nas bardzo emocjonalnie, to było prawdziwe szaleństwo, pełen entuzjazm. Od razu podchwycili naszą muzykę, była świetna energia. Zagraliśmy dwa koncerty, dzień po dniu, obydwa były wyprzedane.

Tamte koncerty w Katowicach były też szczególne dlatego, że były jednymi z pierwszych, które zagraliśmy po śmierci naszego poprzedniego basisty Cliffa Burtona [zginął w wypadku we wrześniu 1986 roku - red.], w nowym składzie - z Jasonem Newstedem. Mieliśmy nadzieję, że zdobędzie uznanie słuchaczy. I nie zawiedliśmy się.

I choć od tamtej pory minęło 21 lat, a Metallica zagrała u nas jeszcze kilkakrotnie, polskim fanom wciąż Was mało. Bilety na tegoroczny chorzowski koncert wyprzedały się na pniu.

Polscy fani są najlepsi i basta. Za każdym razem, gdy tu wracamy, mamy komfort psychiczny, bo wiemy, że i publiczność, i my będziemy mieli świetną zabawę. Fani są częścią tego show, śpiewają, klaszczą, reagują na każdy dźwięk każdą częścią siebie. Ten przekaz emocji pomiędzy widownią a sceną jest bardzo istotny. W Polsce jeszcze nigdy nam tego nie brakowało.

Od Waszej poprzedniej wizyty w Polsce minęły cztery lata. Wówczas promowaliście płytę "St. Anger", bodaj najbardziej kontrowersyjną w Waszej karierze. Warto było tak eksperymentować z muzyką?

Skrajne emocje towarzyszyły słuchaczom już od naszej płyty "Kill'em All". Wiesz, miłość albo nienawiść. Ale my nie dumamy nad tym, który album jest lepszy, a który gorszy, bo wtedy zabilibyśmy w sobie kreatywność i zaczęli tylko analizować.

"St. Anger" była płytą, którą tworzyliśmy według innego schematu. Dźwięki skomponowane podczas sesji od razu nagrywaliśmy. Nie było zbędnego poprawiania czy dogrywania. Po prostu czuliśmy, że chcemy nagrać właśnie taką płytę.

1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się