Menu Region

Kocham włoszczyznę

Kocham włoszczyznę

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Izabela Pałucha

Prześlij Drukuj
Ortodoksyjny wyznawca kuchni włoskiej, o której mówi z apetytem i... wielką czułością. Bo Paolo Cozza ma trzy miłości: żonę, piłkę nożną i włoskie jedzenie
Ciepły wrześniowy poranek. Dzwonię do drzwi warszawskiego mieszkania Paola Cozzy, Włocha znanego z programów "Europa da się lubić" i "Taniec z gwiazdami". Od progu wita mnie uśmiechnięty, z pytaniem, czego się napiję. Długo się zastanawiam. Zniecierpliwiony podejmuje za mnie decyzję. Espresso. I to był strzał w dziesiątkę!

Czy ta kawa to Twoje śniadanie?
Tak, ale drugie.

A co było na pierwsze?

Kawa.

I to u Was we Włoszech norma, że rano pije się tylko kawę?
Jak najbardziej. Śniadanie dla Włocha to właśnie kawa, zwykle espresso. I nie wyobrażam sobie, żeby miało być inaczej. U nas to genetyczne. Wyssane z mlekiem matki (śmiech).

A tak naprawdę, dlaczego nie jadacie normalnych śniadań? Nie wiecie, że to niezdrowo?
Nie będę owijał w bawełnę. Prawda jest taka, że my, Włosi, uwielbiamy długo spać. Każda minuta snu jest dla nas na wagę złota. I wstajemy z łóżka w ostatniej chwili, kiedy jest czas już wyłącznie na dojechanie do pracy. Nikt nie myśli nawet o jedzeniu. Wtedy nie pozostaje nic innego jak tylko filiżanka błyskawicznej małej czarnej - otwiera szerzej oczy, daje porządnego kopa i pozwala jakoś funkcjonować. Ale to nie jest tak, że wypijamy rano kawę i ma to nam wystarczyć do obiadu czy kolacji. Nie! Po godzinie, podczas której z reguły dopiero oswajamy się z traumą nowego dnia w pracy, przychodzi czas na małe co nieco, czyli drugą kawę plus rogalik w pobliskiej kafejce. To jest nasze drugie śniadanie. Wtedy często pijemy cappuccino. Dopiero potem, czyli około 11, można zacząć myśleć o sprawach związanych z pracą. Ale niezbyt długo. Bo zbliża się przecież południe, czyli pora lunchu. Dobrze więc jest się zastanowić, co i gdzie chcemy zjeść. Normalny, zdrowy na umyśle Włoch nigdy nie je sam. Zbierają się więc ludzie i całą ekipą nacierają na bar czy stołówkę firmową. Kryterium, które decyduje, do jakiej knajpy idziemy, to nie tylko jedzenie, ale również kelnerki (śmiech).

Ile trwa taki lunch?
Od godziny do trzech godzin. To zależy, co się robi i gdzie się pracuje. Trzy godziny zarezerwowane są dla pracowników sklepów. Biura mają sjestę godzinną. Jak ktoś pracuje blisko miejsca zamieszkania, wraca do domu na lunch.

Wracasz po lunchu. Rozumiem, że ostro zabierasz się do pracy?
Po lunchu miło jest jeszcze wypić kawę w firmie. Z reguły są na miejscu małe barki kawowe. To świetny moment na podsumowanie, jak smakował obiad, co się kucharzowi udało, a co było nie tak.

To Wy, zamiast pracować, bez przerwy gadacie i myślicie o jedzeniu!

Bo jedzenie to jest dla nas - zaraz po kobietach i piłce nożnej - najważniejsza dziedzina (śmiech). Nie da się ukryć, że nasze życie krąży wokół jedzenia. Ono dyktuje nasz rytm dnia. Nikt nie przegapi żadnego z posiłków. Inaczej jest w Polsce. Tutaj nikt nie zaprosi nikogo na rosół, na bigos czy golonkę. A Włosi ciągle wyciągają się wzajemnie na makaron czy pizzę. U was zaprasza się na kawę, herbatę, piwo albo wódkę. Jakby pierwszeństwo miało picie.

Nie oburzaj się. U nas to bardzo pielęgnowana tradycja. U mnie w rodzinie też gotowały kobiety: babcia, mama. Robiły to najlepiej na świecie. We Włoszech to kobiety dbają o dom. Same wybierają życie gospodyń. Gdyby im to nie odpowiadało, robiłyby karierę zawodową. Z tego wyboru mają same korzyści: siedzą w domu, mają kartę kredytową męża, mogą robić zakupy, kiedy chcą, mają czas oglądać seriale, chodzić na plotki z przyjaciółkami, przy okazji gotować… Czego chcieć więcej (śmiech)!? A mówiąc serio, oczywiście jest tak, że od wieków włoskimi domami rządziły kobiety. To one były kapłankami ogniska domowego, dbały o rodzinę, a mężowie i ojcowie zarabiali na dom.
Prosty podział ról, który w dużej mierze się zachował do dziś. W Polsce nikt tego pewnie nie rozumie. Są oczywiście nowoczesne kobiety, które wybierają karierę. Ale dla włoskich kobiet dom to nie więzienie. I naprawdę wiele pań świadomie wybiera właśnie takie życie.

A Twoja żona?
Jest Polką z krwi i kości. Nowoczesna, ma zawodowe ambicje. Nie gotuje codziennie. Na szczęście też lubi jeść.

Pewnie dzięki żonie poznałeś polską kuchnię. Jak ją oceniasz?

Jest smaczna. Inaczej nie mógłbym tu mieszkać! Dosyć ciężka - trzeba uważać na duże ilości tłuszczu, czyli nie jest do końca zdrowa. Przekonałem się do zup: we Włoszech zupy są mało popularne. Uwielbiam żurek. Barszcz czerwony z uszkami wręcz ubóstwiam. Tak samo rosół z kluseczkami. Ale nie znoszę flaków. A że dużo podróżuję po Polsce pociągami, do szału doprowadza mnie to, że w Warsie są w menu właśnie tylko flaki…

A co myślisz o zupie grzybowej?

Smakuje mi. W ogóle grzyby w polskiej kuchni są bardzo smacznie przyrządzane. We Włoszech też je doceniamy. Jako dziecko chodziłem na grzyby. To był jedyny powód, dla którego byłem w stanie poderwać się z łóżka skoro świt. Ale nie przypominam sobie, żebym w zbieraniu grzybów osiągnął jakiś wielki sukces. W Polsce zdarzało mi się za to nazbierać cały kosz! Raz to, co zebrałem, umyłem, pokroiłem i postanowiłem zamrozić. O tym, że w zamrażarce mam grzyby, przypomniałem sobie dopiero po dwóch latach. Do niczego już się nie nadawały. Ale i tak fajnie wspominam moje wyprawy do lasu.

Jest godzina 12, zbliża się pora lunchu. Już wiesz, co dziś będziesz jadł?

Od dwóch dni chodzi za mną makaron penne ze smażonym szpekiem na oliwie, z gęstą śmietaną i szafranem. Mam makaron, a sos zaraz zrobię sam. Niebo w gębie!
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się