Menu Region

Uwodziciel kolekcjonerów

Uwodziciel kolekcjonerów

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Bożydar Brakoniecki

Prześlij Drukuj
Za tydzień w londyńskiej Tate Gallery rusza największa od ćwierćwiecza retrospektywa malarstwa Francisa Bacona (1909-1992).
Będzie to zarazem początek obchodów setnej rocznicy urodzin brytyjskiego artysty, najbardziej dziś wziętego malarza XX wieku.

Marszandzi z Tate, wieszając u siebie wybór płócien genialnego samouka, liczą na gigantyczny zysk z biletów. Bo pieniądz lgnie do pieniądza, a przecież Bacon to lep na miliarderów o kolekcjonerskich zapałach.

Sygnał do rozpoczęcia łowów na płótna mistrza dał rosyjski bogacz Roman Abramowicz, który w maju wylicytował w londyńskim Sotheby's tryptyk z 1976 r. za 86,2 mln dol. Tak oto Bacon dołączył do Pabla Picassa i Gustava Klimta, których prace jako jedyne pokonały kolekcjonerską barierę dźwięku: ceny wytworów ich talentu przekroczyły 100 mln dol.

Sława brytyjskiego artysty zakiełkowała jeszcze w mrocznych latach 30., gdy Bacon pokazał światu swoje pierwsze prace. Idąc pod prąd ówczesnych mód, kategorycznie odrzucił abstrakcję, by zająć się malarstwem figuratywnym. Wymowa jego płócien daleka była od optymizmu. Malował ciężką ręką, kładąc warstwy jaskrawych farb grubymi pociągnięciami pędzla.

Zdeformowane ludzkie postaci, samotne i wyobcowane, umieszczał w nieokreślonej perspektywie, zwykle w sytuacji śmiertelnego zagrożenia. Czuł ducha epoki, w której przyszło mu żyć, ale unikał doraźnej publicystyki. - To po prostu malarski geniusz, a przy tym znawca ludzkiej natury - tłumaczy dzisiejsze powodzenie Bacona Andrzej Starmach, ceniony krakowski marszand.

- Jego malarstwo to niepowtarzalna lekcja sztuki, w której przy umiejętnym oglądzie znaleźć można całą europejską historię malarstwa, od renesansu do akademizmu.

1 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się